Klemm wystawił w Starym Teatrze nieukończony tekst Brechta zrekonstruowany dopiero w latach 60. „Piekarnia” to trochę apokryf, trochę Brecht w pigułce z okresu sztuk dydaktycznych. Opowieść o upadku wdowy Queck ma ilustrować piramidę zależności ekonomicznych z akcentem na tezę, że byt nie zawsze określa świadomość. Oto kryzys na rynku nieruchomości powoduje, że agent Flamm podwyższa czynsz piekarzowi Meiningerowi, Meininger nie ma czym zapłacić za drewno handlarzowi Reuterowi, wyrzuca więc panią Queck z wynajmowanego nad jego piekarnią mieszkania. Wdowa zostaje na bruku z drewnem opałowym, iluzorycznym kapitałem, którego nie da się upłynnić.

Brecht pokazuje świat, który jest sprawiedliwie zły. Twórcy spektaklu zamieszczają w programie ostrzeżenie, że jak ktoś przeczyta „Piekarnię’ inaczej niż oni chcą, wyjdzie na głupka. A chcą, żeby z jej pomocą nawoływać do aktywności w wymyślaniu świata na nowo, bo inaczej „kryzys systemu będzie prowadził do niszczycielskich zachowań społecznych”. Jako że rola głupka wyjątkowo mi odpowiada, spróbuję machnąć ręką na intencje realizatorów, bo jeszcze okaże się, że Klemm i jego dramaturg Igor Stokfiszewski z „Krytyki Politycznej” nawołują do interwencjonizmu państwowego i przestrzegają przed krachem finansowym, który przyjdzie z USA. Teatr, który mówiłby tylko takie rzeczy, można o kant stołu potłuc.

Śmiem wątpić, czy Stokfiszewski ma rację, nazywając Brechta socjalistą i czy da się go użyć w działaniach nowej lewicy. Autor „Matki Courage” przegrał jako ideolog i prorok. Ocalał jako teatralny macher od obrazów, rytmów i sytuacji. I tylko w tej warstwie krakowska realizacja Klemma jest poruszająca.

Nie „Piekarnia” to, a fabryka. Na Scenie Kameralnej stoi obrotówka z białymi kontenerami mieszkalnymi, których nie powstydziłby się scenograf Castorfa Bert Neumann. Wybebeszona maszyneria sceny, wieszaki z kostiumami, z boku sceny gra na żywo trzyosobowy zespół rockowy. Spektakl organizuje monotonny, hałaśliwy rytm. Brecht przeczytany przez Klemma nie demaskuje tylko szwów teatralnych, bo to byłoby już za łatwe. Nie jest grą stereotypów ani obracaniem intencji postaci przeciwko nim samym. Reżyser pokazuje raczej dwuznaczność każdego ludzkiego typu i każdej konwencji. Komizm kompromitują niby to nieudane i wysilone gagi, krytykę postaw społecznych bohaterów wykrzywia lekki, sympatyczny aktorski ton. Nawet sceniczna agresja ma drugie dno: po męczącym rozbiciu teatralnej ściany spocony Chórzysta znajduje za nią butelkę z wodą.

Klemm gra Brechta jak nikt w Polsce. I wcale nie interesuje go sceniczne ilustrowanie mechanizmu kryzysu ekonomiczno-społecznego. Fabryka idei zmienia się na krakowskiej scenie w miejsce poszukiwania jedynej rzeczy, która jest u Brechta prawdziwa. Klemm odnajduje u niego energię zrodzoną z nieuniknionej bezradności i nieukierunkowanego gniewu, że świat jest taki, jaki jest. Reżyser wie, że właśnie takimi emocjami karmi się teatr. Więc oddziela sceniczne mięso od ideologicznej kości, destyluje czysty rytm od fałszywego gestu. I jest chwilami tak, jakby na naszych oczach powstawała forma tak intensywnego zdarzenia teatralnego, że w zestawieniu z nią jakakolwiek propaganda i dydaktyka nie mają już znaczenia. Sceniczna fabryka produkuje wibrującą ramkę, która jest ważniejsza od każdego obrazu. Dlatego żal mi spadochroniarza z „Krytyki Politycznej”. Zatrudniony u Klemma Stokfiszewski, tak samo jak rok temu Sierakowski u Klaty, nie ma pojęcia, że teatr robi go w bambuko! Bo co zostaje z naiwnego pragnienia Stokfiszowskiego o uświadomieniu publiczności z pomocą premiery „Piekarni”? Wcale nie antykapitalistyczna lekcja, tylko doskonała choreograficznie scena finału spektaklu, w której pięciu połnagich facetów (Chór Bezrobotnych) tańczy barbarzyński taniec, metaforę rebelii społecznej, metonimię zamieszek ulicznych albo apologię tumultu. Teatr Klemma jest najpierw kolczasto piękny, dopiero potem coś znaczy. Przypuszczam więc, że następnym razem ideologiczna rola Stokfiszewskiego sprowadzi się do wytłumaczenia młodym aktorom, jak najszybciej wyrwać lewicujące studentki z Krakowskiego Przedmieścia.

„Piekarnia”

Bertolt Brecht

reżyseria: Wojtek Klemm,

Narodowy Stary Teatr w Krakowie

Premiera 20 września