Olaf Szewczyk: Najbardziej uderzający wniosek z lektury „Niewygodnej prawdy” ? Ekologia przestała być tematem niszowym, kontrkulturowym. Wręcz przeciwnie, staje się języczkiem u wagi kluczowego podziału na konserwatystów i postępowców, zwanych w USA liberałami. Do tej pory historię cywilizacji określał stary biblijny paradygmat „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Że takie zdanie znalazło się w Starym Testamencie nie ma nic wspólnego z religią, ale stanowi odbicie ówczesnego patriarchalnego modelu świata, który można określić dwoma słowami - rządzenie i podbój.

Piotr Kofta: Czyli, w pewnym sensie, książka Gore’a byłaby jednym z wyraźnych sygnałów, że kończy się w historii ludzkości epoka zapoczątkowana rolniczą rewolucją neolityczną jakieś 10000 lat temu. To zabawne, mamy tu związek między neolitem a amerykańską polityką...

OS: Do tej pory dominowała postawa mocno konfrontacyjna: człowiek kontra środowisko, człowiek ujarzmiający środowisko, nie zaś – współpracujący z nim.

PK: Rzeczywiście, widać to wyraźnie choćby w przypadku polskiego sporu o dolinę Rospudy. Paradoksalnie więc ekologia, która była dotąd lekceważona, nagle nie tylko zaczyna znajdować się w centrum publicznej debaty, ale może stać się budulcem kariery politycznej – jak w przypadku Gore’a.

OS: Nawet więcej, stosunek do środowiska potrafi decydować o „być albo nie być” całej frakcji politycznej. Ludzie zaczęli się realnie bać się o naszą planetę i politycy muszą, choćby z niechęcią, mocno wejść w temat. W „Niewygodnej prawdzie” Gore świetnie gra obrazami, kiedy np. zestawia fotografie Kilimandżaro sprzed 40 lat i zdjęcia obecne, już bez wielkiej śniegowej czapy. Tu jest sfotografowany społeczny lęk, to daje do myślenia.

PK: Z drugiej strony jednak granie obrazami, wielkimi tytułami, prostymi hasłami, emocjonalna ikoniczność tej książki – operują środkami rodem z tabloidów. „Niewygodna prawda” ma co prawda na końcu praktyczny podręcznik, jak zostać małym ekologicznym rycerzem, ale nie posiada indeksu ani spisu treści. To nie jest książka do czytania, ale do przeglądania.

OS: Myślę, że Gore zachował się po prostu pragmatycznie, żyjemy w kulturze tabloidu i komiksu, obraz znaczy więcej niż słowo. Trudno nie uznać skuteczności tego przekazu, fragmenty o huraganach są po prostu wstrząsające, podobnie jak błyskotliwe i proste jest wyjaśnienie, na czym polega efekt cieplarniany. Ta książka przemawia nie tylko treścią, ale i formą, dlatego ma szansę trafić nawet do ludzi zazwyczaj bezrefleksyjnych, którym dotąd było obojętne, jakim samochodem jeżdżą i ile prądu zużywa ich lodówka.

PK: Niemniej przez ten pragmatyzm przekazu przebija idealizm treści – mamy tu ukryte założenie, że obywatele chętnie przyłączą się do budowania zbilansowanej klimatycznie utopii. A tak naprawdę, póki nie będzie na Ziemi jakiejś sensownej alternatywy paliwowej, opłacalnej dla wielkich koncernów, nie ma co liczyć na rewolucję.

OS: To nie do końca tak. Nie chodzi tylko o same źródła energii, ale też o rezygnację z nadmiarowego korzystania z tej energii. Powiem ci, co w istocie powoduje, że określenie „idealizm” nie pasuje mi do tej książki. Rzecz w tym, że mimo wszystko Gore nie wychodzi poza mocno zakorzeniony w nas egoistyczny antropocentryzm. Co prawda odchodzi od paradygmatu podboju, ale robi tylko pół kroku do przodu – zauważa, że to nam, ludziom, szkodzi. Nie ma tu jeszcze myślenia globalnego, że jesteśmy tylko częścią ekosystemu.

PK: Zmiana perspektywy, o której mówisz, mogłaby być trudna do popularyzacji. Jeśli bowiem Ziemia jest samoregulującym się ekosystemem, to potrafiłaby zapewne znaleźć inny stan stabilny, a w nim – hipotetycznie – na ludzkość już zabrakłoby miejsca. Były już wielkie wymierania, czemu nie miałoby być jeszcze jednego. Gore nie wyobraża sobie – a jeśli nawet, to nie może jako polityk o tym powiedzieć – że prawdopodobna jest Niebieska Planeta, Gaja, bez ludzi.

OS: On to chyba zauważa, ale nie wyciąga wniosków, że Ziemia może się po prostu z ludzkiej rasy otrząsnąć, jak z jakiegoś mikroba.

PK: Ale ostatecznie przyznajmy: „Niewygodna prawda” to spójny przekaz w bardzo pozytywnej sprawie.

OS: Sztab specjalistów Gore’a od manipulowania świadomością społeczną dobrze się spisał (śmiech). Merytorycznie tylko jedna rzecz mi tu nie pasuje – za mało miejsca poświęcono problemowi kurczących się zapasów wody pitnej, a to dla świata rzecz absolutnie kluczowa. Z drugiej strony – trochę irytowała mnie namolna autopromocja autora.

PK: Rzeczywiście, można odnieść wrażenie, że już jako trzylatek mały Al wykradał ojcu kostki lodu z whisky i rozrzucał je na grządkach, żeby schłodzić klimat.

OS: Gdyby nie jego silne deklaracje, że już nie będzie kandydował, trudno byłoby się oprzeć wrażeniu, że to wstęp do kampanii prezydenckiej. Gore prezentuje się przecież jako główna nadzieja świata.

PK: Ale dałbyś tę książkę dziecku do czytania?

OS: Tak, oczywiście. To naprawdę dobry wstęp do tej problematyki. A te autobiograficzne wtręty to po prostu zło niekonieczne. Może wytną w kolejnych wydaniach?

Niewygodna prawda, (An Inconvenient Truth) Al Gore, przeł. Joanna Golik-Skitał, Anna Malinowska, Sonia Draga 2007