Zbliża się data publikacji ostatniego, siódmego tomu cyklu powieściowego J.K. Rowling o Harrym Potterze, wyznaczona na 21 lipca tego roku. Tom ten z wielką pompą został zakończony 11 stycznia, a obecnie tekst powieści podlega pracom redakcyjnym. Na polskich stronach internetowych poświęconych cyklowi trwają już targi, jak przetłumaczyć tytuł "Harry Potter and the Deathly Hallows".

Rozstrzygnijmy najpierw kwestię, czy w istocie siódmy tom będzie tym ostatnim. Jest bowiem oczywiste, że autorka przywiązała się do cyklu i występujących w nim postaci, a także że odczuwa wobec nich swego rodzaju wdzięczność za uczynienie z niej jednej z najbogatszych kobiet świata. Sama Rowling twierdzi dziś, że po siódmym tomie następnych nie będzie. Wypada jej wierzyć. I to nie dlatego, że autorzy cykli literackich są szczególnie słowni. Powód jest bardzo prosty: autorka zabrnęła w ślepy zaułek, z którego nie widać łatwego wyjścia.

Po pierwsze, tempo ukazywania się poszczególnych tomów serii spowodowało, że bohaterowie tych książek starzeją się wolniej niż ich czytelnicy. Pokolenie pierwszych fanów cyklu, które 10 lat temu zachwyciło się tomem "Harry Potter i kamień filozoficzny" i potem wyczekiwało następnych, to dziś osoby dojrzałe, nierzadko mające własne dzieci. Trudno zatem mówić o utożsamieniu tych czytelników z bohaterami cyklu, którzy pozostali nastolatkami. Po drugie, bohaterowie ci są już w takim wieku, że zaczynają się interesować płcią przeciwną, co definitywnie wypycha ich z orbity dziecięcych bajek. Po trzecie, Harry Potter wraz z kolegami w miarę upływu lat powinien zyskiwać coraz bardziej zaawansowane umiejętności czarodziejskie, co zmusza autorkę do coraz bardziej szczegółowego ich opisywania (i wymyślania). Gdyby Rowling chciała na serio kontynuować opowieść o Potterze, musiałaby w końcu wymyślić dla niego wiarygodnie wyglądającą magię, a nie tylko pozorować ją poprzez opisy. Te trzy czynniki powodują, że z punktu widzenia strategii autorskiej wygodnie jest zamknąć cykl właśnie w tym miejscu: kiedy Harry kończy magiczną edukację, staje się młodzieńcem, lecz jeszcze nie wkroczył w dorosłe życie ze wszystkimi jego problemami.

W połowie zeszłego roku Rowling ujawniła, że w ostatnim tomie zginą dwie osoby, których śmierci by nie chciała. Padło podejrzenie, że chodzi o dwoje z trójki głównych bohaterów cyklu: Harry - Ron - Hermiona. Ekspert literacki prof. James Kresner twierdzi, że do tego nie dojdzie, ponieważ "jest to powieść w stylu Dickensa, w której dobro musi wygrać". Dla Kresnera nie byłoby zaskoczeniem, gdyby powrócił - podobnie jak Gandalf we "Władcy Pierścieni" Tolkiena - zmarły w szóstym tomie Dumbledore, główny przeciwnik demonicznego lorda Voldemorta i mistrz Harry'ego. Voldemort musi umrzeć - sugeruje Kresner.

Gdyby tak się stało, zło zostałoby poskromione, a zwycięskie dobro obnosiłoby się tryumfem. Być może ze względów komercyjnych i zarazem pedagogicznych Rowling zdecydowała się na takie rozwiązanie, ale z punktu widzenia jakości literackiej jest to pójście na łatwiznę. Także w poprzednim tomie, "Harry Potter i Zakon Feniksa", nic nie wskazuje, by koncepcja autorki szła w tym kierunku. Wręcz przeciwnie: pojawia się tam wiele paskudnych elementów z naszego świata. Po raz pierwszy na taką skalę młodzi bohaterowie zakosztowali problemów ze świata dorosłych. Zakulisowe gry, intrygi, podchody, walka o stanowiska i wpływy dowodzą, że część ludzkości władająca czarami i magią jest lustrzanym odbiciem części mugolskiej: tak samo ulega naciskom, upodleniu, korupcji itp. Opanowanie zaklęć magicznych nie wymusza żadnej poprawy etycznej, człowiek magiczny - pomimo władania ogromnymi mocami - nie doznał żadnego ulepszenia wewnętrznego i pozostał zwykłym, słabym, strachliwym, podatnym na erozję moralną dwunogiem.

Jeśli Rowling w tomie "Harry Potter and the Dathly Hallows" nie zeszła z tej linii, należy się poważnie liczyć ze śmiercią Harry'ego. Już w "Zakonie Feniksa" można było odnieść wrażenie, że przez lata edukacji w Hogwarcie Potter w niewielkim stopniu opanował rzemiosło czarnoksięskie, przynajmniej w konfrontacji z prawdziwymi mistrzami tego fachu. Zatem jego ostatni pojedynek z Voldemortem skończyłby się dla niego niepomyślnie, z czego wynikałoby kilka konsekwencji literackich i pozaliterackich. Cykl o Potterze zgodnie z wolą autorki zostałby definitywnie zamknięty, a nieutuleni w żalu czytelnicy wracaliby do poprzednich dzieł. Rowling zabezpieczyłaby się też przed kontynuowaniem go przez innych autorów. Zwycięstwo Voldemorta i jego popleczników wyjaśniłoby zarazem młodzieży, skąd w naszym świecie tyle przypadków dominacji zła: to w świecie Pottera czarodzieje nie zdołali okiełznać sił mroku, więc przeniknęły one do naszego, mugolskiego świata.