Na początku było słowo, a słowo było u Boga, i słowem była Wódka. Na ogromnych, zamkniętych bezkresach Rosji wódka daje i wódka zabiera. Z akcyzy, wypłacanej za jej produkcję, tylko za markę "Smirnoff" na początku XX wieku utrzymywano jedną trzecią armii rosyjskiej. Drugim końcem wódka wytłukła tę samą armię i stała się straszniejsza od wojny. W Afganistanie w ciągu dziesięciu lat zginęło 14 tys. żołnierzy radzieckich, a z powodu zatrucia alkoholowego umiera w Rosji co roku 30 tys. osób. Spożycie alkoholu jest tu najwyższe na świecie (14,5 litra czystego alkoholu na głowę, ponad połowa wypitego - to wódka). Wódka przeorała niemal każdą rodzinę rosyjską, tak samo jak wojna z Hitlerem i stalinowskie represje. O dziadku, ojcu mojej matki, który wcześnie rozwiódł się z babcią, wiem tylko jedno - był alkoholikiem. Przy słowie "wódka" Rosjanin zaczyna zachowywać się nieprzewidywalnie. Jak gdyby jakaś dziura wlazła do podświadomości, i wszystko tam zaczyna bulgotać, nadymać się, dygotać. A na zewnątrz pojawiają się gesty i mimika: oczy błyszczą, ktoś zaciera ręce, ktoś puszcza oko, ktoś oczy mruży, ktoś głupkowato rozdziawia gębę w szerokim uśmiechu, ktoś strzela palcami, ktoś się chmurzy, popada w prostrację. Nikt jednak, od elit do nizin społecznych, nie jest obojętny, nie wyłącza się z gry. Wszyscy w Rosji jesteśmy w zdecydowanie większym stopniu zakładnikami wódki niż jakiegokolwiek systemu politycznego. Krótko mówiąc - wódka jest rosyjskim Bogiem. Bóg rosyjski na początku XXI wieku świętuje jubileusz - ukończył 500 lat.

Pewnego razu, na początku lat 70., Andriej Andriejewicz Gromyko, ówczesny minister spraw zagranicznych ZSRR, wracał do Moskwy z rządowej daczy we wsi Zawidowo. Jego szoferem tego dnia był Leonid Iljicz Breżniew. Ponieważ przywódcy Związku Radzieckiego byli sami w samochodzie Sekretarza Generalnego, Gromyko pozwolił sobie na poruszenie drażliwego tematu:

- Leonidzie Iljiczu, trzeba coś zrobić z wódką. Naród się zapija.

Breżniew nie odezwał się. Gromyko już zaczął żałować, że poruszył ten temat, gdy nagle, po pięciu mniej więcej minutach, Breżniew jakby się obudził i odpowiedział:

- Andrieju, bez tego Rosjanie nijak sobie nie poradzą.

O tym historycznym epizodzie opowiedział mi Michaił Siergiejewicz Gorbaczow (któremu relacjonował to Gromyko), gdy z okazji wódczanego jubileuszu złożyłem mu typowo "wódczaną" wizytę.

- Dlaczego przyszedł Pan do mnie rozmawiać o wódce? - szczerze zdziwił się Gorbaczow.

- Przyszedłem do Pana jako do jej największego wroga.

Długo dyskutowaliśmy w spokojnym, nieco ponurym gabinecie w angielskim stylu w Fundacji Gorbaczowa przy prospekcie Leningradzkim, a z dużego olejnego portretu patrzyła na nas jego śp. żona Raisa Maksimowna. Gorbaczow nie dał wiary mądrości słów Breżniewa i stał się jedynym przywódcą Rosji w całej historii wódki, który wypowiedział jej wojnę totalną. "Statystyka była przerażająca - mówił mi - obrażenia, spadek wydajności pracy, długości życia, wypadki drogowe. W 1972 roku problem ten postawiono na Biurze Politycznym, jednak odłożono na zaś. Rozwiązanie nie było możliwe, gdyż sam budżet państwowy był «pijany» - bezpośrednio zależał od sprzedaży wódki. Stalin zrobił go takim tymczasowo, jednak nie ma niczego bardziej trwałego od postanowienia tymczasowego. W czasach Breżniewa «pijana» część budżetu ze 100 miliardów rubli przekształciła się w 170 - taki dochód przynosiła wódka państwu". Gorbaczow odczekał chwilę i kontynuował: "Podczas mojej kariery obserwowałem niesamowite pijaństwo w partii. Breżniew pił, szczególnie na początku. A Jelcyn zyskał sobie nawet szacunek u kobiet za to, że pije: «On jest taki sam jak my!». Kobiety łapały go za spodnie. Choć na Zachodzie bano się: przecież on ma guzik atomowy!".

Już w kilka miesięcy po tym, jak Gorbaczow został Sekretarzem Generalnym KC KPZR, w maju 1985 roku podpisał uchwałę "O środkach przezwyciężania pijaństwa i alkoholizmu". Gorbaczow rozpoczął wojnę z wódką od tego, że nakazał przeprowadzenie w 200 najważniejszych przedsiębiorstwach kraju badań ankietowych, by dowiedzieć się, czy "naród" go poprze. "Naród" opowiedział się przeciwko prohibicji, lecz posłusznie wódkę poddał. Kampania szybko przyjęła formy wielkiego "przekrętu". Gorbaczow niszczył wódczane przedsiębiorstwa, zamykał sklepy monopolowe, wymyślał wódczane talony na wesela i pogrzeby. Zakazał podawania alkoholu na przyjęciach w radzieckich placówkach dyplomatycznych za granicą i przejechał się buldożerami po winnicach Krymu, Gruzji, Mołdawii, Kubania - w akompaniamencie wycia, jęków i chichotu pijącej części narodu, która nadała mu ksywkę "sekretarza mineralnego". Według słów Gorbaczowa, kampania doprowadziła do tego, że "żony wreszcie zobaczyły swoich mężów", wzrósł przyrost naturalny, Rosjanie zaczęli dłużej żyć. Z drugiej strony, powstał straszny deficyt cukru - ludzie zaczęli wykupywać go na samogon. Prócz tego zatruwali się wszelkim paskudztwem, nawet płynem hamulcowym. W tamtych czasach wpadł mi w oko napis w wiejskim sklepie nad północną Wołgą, niedaleko od Kostromy: "Wodę kolońską sprzedajemy od 14-tej". W tejże Kostromie w restauracjach kelnerzy po kryjomu podawali koniak w filiżankach do herbaty.

Dla Gorbaczowa, człowieka ze Stawropola, gdzie wino jest popularniejsze od wódki, wódka prawdopodobnie nie stanowiła osobistego problemu psychologicznego i on lekkomyślnie jej nie docenił. W kraju, gdzie wódka stała się cenniejsza od rubla, gdzie ponad 70 procent zabójstw dokonywano pod wpływem alkoholu, Gorbaczow nie był w stanie podporządkować sobie wódki. Poznawszy statystykę zatruć, poddał się. "Możliwe - dodał z urazą niekoronowanego cara («A mógłbym być carem - zabłyszczały mu oczy - gdybym nie rozpoczął pierestrojki») - że specjalnie doprowadzano do wypaczeń, by zdyskredytować moją władzę". I tu ze śmiechem opowiedział anegdotę: "Stoi długa kolejka po wódkę, i jeden chłop nie wytrzymał: «Pójdę na Kreml, zabiję Gorbaczowa». Po godzinie wraca. Kolejka wciąż stoi: «Zabiłeś?» - «Jakie tam zabiłeś! Na Kremlu kolejka takich jak ja jest jeszcze większa»".

(...)

Wódka stała się silniejsza od prawosławia, samodzierżawia i komunizmu. Znalazła się w centrum historii rosyjskiej. Opanowała wolę i sumienie znacznej części mieszkańców Rosji. Jeśli podsumujemy czas, który Rosjanie poświęcili wódce, okaże się, z jak wielkim uzależnieniem mamy do czynienia. Gdyby zebrać do kupy wszystkie te wódczane porywy duszy rosyjskiej, wyrażone w postępkach, fantazjach, zwariowanych snach, tygodniowych opilstwach, rodzinnych tragediach, samochodowych kraksach, zabójstwach i samobójstwach po spożyciu alkoholu, nieszczęśliwych wypadkach (zakrztuszenie się własnymi wymiocinami, zamarznięcie po pijanemu, wypadnięcie z okna - to ulubione zajęcia ludności), w białych myszkach, delirium, zawałach, apopleksjach, popijackim wstydzie i strachu, wówczas stanie się jasne, że pod osłoną rosyjskiego państwa istnieje zupełnie inny, tajemny wymiar pijanej historii. Pijana historia naszego narodu do tej pory nie została spisana, i sens wódczanej teologii nie jest jeszcze rozpoznany. Wiem to nie ze słyszenia. Nieomal sam stałem się jedną z niezliczonych ofiar wódczanej agresji: pewnego razu w sylwestra mój przyjaciel cisnął we mnie butelką po wódce, i nie zabił tylko dzięki temu, że nieco chybił, gdyż był fest pijany.

(...) >>> Kliknij, aby kupić tę książkę w cenie 34,30PLN. <<<

Gdzie kura, a gdzie jajko? Czy to naród znalazł swój napitek, czy też odwrotnie? W każdym razie, magiczny kryształ bezeceństwa jest chwałą i wartością Rosjanina, jego najważniejszą tajemnicą. Bezeceństwo likwiduje wszelkie hamulce i pomaga przemóc rozpacz. Rosyjskie "ja" oczyszcza się z wszelkiego formalizmu: w dzień w szlifach, jednak w pijanym transie, spadając z krzesła, jestem czysty. Jestem wszystkim i niczym. Wizerunek jest kłamliwy - bezeceństwo ontologiczne. Nawet więcej, wizerunek przekształca się w obraz wroga i niesie w sobie brzemię zagrożenia dla istoty rosyjskości. Rosja zeskoczyła z osi normalnego istnienia. "Ludzie pijący" są synonimem świętości. Dumni i ubodzy, sądzący i sądzeni, mądrale i głupcy - w swej biegunowości są nie do ogarnięcia i nie do zrozumienia. Sądny dzień alkoholika znajdujemy w najbardziej ulubionym przez Rosjan bestsellerze drugiego obiegu z czasów breżniewowskich, w książce Wieniedikta Jerofiejewa "Moskwa - Pietuszki" (1969), w wódczanym wyzwaniu władzy, w szczerej apologii pijanej metafizyki: "W Rosji wszyscy wartościowi ludzie, wszyscy, których potrzebował kraj - twierdzi się w książce - wszyscy chlali jak świnie".

Wódka nie cierpi samotności. Wódka zawsze znajdzie Rosjanina. Ich zespolenie jest nieuniknione i dziwne. Z listu Czechowa, napisanego nad Bajkałem, w drodze na Sachalin: "Nie ma ani mięsa, ani ryb: mleka nam nie dali... Cały wieczór szukaliśmy kogoś we wsi, kto sprzedałby nam kurę, i nie znaleźliśmy... Natomiast wódka jest! Rosjanin jest olbrzymią świnią. Jeśli go zapytać, dlaczego nie je mięsa i ryb, usprawiedliwi się problemami z dostawą, komunikacją itp., a wódkę zawsze będzie miał w każdej ilości nawet w najbardziej zabitych deskami wioskach".

Znana jest anegdota o tym, jak John Steinbeck, będąc w Moskwie, nie od razu zorientował się, co oznaczają trzy palce, które pokazywało mu dwóch dobrodusznych facetów. W końcu pił z nimi "na troich" w bramie i podobno nie żałował tego. "Na troich" to narodowy wariant Trójcy. Wódka jest napojem spowiadającym. Sens wódczanego rytuału wychodzi nie tylko poza ramy etykiety, lecz i w ogóle poza granice obcowania z ludźmi, prowadzi do dziwnego dla obcokrajowca obnażania duszy, dochodzącego tak do wyżyn filozoficznej autobiografii, jak i do pornografii, do próby na "wszawicę", ale i do wezwania do przemienienia. Wódka podaje w wątpliwość ludzką konwencjonalność, pozytywne wartości, nawołuje do pełnej wolności od historii, odpowiedzialności osobistej, zdrowia i wreszcie - samego życia. Ten stan swobodnego lotu, moralnej nieważkości i metafizycznej bezcielesności jest tak filozoficznym wybuchem, skierowanym przeciwko "rozumnemu" Zachodowi, mieszczańskim wartościom, "klasie średniej", "żydostwu", jak i zadufanym, samoistnym sednem prawdy rosyjskiej.

p


Przełożył Andrzej de Lazari.

Fragment eseju "Rozszczepienie wódki" z książki "Rosyjska apokalipsa" Wiktora Jerofiejewa. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Czytelnik na początku grudnia 2008 roku.

Skróty pochodzą od redakcji

Autor przy okazji promocji książki odwiedzi Polskę - będzie w Warszawie (5 grudnia, godzina 18.00, SW "Czytelnik", Wiejska 12a) i we Wrocławiu (6 grudnia, godzina 17.00, Galeria BWA, Wita Stwosza 32. Spotkanie odbędzie się w ramach Wrocławskich Promocji Dobrych Książek).

>>> Kliknij, aby kupić tę książkę w cenie 34,30PLN. <<<