Art Buchwald, amerykański satyryk i felietonista, sens życia odzyskał w... hospicjum. Trafił tam z własnej woli. Z własnej woli odstawił też leki. I odżył. Cały czas śmiał się, że im dłużej przebywa wśród umierających, lepiej mu się żyje. Los dał mu dodatkowe pół roku życia. Zmarł wczoraj, w wieku 81 lat.
W ciągu swojego życia laureat prestiżowej nagrody Pulitzera spotykał największych tego świata i skutecznie ich później obśmiewał w "Washington Post". Z jego przyszłą żoną poznał go Humphrey Bogart, a za kolegę od kielicha służył mu Paul Newman.
Zaszedł mu za skórę czarny komik Eddie Murphy, którego Buchwald pozwał za kradzież jego pomysłu na film "Książę Nowego Jorku". Po długim procesie sąd uznał, że filmowcy nielegalnie sfilmowali jego nowelkę i musieli zapłacić mu odszkodowanie.
Dwa miesiące temu w amerykańskich księgarniach pojawiło się "Zbyt wcześnie, by się żegnać". Art Buchwald odszedł we śnie, w otoczeniu rodziny. Bezpośrednią przyczyną śmierci była ostra niewydolność nerek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|