"Andanca" to niezwykły projekt, na którym znalazły się utwory nagrane przez Auguścik z brazylijskimi muzykami: słynnym gitarzystą i kompozytorem Paulinho Garcią, perkusistami Geraldo de Oliveirą i Heitorem Garcią, a także mistrzem harmonijki ustnej, zdobywcą nagrody Grammy Howardem Levym i polskimi artystami - Januszem Muniakiem i krakowskim kwartetem Dafo, którego partie aranżował Andrzej Jagodziński - wylicza DZIENNIK. W Stanach płyta miała premierę na początku stycznia i od razu stała się hitem. Teraz album ukazał się w Polsce. W rozmowie z DZIENNIKIEM Grażyna Auguścik, od lat zamieszkała w Chicago, opowiada o swoich fascynacjach południowoamerykańskich, miłości do Polski i terapeutycznej sile muzyki.
Ta muzyka to ciepło, piękna melodia, harmonia, niesamowity rytm, energia i do tego jeszcze niezwykłe teksty. To muzyka uniwersalna, a przez to bardzo przystępna, przy
niej się tak doskonale odpoczywa jak przy brazylijskim słońcu. Tak naprawdę nie znałam tej muzyki - poza ponadczasowymi przebojami Astrud Gilberto czy Stana Getza - do czasu kiedy nie
wyjechałam do Stanów. Tam podczas studiów w Bostonie spotkałam wielu Brazylijczyków i zaczęłam słuchać innych wykonawców, innych rytmów - bo przecież ten kraj to nie tylko bossa nova. W
Brazylii żyje sporo Afrykanów, Europejczyków, Indian, którzy tworzą specyficzny kulturowy miks. I to się przekłada na muzykę. Najbardziej zachwyciło mnie to, że ci ludzie kochają swoją
muzykę najbardziej na świecie. Dla nich to prawdziwa melodia życia. Później w Chicago poznałam znakomitego brazylijskiego gitarzystę i kompozytora Paulinho Garcię, który od ponad 30 lat gra
zawodowo muzykę swojego dzieciństwa, swojej młodości, swojego życia. Zaprosiłam go do mojego koncertu, a przez następne kilka lat namawiałam go na wspólne granie. Skończyło się to
nagraniem paru płyty i od tamtego czasu, czyli od 9 lat, wspólnie koncertujemy. Muzyka brazylijska to takie moje inne wcielenie.
Muzyka brazylijska też kojarzy się z wulkanem energii, tanecznymi, gorącymi rytmami, a można w niej odnaleźć całe mnóstwo różnych subtelności. Ale pod tą powierzchnią łagodności kryje
się masa energii. Pracując nad tą płytą, musiałam nauczyć się zupełnie nowych technik śpiewu, np. ledwo słyszalnego pianissima, śpiewania niemal szeptem. Ta muzyka jest jednak pozornie
spokojna. Podobna jest do tej, którą śpiewa Jean Gilberto, były mąż Astrud. Widziałam taki jego koncert plenerowy dla bodaj 20 tys. ludzi i to, jak taką muzyką potrafił skupić widownię.
To było niesamowite. I wtedy ktoś świetnie określił ten gatunek - powiedział, że ta muzyka brzmi jak mantra wprawiająca ludzi w pewien rodzaj transu czy medytacji. I to jest najlepsze
określenie dla czegoś, co ma tak wyjątkowe działanie terapeutyczne. Ja po koncertach z Paulinho czuję się kompletnie zrelaksowana. Mam nadzieję, że widownia także.
To kompletnie inny rodzaj emocji. Na "Live Sounds Live" jest dużo eksperymentów brzmieniowych, wzajemna interakcja muzyków i to, co w jazzie najbardziej lubię - że nie wszystko
w tej muzyce jest dopowiedziane i przewidywalne, że ta muzyka powstaje właśnie tu i teraz.
Celowo na każdej płycie staram się zawrzeć coś polskiego. Właśnie w najnowszej recenzji tej płyty podkreśliło polskie akcenty "Chicago Jazz Magazin", a ja cieszę się,
że udało mi się do współpracy zaprosić wybitnych polskich muzyków: legendę polskiego saksofonu Janusza Muniaka, wspaniały klasyczny kwartet smyczkowy Dafo, którego partie zaaranżował nasz
znakomity pianista Andrzej Jagodziński. Poza tym lubię śpiewać po polsku i myślę, że nasz język może być również miły dla ucha tych, którzy go nie znają.
Ucieszyłam się niedawno, gdy zobaczyłam, że ten utwór wraz z innym z tej płyty, "Summer Samba", był najczęściej grany przez amerykańskie stacje radiowe. Lubię słuchać
innych wykonawców, gdy włączają do swoich koncertów rodzimą muzykę, więc myślę, że polskie utwory mogą być podobnie odbierane przez innych. Przecież tak naprawdę, niezależnie od
języka, emocje zawarte w muzyce mogą być zrozumiałe dla wszystkich.