Jest jedną z największych aktorek współczesnego kina. Uwielbiana przez krytyków, kochana przez publiczność, stworzyła wiele niezapomnianych kreacji w filmach Michaela Cimino ("Łowca jeleni"), Clinta Eastwooda ("Co się wydarzyło w Madison County") i Stephena Daldry’ego ("Godziny"). Za rolę w obrazie "Diabeł ubiera się u Prady", który niedawno święcił triumfy na ekranach kin, Meryl Streep otrzymała czternastą nominację do Oscara. Dotychczas dwie nominacje zamieniła w Złote Statuetki (za filmy "Sprawa Kramerów" z 1979 roku i trzy lata późniejszy "Wybór Zofii" Alana J. Pakuly).
Jednak Streep nie spoczęła na laurach. Wciąż jest niezwykle zapracowaną gwiazdą - w zeszłym roku mogliśmy oglądać cztery premiery z jej udziałem, a w najbliższym czasie do kin wejdzie aż dziesięć produkcji, w których wystąpiła 58-letnia dziś genialna aktorka.

SILVIANA MARE, RAFAŁ ODRZYWAŁEK: Ostatnio grywa pani przede wszystkim w komediach. Czyżby postanowiła pani zmienić swoje aktorskie emploi?
MERYL STREEP: Niezupełnie. Ale muszę przyznać, że od zawsze miałam słabość do komedii, po prostu je uwielbiam. Jako aktorka nie mam niestety kontroli nad tym, kiedy film zostanie wypuszczony na rynek. Nie zrobiłam tych wszystkich komediowych produkcji w jednym czasie, no ale tak się akurat złożyło, że w takiej kolejności mają one swoje premiery.

Jaką rolę chciałaby pani jeszcze zagrać?
Nie marzę o konkretnych rolach. Nigdy nie myślę w ten sposób o mojej pracy. Zależy mi na tym, by grać kobiety o ciekawych życiorysach, ale nie mogę powiedzieć, że chcę zagrać - dajmy na to - Japonkę. Nie miałam i raczej mieć nie będę takiego podejścia do kolejnych artystycznych wyzwań. Zamiast myśleć o tym, kogo by zagrać, zastanawiam się, jak najlepiej zbudować powierzoną mi w scenariuszu postać.

Jak pani sądzi, co myślą o pani młodsi widzowie?
Dziwią się pewnie, że jeszcze żyję (śmiech). Niektórzy po prostu postrzegają mnie jak kogoś, komu udało się zagrać wiele ról i w jakiś sposób to cenią. Widzą mnie jako aktorkę, której nie zaszufladkowano w jednej roli i której nie dopadł glamour i moda. To jest to, co mówią, ale potem idą i myślą sobie o mnie coś zupełnie innego (kolejna seria śmiechów).

Czy aktorom w pani wieku trudniej jest o znaczącą rolę w filmach?
Myślę, że o wiele trudniej było w przypadku aktorów poprzedniego pokolenia. Mam wrażenie, że obecnie stworzył się rynek dla innego typu odbiorcy i istnieją strategie dystrybucji skierowane do publiczności, która ma już dosyć - również na ekranie - propagowania kultu młodości. Dlatego dziś jest więcej możliwości dla aktorów średniego i starszego pokolenia. Kosztuje to trochę pracy, ale naprawdę można trafić na całkiem niezłe role.

Jak zmieniło się pani życie w ciągu ostatnich dwudziestu lat?
Dwudziestu lat? Nie wiem, o ile pamiętam (śmiech) całe mnóstwo zmian. Ale myślę też, że jest wiele rzeczy, które nie uległy zmianie. Te same bitwy do stoczenia, stare bitwy. To, co jest najbardziej interesujące w starzeniu się - możliwe, że to jedyny interesujący aspekt - to możliwość spojrzenia na wiele spraw z zupełnie innej perspektywy. Docenić fakt bycia wciąż obecnym, żywym, żartowania sobie do woli. Wiesz, czego życzyłam sobie w Nowy Rok? Oglądać mniej filmów, śpiewać więcej, i nie czepiać się tyle z byle powodu. Idzie mi całkiem nieźle. Będę to traktować jak zalecenie lekarskie. Wszyscy powinniśmy śpiewać, mieć więcej dystansu do siebie i świata, ale któż odbierze sobie słodkie prawo do pozrzędzenia... (śmiech).

Jakiej muzyki pani zazwyczaj słucha? Co śpiewała pani swoim dzieciom?
Wiele rzeczy. Irlandzkie kołysanki. Później już nie śpiewałam w domu. Nie lubiły tego. Moje śpiewanie zawstydzało je przed ich przyjaciółmi, jeśli akurat odwiedzali je w domu. Słucham muzyki klasycznej, ale lubię też rzeczy, które śpiewają wokalistka country Emmylou Harris czy kanadyjski bard Neil Young. Podoba mi się również Patsy Cline. Mój 27-letni syn Harry ma i-poda i wciąż puszcza mi różne rzeczy do posłuchania, ale to jest strasznie denerwujące.

Dlaczego?
Chodzi o to, że młodzi ludzie już nie słuchają płyt. Kiedy ja kupowałam album, znałam kolejność utworów, jeden się kończył, a ja już zaczynałam kolejny. Teraz już tak nie jest. Moja czternastoletnia córka nawet nie odsłuchuje całej piosenki. Słucha kawałka i przechodzi do następnego utworu. Jeśli zapytać o powód, powie: "To jest taki deficyt uwagi. Jest tyle rzeczy do zrobienia i do zobaczenia, wszystko jest nowe, nowe, nowe. Za szybko (pstryka palcami), wszystko porusza się w zawrotnym tempie.

Poparła pani swoje dzieci w ich planach aktorskich?
Nie miałam okazji, aby im powiedzieć nie. Dwoje z nich już jest aktorami. Tak naprawdę nie chciałam, by się zajmowały aktorstwem, bo znam arkana tej sztuki, ale oni widzą trochę zniekształcony obraz aktorskiego świata. Jest wielu aktorów, którzy żyją, wykonując małe rólki i wysyłając e-maile do swoich znajomych, żeby poszli ich zobaczyć, jak kręcą reklamówki albo podkładają głos. Ale moje dzieci zdają się tego nie dostrzegać. Dla nich to tylko zabawa, naśladowanie, za które ci płacą. Któż nie chciałby tego robić?