Anna Sobańda: Niech zgadnę, napisałeś książkę o policji, ponieważ w dzieciństwie chciałeś być policjantem.

Patryk Vega: Z tego co pamiętam, chciałem być piłkarzem, a potem wokalistą zespołu Europe, tak więc bycie policjantem nie zaliczało się do moich dziecięcych pragnień. Natomiast wychowywałem się bez ojca i miałem na tym punkcie kompleks. Wówczas nie było to takie powszechne jak dziś, wszystkie znane mi dzieci miały oboje rodziców. Miałem więc potrzebę udowadniania, że mimo braku ojca, jestem stuprocentowym facetem. Z tego powodu częściej się biłem i robiłem dużo głupich rzeczy, nierzadko na bakier z prawem. Myślę więc, że ta policja była na pewno jakąś konsekwencją takich młodzieńczych doświadczeń. Drugą przełomową sprawą było „Milczenie owiec”. Po obejrzeniu tego filmu zapragnąłem być kimś jak Starling, agentka FBI ścigająca seryjnych morderców. Próbowałem nawet dostać się na resocjalizację, ale spóźniłem się na egzaminy. Myślę więc, że to były dwie przyczyny, dla których ciągnęło mnie do policji.

Ale z tego co mówisz, twoje młodzieńcze doświadczenia z policją nie były zbyt dobre.

No tak, byłem wielokrotnie zatrzymywany, miałem nawet wyrok w zawieszeniu, w związku z czym można powiedzieć, że byłem po tej drugiej stronie barykady. Później jednak, kiedy zacząłem robić dokumenty odkryłem, że jestem w stanie przeżyć fantastyczną, męską przygodę w legalny sposób.

Wniknięcie w środowisko policyjne, nie jest prostą sprawą. Powiedz zatem, jak udało ci się namówić policjantów na tak szczegółowe zwierzenia dotyczące ich pracy.

Opowieści, które pojawiły się w książce, nie byłyby możliwe, gdyby nie 15 lat znajomości z policjantami. Oni nigdy w życiu nie zgodziliby się na udział w jakiejkolwiek książce i na pewno nie otworzyliby się przed żadnym dziennikarzem podczas jednorazowej rozmowy. Wszystko zaczęło się od tego, że chciałem zdokumentować szczegół do scenariusza, który był kalką „Milczenia owiec”. Traf chciał, że moja mama przyjaźniła się kobietą, która była kochanką jednego z tych policjantów. Ona załatwiła mi spotkanie z policjantami z wydziału zabójstw. Kiedy pojechałem na komendę, zobaczyłem facetów, którzy nie mieli nic wspólnego z moim wyobrażeniem na temat policjanta w Polsce. Zobaczyłem wówczas akwarium z rybkami, a obok skarbonkę, do której zbierali pieniądze na pokarm dla nich, mówiąc „teraz już wszyscy mamy dla kogo żyć”. Na ścianie zaś wisiał napis „zobaczywszy pracę naszą Pan był zadowolony, a potem poznawszy zarobki nasze usiadł i zapłakał”. Po godzinie rozmowy z tymi facetami, wyrzuciłem tamten scenariusz do kosza i postanowiłem zrobić film o nich.

Dlaczego nazywasz bohaterów swojej książki ostatnimi, żyjącymi romantykami?

Trzeba sobie zadać pytanie, po co ci ludzie walczą z przestępstwami, mając w tamtych czasach fatalnego przełożonego, kiepskie pensje, niedobory w sprzęcie, brak benzyny, drukarki itd. Jakiej trzeba siły charakteru, żeby się nie złamać i nie przejść na drugą stronę barykady, czytaj: nie dołączyć do bandytów? Jaką trzeba mieć determinację, żeby w tak nieprzyjaznych okolicznościach wykonywać ten zawód i mieć sukcesy ponad 90 procentowej wykrywalności?

Bohaterowie twojej książki się nie złamali, ale opowiadają o policjantach, którzy przeszli na stronę bandytów. Czy ty z rozmysłem wybrałeś tylko pozytywnych policjantów, czy też ci negatywni nie chcieli rozmawiać?

Ja miałem to szczęście, że policjanci których poznałem i z którymi przyjaźnię się do dzisiaj, to rzeczywiście dla mnie, jakkolwiek banalnie to brzmi, tacy rycerze światła, którzy funkcjonują w bardzo mrocznym świecie i udało im się zachować jakąś czystość, bo się nie złamali, nie wzięli łapówki. Tak więc nie selekcjonowałem rozmówców, po prostu miałem okazję akurat takich policjantów poznać.

Twoi bohaterowie opowiadają o tym, jak zwalczali zorganizowane grupy przestępcze. Czy da się łapać takich przestępców samemu nie łamiąc prawa?

Instrukcja operacyjna dotyczy tylu sytuacji na granicy świata przestępczego, które są dwuznaczne moralnie, że nie da się w niej ująć reakcji na wszystkie możliwe zdarzenia. Policjant niejednokrotnie sam musi oceniać, czy już te granicę przekroczył, czy się do niej dopiero zbliża. Są na przykład sytuacje, w których policjanci wiedzą, kto popełnił przestępstwo, są tego pewni, ale nie są w stanie przełożyć tego na materiały procesowe. Jeśli mają zabójcę dziecka, ale nie mogą go za to wsadzić, pojawia się pytanie, czy podrzucić mu narkotyki, żeby siedział za coś innego, ale poniósł karę. To jest sytuacja moralnie dwuznaczna, ale ja nie potrafię takiej sytuacji ocenić, bo jeśli chodzi o przestępców, którzy dopuścili się najcięższych zbrodni, nie ma mądrego, który by o tym zdecydował. My bowiem możemy uznać, że to jest niemoralne, ale nie jesteśmy w stanie ocenić tego z perspektywy rodziców zamordowanego dziecka. Dlatego ja się nie podejmuję oceny. Poza tym, to nie jest dyskusja o tym, czy takie rzeczy się zdarzają, bo tak się dzieje i tego nie zmienimy. Jedyne o czym możemy dyskutować, to czy one w jakichkolwiek okolicznościach są usprawiedliwione, czy też nie.

Czy wnikając w to środowisko miałeś poczucie, że policjanci są przekonani, że wolno im więcej niż przeciętnym obywatelom?

Oczywiście, że władza daje takie poczucie. Poza tym, to jest to trochę tak jak w aktorstwie, kiedy wcielasz się w kogoś innego. Chowasz się za fasadą policjanta i masz poczucie, że możesz więcej, bo to nie ty, tylko postać, w którą się wcielasz.
To co zauważyłem, to fakt, iż mimo że ci faceci świetnie radzili sobie ze swoją robotą, byli znakomitymi policjantami, to jednocześnie byli nieporadni w zwykłym życiu, kiedy musieli na przykład pójść jako zwykli obywatele i załatwić coś w urzędzie. Myślę więc, że ta odznaka człowieka tuninguje. Daje mu zdolności przewyższające przeciętnego człowieka, ale jednocześnie upośledza go w zwykłym życiu, do którego jest mu się trudno zaadoptować, kiedy przechodzi na emeryturę.

Czy dzisiejsi policjanci różnią się od tych, których opisujesz w swojej książce?

Na pewno w dalszym ciągu są policjanci tacy, jak opisani w książce. Ale oprócz nich, jest cała masa młodych policjantów. Oni zyskali już cenne doświadczenie, ale jednocześnie nie są obarczeni poprzednim ustrojem. To są często ludzie po studiach, wykształceni, którzy nie wydają się tak zniszczeni przez tę pracę. Myślę, że oni lepiej potrafili odnaleźć się w życiu, oddzielić robotę od prywatności i mimo iż mają wyniki, to praca nie jest dla nich tak destrukcyjna. Są też przykłady policji, która była niemożliwa wcześniej. Protoplasta głównego bohatera w moim najnowszym filmie, to policjant który ma wytatuowane ręce, nogi i 15 centymetrowego irokeza. Kiedyś pracował jako przykrywkowiec w grupie narkotykowej, a kiedy jej członków zamknięto, wrócił do normalnej pracy. Wygląda to dość egzotycznie, bo przywodzi na myśl amerykańskie filmy, kiedyś tego typu ludzi w polskiej policji nie było. Poza tym, kiedy Polska otworzyła się na imigrantów, coraz więcej obcokrajowców zaczęło u nas funkcjonować w sferze przestępczej. Dlatego policja zatrudnia u siebie cudzoziemców, którzy pomagają im w walce na przykład z wietnamskimi agencjami towarzyskimi. To jest znak czasu i element przystosowywania się policji do zmieniającej się rzeczywistości.

Czym wytłumaczyłbyś obecną nagonkę na policję, z którą mamy do czynienia w mediach, głównie w Internecie?

Podobnie jak od księży czy lekarzy, oczekujemy od policjantów nieskazitelności. Kiedy jest jakaś sytuacja sporna, czy podejrzenie winy policjanta, często od razu go piętnujemy i ferujemy wyroki. Policjanci mają z tym duży problem, przez to są źle nastawieni zarówno do prasy, jak i społeczeństwa. Również uważam, że policjanci bardzo często są piętnowani niesprawiedliwie. Oczekujemy, że będą działać jak maszyny, które nie popełniają błędu i zapominamy, że oni też są ludźmi i nie są nieomylni, mają swoje słabości. Poza tym u nas wszystkie sytuacje się niesprawiedliwe generalizuje. Czym innym jest bowiem sytuacja, kiedy policjant zabija człowieka podczas przesłuchania, bo chciał go nastraszyć przystawiając mu pistolet do głowy i zapomniał, że jest on naładowany, a czym innym jest zdarzenie, gdy policja strzela do grupy kiboli, którzy wtargnęli na stadion i robi to, poprawnie wykonując swoje zadanie. Jakieś koniunkturalne opinie pseudo polityków, którzy by przypodobać się części społeczeństwa mówią, że policja wykonała wyrok na kibicu, są żenujące. Zastanawiam się, czy gdyby ów polityk siedział ze swoim dzieckiem na trybunie, a ci kibole zbliżaliby się do niego, czy mówiłby to samo.

Może w tym jest jakaś pamięć dawnych czasów, kiedy milicja stała po stronie władzy, a przeciwko obywatelom?

Wydaje mi się, że to się zmieniło. Dla ludzi dwudziestokilkuletnich PRL nie istnieje, to coś co znają z książek i nie mają poczucia nienawiści, policja nie kojarzy im się z represjami w trakcie wieców i pałowaniem niewinnych ludzi. Mam poczucie, że zawód policjanta wiąże się z coraz większą nobilitacją społeczną. To nie jest już obciach, nie jest tak, że nikt nie poda ci ręki na ulicy, jak to się kiedyś zdarzało.

Czy sądzisz, że w dzisiejszych czasach, w których każdy ma przy sobie telefon z aparatem i kamerą, policjantom trudniej się pracuje? Mają poczucie, że są przez cały czas na cenzurowanym?

Wszystkim pracuje się trudniej, również przestępcom. Niezwykle trudno jest popełnić gdziekolwiek przestępstwo i mieć stuprocentową gwarancję, że nie nagrywa nas żadna kamera. Przestępca ma coraz mniej możliwości, żeby nie być w jakikolwiek sposób zarejestrowanym. Uważam, że najważniejsza rzecz to jest odpowiednia edukacja policjantów, którzy nie powinni się zastanawiać w sytuacji zagrożenia, czy mogą użyć broni i nie pójdą za to do więzienia. Powinni mieć stu procentowe przeświadczenie, że są na prawie i mogą tej broni użyć.

W twojej książce opisana jest postać policjanta, który lubił strzelać nie zawsze mając ku temu uzasadnienie. Z jego rąk zginęło kilka osób, ale te sprawy zostały zatuszowane. Czy policja wciąż ma możliwość krycia swoich funkcjonariuszy w przypadku tak rażących nadużyć?

W przypadku policjanta opisanego w mojej książce, te nadużycia nie były tuszowane przez policję, ale przez niego samego. W każdej instytucji zdarzają się czarne owce, a ten facet w końcu z policji wyleciał, więc jego działanie napiętnowano. Na pewno nie można robić takich rzeczy bezkarnie. Pod tym względem rygor zmienił się totalnie. Kiedyś pewne rzeczy przechodziły, a dziś już nie. Ktoś opowiedział mi o historii policjanta, który bawił się pistoletem maszynowym, niechcący nacisnął spust i poszła seria w biurowiec. I tę sprawę zatuszowano, wymieniono szyby, nikt z tego tytułu nie stracił pracy. W dzisiejszym świecie byłoby to niemożliwe. We wszystkich tego typu przypadkach przyjeżdża BSW, czyli Biuro Spraw Wewnętrznych, które jest nastawione na to, by policjanta dopaść. To jest policja w policji i sami policjanci źle się o BSW wypowiadają, bo funkcjonariusze tam pracujący czasem zbyt mocno wcielają się w swoje role i piętnują policjantów niesprawiedliwie.

Bohaterowie twojej książki opisują walkę z grupami przestępczymi, które w latach 90 śmiało sobie na warszawskich ulicach poczynały. Ty wysnułeś taką teorię, że rozkwit przestępczości zorganizowanej w Polsce był wynikiem weryfikacji oficerów SB do jakiej doszło na przełomie lat 80 i 90. Wyjaśnij proszę co miałeś na myśli.

Tak, ponieważ po tej weryfikacji, wielu wybitnych fachowców, którzy pracowali w milicji, a niekoniecznie zajmowali się prześladowaniem księży, zostało z tej milicji usuniętych. W wyniku tego doszło do sytuacji, gdzie zatrudniano nowych adeptów, a nie miał kto im przekazywać wiedzy i doświadczenia. Zsynchronizowało się to z otwarciem Polski na wolny rynek, w związku z czym była to woda na młyn dla przestępczości, która zaczęła się rozwijać w coraz to nowych odmianach. Policji zaś brakowało zawodowców, którzy byliby w stanie tę przestępczość powstrzymywać. Żeby być dobrym oficerem operacyjnym, trzeba przepracować na ulicy 6-7 lat, więc potrzeba było tych kilku lat, by wykształciła się w policji nowa kadra profesjonalistów. Uważam, że jest to jakaś prawda o tamtym okresie. Tak naprawdę, poważne grupy przestępcze funkcjonowały jeszcze do 2010 roku. Dopiero teraz to zostało rozbite. Są oczywiście grupy kradnące samochody, czy handlujące narkotykami, ale one działają w ukryciu. Nie ma już sytuacji, w której ludzie wysadzają się bombami w samochodach, strzelają karabinami w centrach handlowych czy wybijają okna restauratorom, by wymusić od nich haracz. Największym zagrożeniem jeśli chodzi o przestępczość zorganizowaną są teraz pseudokibice. Hermetyczne, zespolone wspólną ideologią grupy handlują narkotykami, czerpią korzyści z nierządu, dokonują kradzieży i napadów. Policja ma w moim mniemaniu taką ilość profesjonalistów i wprawę w łapaniu przestępców, że rozbicie tych takich grup przestępczych jest kwestią czasu, Reaktywacja innych grup również następuje, bo bandyci po odsiadce orientują się, że nic innego nie potrafią robić, ale to się dzieje na krótką chwilę, bo przestępcy znów są wyłapywani i trafiają do więzienia z coraz większymi wyrokami. Poza tym, inni przestępcy, którzy wcześniej zabijali ludzi, teraz chodzą w garniturach, pod krawatem i kradną na vacie. Na tym są dużo większe pieniądze, a nie ma tak drastycznych sankcji. Więc jeśli ktoś ma mózg i inteligencję, to woli ukraść w Polsce 100 mln złotych, niż pójść do sklepu po haracz.

Jaka była reakcja policji na twoją książkę?

Ja spotykam się z bardzo dobrymi opiniami. Policjanci mówią, że to jest prawda o ich robocie, że oddaję świat, w jakim funkcjonują. Nie spotkałem się na razie z żadną negatywną opinią.

Wróćmy zatem do „Służb specjalnych". Jak skomentujesz słowa Antoniego Macierewicza, który powiedział, że sam nie wiesz, o czym zrobiłeś film?

Wiesz co ja w ogóle nie czytam żadnych wywiadów, nie mam telewizora, nie wiedziałem nawet, że Tusk został premierem.

>>>Czytaj więcej: Macierewicz o "Służbach specjalnych": Vega nie ma pojęcia, o czym zrobił film

A zarejestrowałeś, że zmienił nam się prezydent?

Tak, bo mam postawiony telewizor na siłowni, na którym leci kanał informacyjny. Nie jestem więc w stanie ukryć się przed żółtymi paskami. Nie czytam jednak gazet i mediów wirtualnych, jestem odcięty od rzeczywistości. Zrobiłem już 5 filmów i przyzwyczaiłem się, że ludzie mogą mieć skrajne opinie na temat tego co robię. Nie próbuję już z kimkolwiek polemizować. Moją wypowiedzią jest film, a każdy ma prawo go odczytać tak, jak chce.

Ale Macierewicz zarzucił ci, że film jest jednostronny, bo pracując nad nim nie rozmawiałeś z nikim z komisji weryfikacyjnej.

Film przedstawia poglądy bohaterów, a nie reżysera. Bohaterami są oficerowie służb specjalnych i to z ich perspektywy śledzimy wydarzenia.

Może Antoniemu Macierewiczowie nie podoba się po prostu to, w jaki sposób został w twoim filmie przedstawiony?

Nie idźmy tą drogą, bo ja ci teraz będę musiał udowadniać, że w moim filmie nie jest przedstawiony Antoni Macierewicz. Tak więc ta rozmowa prowadziłaby donikąd.

W filmie pokazałeś, że służby specjalne zabijały ludzi. Podtrzymujesz to, że wszystko co widzieliśmy w ekranie zdarzało się naprawdę?

Jak przekonałem się, w pracy scenarzysty nie wychodzą rzeczy, które próbuję wymyślać przy nocnej lampce. Zataczając koło jako twórca filmowy, wróciłem do tego, że jestem reporterem. To co mnie bardzo kręci, to dokumentacja. W moim najnowszym filmie policyjnym nie ma żadnej wymyślonej rzeczy, chyba nawet dialogu żadnego nie wymyśliłem, wszystko jest skompilowane z kilkudziesięciu wydarzeń i złożone do historii 5 ludzi. To jest moja metoda pracy, jakiś charakter pisma, który chcę przedstawiać w kolejnych filmach. Nie zamierzam nikogo przekonywać do tego, że to jest prawda, bo przekonałem się, że ludziom prawda nie jest potrzebna do szczęścia. Mają wbudowany mechanizm obronny, bo prawda częstokroć byłaby dla nie do przetrawienia.

„Służby specjalne” jako serial miały bardzo pozytywny odzew. Myślisz o jego kontynuacji?

Faktycznie miały świetną oglądalność, co też jest znakiem czasu, bo ileś lat temu byłoby to niemożliwe. Ten serial w oglądalności pokonał TVN i Polsat, dla mnie to objaw tego, że polski widz się zmienia. Ludzie poszukują autentyzmu, mają dość waniliowych, oderwanych od życia historii, szukają czegoś realnego. W przypadku każdej produkcji, która odniosła sukces w telewizji, jest rzeczą naturalną, że taki serial ma potencjał kontynuacji. W przypadku naszego serialu producentem jest Telewizja Polska, więc niezręcznie jest mi wypowiadać się za nich.

A jeśli ze strony TVP byłby taki impuls, jesteś gotowy kontynuować „Służby specjalne”

Oczywiście. To moje dziecko i nie brakuje mi pary, ani inspiracji do tego, by stworzyć kolejnych kilkadziesiąt odcinków.

Patryk Vega - polski reżyser i scenarzysta. Na swoim koncie ma takie seriale, jak "Pitbull", "Twarzą w twarz" i "Kryminalni" oraz filmy "PitBull", "Ciacho", "Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć", "Last minute" i "Służby specjalne". Na rynku, nakładem wydawnictwa Otwarte, właśnie ukazała się jego książka "Złe psy. W imię zasad" opowiadająca o pracy polskiej policji.