Renata Kim: Właśnie ukazała się pani debiutancka powieść "Jak zostać sławną". To historia dziewczyny z prowincji, która przyjeżdża do Warszawy i całkiem przypadkiem zostaje gwiazdą serialu. Sama to pani napisała?
ANNA POWIERZA*: Oczywiście, że nie. Dziesięciu czołowych amerykańskich pisarzy postanowiło napisać wspólnie superksiążkę, a potem wybrać - prawdopodobnie drogą losowania - nikomu nieznaną Anię Powierzę i sprezentować jej to arcydzieło.

Dużo im pani odpala?
Oczywiście wszystko, bo to jest przecież ich książka (śmiech). A tak naprawdę, to od dawna planowałam napisanie powieści i w końcu dopięłam swego.

I jak się sprzedaje to dzieło?
Z tego, co wiem, całkiem dobrze.

Większość recenzji jest jednak druzgocąca. Bolą panią takie nieprzychylne opinie?
Oczywiście, bo ta powieść to moje dziecko. Ale może kiedyś jeszcze napiszę książkę, która wzbudzi zachwyt recenzentów.

A może po tym falstarcie lepiej byłoby już nie pisać? Przyznać, że talentu brak?
Najważniejszy jest czytelnik i to, czy moja książka pójdzie do ludzi. Poza tym postaram się przemyśleć sprawę i kolejną książkę napisać lepiej. Może się oczywiście okazać, że będę tragiczną pisarką. Ale dopóki nie przeczytam miliona krytycznych recenzji, dopóty nie pozostaje mi nic innego, jak wierzyć w siebie i pisać dalej.

Plotka głosi, że gdy na promocję w salonie Empiku nie przyszło zbyt wielu czytelników i dziennikarzy, zrobiła pani koszmarną awanturę swojej agentce.
To nieprawda, nie było żadnej awantury.

Ale w tzw. środowisku od dawna mówi się, że jest pani trudna we współpracy i zachowuje się jak rozkapryszona gwiazda.
Naprawdę tak się mówi?

Tak.
Jestem w szoku. Nie jestem aniołem i czasem się kłócę, ale z pewnością nie jestem awanturnicą.

Więc skąd się biorą takie opinie?
A skąd się wzięły historie, że gram w filmie porno? Kiedyś przeczytałam coś takiego o sobie.

A grała pani?
Nie. Grałam wtedy w fabule, w której moja bohaterka występowała w filmach pornograficznych. Na początku, gdy czytałam takie bzdury, było mi przykro. Teraz już się tylko śmieję. Bo co mogę zrobić? Dyskutować, stać pod kioskiem i tłumaczyć każdej osobie, że ktoś napisał o mnie coś, co jest bzdurą? To bez sensu. Trzeba wzruszyć ramionami i żyć dalej.

Jeden z bohaterów książki, słynny aktor Krystian, razem z dziennikarzami kreuje swój medialny wizerunek. Tak jest naprawdę?
Nie wiem, bo ja z prasą w taki sposób nie współpracuję. Mało tego, nie znam aktorów, którzy by tak robili. Ale od czasu do czasu w naszym środowisku słyszy się taką plotkę, więc postanowiłam ją wykorzystać w powieści.

A skąd wziął się tytuł książki? I co to w ogóle znaczy "zostać sławną"?
To znaczy chodzić po czerwonym dywanie, żyć w blasku fleszy i cieszyć się zainteresowaniem mediów.

Kto jest w Polsce sławny?
To jakieś podchwytliwe pytanie. Wystarczy przejrzeć pierwsze z brzegu gazety – tam jest mnóstwo sławnych osób.

A pani jest sławna? Czy może raczej należy pani do tej grupy ludzi, którzy są znani głównie z tego, że są znani?
Na pewno jestem popularna. Telenowela, w której teraz gram, jest oglądana przez olbrzymią liczbę Polaków. Ludzie wiedzą, kim jestem i co robię: czytają o moim życiu w prasie, oglądają życie mojej bohaterki w telewizji i w ten sposób jestem sławna.

Więc po co pani te wszystkie dodatkowe zajęcia - takie jak teraz cyrk? Czy przypadkiem nie po to, by ciągle przypominać o swoim istnieniu?
Zawód aktora zmusza do tego, by ciągle robić coś nowego, mierzyć się z coraz to inną rolą. Więc gdy dostałam propozycję z cyrku, chętnie z niej skorzystałam, to było wyzwanie.

Czy sława cieszy?
Jak jestem pięknie ubrana, wymalowana i uczesana, to czuję się cudownie, gdy wszyscy na mnie patrzą i podziwiają. Natomiast gdy idę bez makijażu, to mam ochotę schować się w mysią dziurę. A fenomen sławy na łamach gazet jest dla mnie trochę przerażający. Z natury jestem introwertykiem i do tej pory nie umiem się odnaleźć jako osoba, której słowa dziennikarze zapisują.

Czy introwertyczka robi sobie operację nosa, po czym informuje o tym cały świat?
Jestem introwertyczką, ale nie lubię kłamać. Na pytanie, czy zrobiłam operację nosa, nie potrafiłabym odpowiedzieć, że nie. Nie przeszłoby mi to przez gardło. Więc odpowiedziałam szczerze, że zrobiłam sobie operację nosa. A potem gdzieś wyczytałam, że wcale nie zrobiłam nosa, tylko poprawiłam biust. I że podając informację o nosie, chcę ukryć, że zrobiłam sobie biust. To mnie mocno rozbawiło.

A zrobiła sobie pani biust?
Nie zrobiłam.

A czy to boli, gdy gazety nazywają panią aktoreczką? Gwiazdką jednego serialu?
Dlaczego miałoby boleć?

Bo to pejoratywne określenie. Aktorka to jest Krystyna Janda i Teresa Budzisz-Krzyżanowska, a pani od lat jest Czesią.
Na Boga, ja nie jestem ani Jandą, ani Budzisz-Krzyżanowską. Gdybym była wielką aktorką, to może by mnie zabolało. Ale dla większości społeczeństwa jestem Czesią z "Klanu", więc jak mnie może boleć, gdy mówią na mnie aktoreczka? Być może kiedyś przyjdzie ten cudowny moment, że przestaną.

Ma pani kompleks nierozgarniętej Czesi?
Nie mam. Paradoksalnie kompleks miałam wtedy, gdy grałam dużo ról grzecznych i mądrych dziewczynek. I kiedy zaproponowano mi rolę przaśnej Czesi, słyszałam, że nie podołam. Czesię jednak gram i już nikt nie może powiedzieć, że jestem tylko grzeczną dziewczynką po filozofii na ATK.

Pani koledzy z uczelni pewnie już dawno pokończyli doktoraty, a pani ciągle w serialach. Nie zgrzyta?
Najpierw zostałam aktorką, a dopiero potem filozofem. Teraz gram Czesię, która wykształceniem pochwalić się nie może. Więc ludzie bardzo się dziwią, gdy słyszą, że skończyłam jakąkolwiek szkołę. Najpierw starałam się z tym walczyć, ale potem pomyślałam, że nie warto. Właśnie napisałam książkę i może kiedyś wizerunek Ani Powierzy jako Czesi z "Klanu" uda mi się odwrócić. Jak nie, to dalej będę grała Czesię i będę zadowolona. Ale po zejściu z planu zdejmuję skórę Czesi i jestem Anią Powierzą.

A jaka jest ta prawdziwa Powierza? Co czyta?
W tej chwili pracuję w cyrku i nie czytam nic. Wracam do domu i padam ze zmęczenia. Przed cyrkiem czytałam Murakamiego, uwielbiam Vonneguta i południowoamerykańskich pisarzy. Bardzo lubię Kunderę. Kocham Dostojewskiego i wracam do niego regularnie. Kocham Joannę Chmielewską i cieszę się, że wystawiła mojej książce pochlebną recenzję.

A jaki film oglądała pani ostatnio?
To było ze trzy miesiące temu, ale za nic sobie nie przypomnę jaki.

Marzy pani jakiejś roli?
Och, chciałabym kiedyś zagrać rolę psychopatki. Moim marzeniem jest też scena, w której pędzi się na koniu przez las albo przez plażę.

Może nago jak Maja Komorowska w "Cwale"?
Niekoniecznie. Tym bardziej że jeżdżenie na koniu nago jest potwornie niewygodne. Po prostu chciałabym mieć ujęcia z tej jazdy konnej. Marzę, że taka rola mnie nie ominie.

A co byłaby pani w stanie zrobić, by zdobyć wymarzoną rolę?
Poszłabym na casting i zagrała najlepiej, jak potrafię. To wszystko. Jeżeli pyta pani, czy będę koleżankę aktorkę rozjeżdżać samochodem, żeby ona nie dostała tej roli, to odpowiedź brzmi: nie. Zresztą to, czy ktoś dostanie rolę, zależy od wielu różnych czynników. Producent ma swoje ulubione typy aktorów, podobnie każda stacja. Trzeba by wymordować pół świata, żeby dostać upragnioną rolę. A potem i tak koniec kariery, bo skończyłabym w zakładzie zamkniętym.

A o teatrze pani nie myśli?
Kiedyś to było moje marzenie, ale okazało się, że nie mam na to czasu. Kiedyś może spróbuję.

Kiedy gwiazda filmowa Julia Roberts zagrała na Broadwayu, krytycy nie zostawili na niej suchej nitki. Może właśnie tego się pani boi?
Gdybym się bała, nie napisałabym książki. Myślałabym, że skoro jestem Czesią z "Klanu" i aktoreczką, to nie mogę sobie pozwolić na złe recenzje. Nie, akurat krytyki się nie boję.

Jest pani dobrą aktorką?
Nie wiem. Chciałabym być lepsza.

Co pani odpowiada, gdy ludzie pytają o receptę na sławę?
Napisałam trzysta stron na ten temat i nadal nie mam pojęcia. U mnie to był przypadek. Nie marzyłam, by zostać aktorką, na pierwszy casting trafiłam z ulicy. Drugi wygrałam jakimś cudem. Lepiej to pytanie zadać dziennikarzom, bo to przecież oni kreują osoby sławne. Może pani uważa, że jestem sławna? Musi pani tak uważać, skoro przeprowadza ze mną wywiad (śmiech).

Prawdę mówiąc, chciałam tylko sprawdzić, czy Anna Powierza jest mądra czy nie za bardzo...
Cudownie.