Sztuka wybitnego pisarstwa nie polega jedynie na eksperymentowaniu, wyznaczaniu nowych horyzontów albo łamaniu kolejnych literackich i kulturowych tabu. Czasami chodzi po prostu o to, by pięknie opowiedzieć historię, którą wszyscy znamy. Na przykład historię o miłości i śmierci. Nie buntować się przeciwko głęboko zakorzenionym konwencjom, ale iść z nimi ręka w rękę. Mało który twórca współczesny da sobie radę z takim wyzwaniem, nie popadając w śmieszność, ewentualnie grzęznąc w lukrze powierzchownej komercji.

Vargasowi Llosie w "Szelmostwach niegrzecznej dziewczynki" podobny zamysł niemal się udał. Oto mamy kobietę i mężczyznę. Ona to szczególnego rodzaju femme fatale, on zaś jest nieuleczalnym, dość łatwowiernym poczciwcem. Łączy ich uczucie, które bardziej niż miłość przypomina jakąś nawracającą chorobę – i tak przez całe życie, aż do grobowej deski. Llosa nie byłby jednak sobą, gdyby napisał wedle tej recepty ckliwe romansidło. "Szelmostwa..." to wszechstronna, ironiczna analiza miłosnego szaleństwa i przesycona dojrzałym smutkiem historia o złudnej celowości życia. Zabawne, że budując opowieść z motywów spranych jak stare prześcieradło, autor "Eksplozji w katedrze" unika choćby przez chwilę posądzenia o wtórność. Co z tego, że mamy tu połączenie "Forresta Gumpa" z "Mrocznym przedmiotem pożądania", skoro Llosa potrafi trzymać czytelnika w napięciu mimo przewidywalnego scenariusza. Bo nie o scenariusz tu chodzi, ale o role rozpisane mistrzowską ręką.

Ricardo, główny bohater i narrator "Szelmostw...", jest celowo wystylizowany na everymena. Ani to biedak, ani człowiek sukcesu, jego największe osiągnięcie stanowi udana emigracja z Peru do Paryża, gdzie przez lata pracuje jako tłumacz. To także człowiek małych potrzeb, któremu wydaje się, że dostał od losu wystarczająco dużo, można nawet powiedzieć, że niemal wszystko poza sercem i ciałem śniadolicej Lily, którą poznał, gdy był nastolatkiem, nie wiedząc, rzecz jasna, że podporządkuje jej całą swoją przyszłą egzystencję. Z kolei Lily (niegrzeczna dziewczynka, towarzyszka Arlette, madame Robert Arnoux, Mrs. Richardson – wiele twarzy i tożsamości przybiera w tej powieści) to istny demon, dziewczyna kameleon, złośnica, intrygantka i specjalistka od zyskownych małżeństw, po każdej porażce powracająca jak duch w ułożony świat Ricarda.

"Szelmostwa..." są więc romansem nietypowym, bo przeznaczonym dla mężczyzn. Umiejętne rozłożenie akcentów pozwala Llosie nie pisać o miłosnych marzeniach, ale z chropowatym realizmem, oczami inteligentnego faceta obserwować fenomen kobiecości w szeregu dramatycznych odsłon. A przy tym peruwiański pisarz wie, że gdzieś w pobliżu biegnie nasza własna ścieżka żywota, pełna podobnych emocji, obserwacji, wspomnień. Każdy może choć na chwilę wskoczyć w skórę Ricarda Somocurcia.

"Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki"
Mario Vargas Llosa, przeł. Marzena Chrobak, Znak 2007



Nieznane twarze Llosy
1. "Zielony dom" Mario Vargas Llosa, Muza 2002
Czym jest tytułowy zielony dom? Przybytkiem zakazanych rozrywek, symbolem zła i świętej wojny, a może zwykłą knajpą? Jedno jest pewne: dla dwojga kochanków to jedyne schronienie na peruwiańskiej prowincji. Aby dowiedzieć się więcej, trzeba uchylić drzwi zielonej kwatery...

2. "Pochwała macochy" Mario Vargas Llosa, Muza 2004
Vargas Llosa o erotyce w kpiarskim, przewrotnym wydaniu. Amator seksualnych fantazji don Rigoberto wiedzie udane życie (i pożycie) ze swą małżonką Lukrecją. Do czasu, gdy ta nie postanowi zdobyć względów pasierba. Gra pozorów w mistrzowskim wykonaniu.

3. "Zeszyty don Rigoberta" Mario Vargas Llosa, Muza 2004
Kontynuacja "Pochwały macochy", czyli ciąg dalszy obsesji, pragnień i żądz utrzymanych w ironicznym tonie. Wygnana z domu dona Lukrecja pisze do męża wymyślne listy miłosne, podczas gdy ten walczy z wynaturzeniami demokracji. Świat wyrafinowanych rytuałów ciała i sztuki powraca.