Skandalizować można na różnym poziomie, ale dzisiaj z prawdziwym skandalem jest ciężko, bo prawie wszystko już było. Jak kilkadziesiąt lat temu koleś onanizował się pod flagą brytyjską, to był to skandal. Po nim robiło to kilku następnych, ale to już był zwykły onanizm. To, co my robimy, nie ma na celu wywołania kontrowersji, a jeśli skandal wybucha przy okazji, to jest to efekt niezamierzony.
(śmiech) Nie chcemy ujawnić tożsamości.
Chociażby. To przedszkole, zgoda, jednak jakiś skandal, a w każdym razie poruszenie udało nam się wywołać, czego dowodem jest twoja tu obecność. Chciałem udowodnić, jak łatwo można
wypłynąć w świecie sztuki współczesnej. Po roku działalności już to udowodniłem. O nas się pisze, mówi, nas się ogląda.
Słuchaj, jestem sobie malarzem, żyłem z boku i o istnieniu Sasnala dowiedziałem się jakieś dwa lata temu. Usłyszałem, że to szczytowe osiągnięcie malarstwa w ogóle, a zdaniem dyrektorki
Zachęty obowiązkiem narodowym jest obejrzenie wystawy Sasnala. Poszedłem, zobaczyłem i myślałem, że się zes…m. Większej tragedii w życiu nie widziałem! Na domiar wszystkiego kupiłem
sobie "Przewodnik Krytyki Politycznej" o Sasnalu i zes…m się podwójnie.
OK, Sasnal miał kilka udanych prac, ale akurat nie z tej trupiarni, którą pokazał w Zachęcie. To było dramatyczne, ale że wszyscy się zachwycali, to zacząłem szukać czegoś o Sasnalu.
Załamał mnie kompletnie Jakub Banasiak piszący o "malaturze rozrzedzonej terpentyną" i podobne bzdury. Nie potrafiłem się przekonać, że to dobre malarstwo.
Byłem na maksa wku…ony i gdzieś tak w połowie marca zeszłego roku razem ze znajomymi postanowiliśmy założyć blog, na którym będziemy pokazywać nasze obrazy. I tak 1 kwietnia ruszyło.
Pierwszy był obraz "Po co Krasnal namalował ten obraz? Przecież nie ma w nim nic krytycznego, nic lewicowego, nic żydowskiego, ani za, ani przeciw homofobii, nawet to nie
Anka".
Tak. Sprzedaliśmy go. No i na blogu pojawiła się małpa "My name is $asnal". Wszystko jest na sprzedaż. W końcu kochamy kasę. Cena od 25 do 50 tys. zł, według rozmiarów.
Duże kosztują więcej.
Nikogo nie nabraliśmy. Wysyłaliśmy obrazy tym, których mieliśmy w bazie mailingowej, i Christie’s odezwali się już po pierwszym obrazie - małpie "My name is
$asnal". Spytali, czy nie mamy czegoś starszego, bo nie wystawiają nowych prac, lecz są bardzo zainteresowani naszymi obrazami. Harowałem jak wół, poczekałem, aż obeschnie farba, i
posłaliśmy im "Małpę z bananami", fałszywie datowaną bodaj na 2002 r. Oni ją przyjęli i wycenili na 50 - 70 tys. funtów, przesyłając nam stosowny dokument na nazwisko
Whielkiego Krasnala!
Zaczęła się między nami korespondencja, chodziło o formalności. Jeden z listów zaadresowali do Wilhelma Sasnala, więc zwróciliśmy uwagę, że to błąd. Zaakceptowali to, przeprosili,
przysłali dokument na Krasnala.
Coś im się nie zgadzało i w końcu spytali, czy my na pewno jesteśmy Sasnalem, a gdy odpowiedzieliśmy, że na pewno jesteśmy Whielkim Krasnalem, szef przysłał list z przeprosinami, że nie
może przyjąć pracy.
To był przypadek, nie prowokacja! Rozsyłaliśmy prace wszystkim, a to oni się odezwali. Ale przy okazji pokazaliśmy, że w świecie sztuki współczesnej liczy się tylko marka, a jakość pracy
nie ma nic do rzeczy.
Co innego to wiedzieć, a co innego udowodnić, że tak postępują największe domy aukcyjne świata.
I pokonaliśmy Magdalenę Abakanowicz, Marcina Maciejowskiego i wielu innych uznanych za wielkich. Polski światek sztuki dostał szału.
Mogę cię zapewnić, że nie, choć byłoby nas stać. Chcieliśmy poznać nabywcę, ale zagwarantował sobie anonimowość, więc nawet nie wiemy, kto to kupił. Miałem autentyczną satysfakcję,
że tyle kasy poszło dla dzieciaków, no i poczucie dumy, że byliśmy najdrożsi. Artystów takie rzeczy kręcą, nobilitują. Takie ludzkie zachowanie.
Na początku próbowali, ale im nie wyszło, bo to ludzie całkowicie pozbawieni dystansu do siebie. Na nasze akcje reagują ze zdumiewającą agresją.
To słyszy, jak my od pani z Ha!artu, że ma "spierdalać, bo jest dupkiem". Kiedy oni normalnych widzów czynią przedmiotem happeningów, to wszystko w porządku, ale jak my
postawiliśmy świnkę na instalacji Ani Molskiej na Biennale w Berlinie, to wściekły kurator Adam Szymczak krzyczał do telefonu, że "przekroczono wszystkie granice" i z nami
"trzeba się rozprawić"! W związku z tym kazał pod rzeźbą postawić policjanta z rottweilerem. To dopiero była instalacja!
No jasne! Ciekawe, co w takich sytuacjach dzieje się z tak zwaną wolnością artystyczną, o którą oni walczyli?!
Oczywiście, że tylko dla siebie. To jest ta ich fenomenalna logika.
Trzy osoby malują na stałe, dwie sporadycznie, no i mamy dwie osoby, które zajmują się tekstami i prowadzeniem bloga.
Chyba tylko w Polsce. Realizmu czy czarno-białego malowania nie wymyślił Sasnal.
Bzdura! Może i nasze prace są podobne, tylko że moje są tysiąc razy lepsze. Philips i chińskie radyjko też wyglądają podobnie, ale to Philips jest lepszy.
Zawdzięcza to tylko reklamie, a ja przez pokazanie swoich prac choćby Christie’s udowadniam, że nie maluję gorzej niż on, a wręcz przeciwnie, znacznie lepiej. Parodiowałem jego styl
z początku, by to wykpić, ale już co ma "300 mil do nieba", które wygrało listopadową aukcję, wspólnego z Sasnalem?
Oczywiście, że nie.
Sentymentalne może, ale to jeszcze żaden kicz. W ten sposób dojdziemy do wniosku, że brzydota obrazów współczesnych malarzy to celowy zabieg mający uchronić ich przed kiczem, ale mnie te
bajki nie przekonują.
Oczywiście.
Grupka oszołomów, która się zebrała i postanowiła zadecydować, że tak powinna wyglądać sztuka współczesna. Choćby Wilhelm Sasnal, od którego kontestowania zaczęliśmy. Ja uważam, że
to bardzo mizerny malarz. Słabiutki jest też fetowany wszędzie Piotr Uklański, a Monika Sosnowska to przykład dziewczyny, która została sztucznie wykreowana.
No więc my im oczywiście strasznie tego zazdrościmy, ale spójrz na karierę Sasnala. Po akademii bardzo kiepsko mu się wiodło, ale zetknął się ze środowiskiem Rastra i Fundacji Galerii
Foksal, którzy wylansowali go za granicą. A że miał bardzo słaby charakter, to poddał się naciskom galerii. Bo sztucznie lansuje się właśnie ludzi bez kręgosłupa, którzy praktycznie nie
mają nic do powiedzenia. Oni są materiałem dla galerii, która wymyśla im styl i wpycha na rynek. Prawdziwy artysta musi mieć jaja, a ci ich nie mają.
…co im Raster albo Fundacja Galerii Foksal każą. Dokładnie tak jest! Teraz opracowali sobie powrót do abstrakcji, taki nowy trend, jak w modzie. Rogalski, Matecki, Ziółkowski - to ich się
teraz polansuje. Z dziesięciu uda się wylansować dwóch, trzech i na nich płyniemy, zarabiamy. To jest właśnie ta sztuczna kreacja - stricte pod rynek.
I chcesz mi powiedzieć, że ta cała ekipa rastrowców czuje tak samo? Wszyscy? Przecież każdy ma swój styl i te style mogą być podobne, ale nie identyczne, bo wtedy mamy do czynienia z modą.
Poza tym ciekawe, ile z tego dostają oni, a ile ich galerie? Sasnal maluje w wynajętej kawalerce - wielkie mi halo!
Rozumiałem ich, jeszcze kiedy zaczynali, choć i ten popbanalizm był ściągnięty z tradycji zachodniej.
Nie o to chodzi. Czym był popbanalizm w Polsce połowy lat 90. z jego protestem przeciwko światu konsumpcji, hipermarketów i kapitalizmu? Ten bunt był sztuczny, żywcem przeniesiony z Zachodu!
Polacy autentycznie cieszyli się dobrobytem, a ich protest przeciw coca-coli był wymyślony, był kalką. Kreatywność tej grupy polegała na tym, że podpatrzyli w internecie lub podpytali
znajomych o to, co jest modne na Zachodzie.
To trzeba sobie było kupić ch…e dżinsy, a nie malować ch…e obrazki! Po prostu! Chłopak w tym wieku chce kobiety, a nie walczyć z bananami w supermarketach, sorry. I na tym ma polegać
przekaz polskiej sztuki: walka z supermarketami i hamburgerami?! Słabo mi się robi.
Ta cała lewicowość to chwyt marketingowy, to mnie zresztą też wkur…a. Bo niby gdzie w ich twórczości widać tę lewicowość? W krytyce McDonalda? Poza tym czuję tu stadne myślenie: nagle
wszyscy malarze z Rastra zakochali się w nowej lewicy, jakby im kto kazał.
Nie mam sprecyzowanych poglądów politycznych. W niektórych sprawach pewnie byłbym prawicowy, w innych lewicowy, ale też mogę wypowiadać się tylko za siebie, nie za pozostałych Krasnali.
Obśmialiśmy płytką lewicowość tamtej strony i stąd przyklejono nam etykietę prawicy, a to nieprawda.
Namalowaliśmy to, bo nam się tak spodobało. Z mitami na nasz temat nie chcemy walczyć, niech sobie ludzie myślą, co chcą.
Bo chcemy połączyć pożyteczne z przyjemnym, czyli pomoc dzieciom z autopromocją.
A widzisz, to ciekawy pomysł. Dlaczego by nie?
Ale to rozumowanie też mnie wkurza: "Bądźcie antyestablishmentowi, bo takich was lubimy". A nie, to my będziemy decydować, kiedy jesteśmy przeciw establishmentowi, a kiedy
nie. Kto powiedział, że zawsze muszę być anty?
Ale my nie robimy tego z pobudek populistycznych. Wsparłem Owsiaka nie dlatego, żeby się komuś przypodobać, ale dlatego, że go lubię i tak chciałem.
To dokładnie tak jak ich działalność, która jest na maksa banalna i trywialna. To tak proste, że aż prostackie, więc jak z nimi walczyć? Tylko ich własną bronią. Zresztą my nawet w tej
kpinie z ideologizacji sztuki jesteśmy o wiele bardziej wysublimowani i inteligentniejsi niż oni, którzy robią to serio i angażują się bezgranicznie. My mamy do siebie i tego, co robimy, dużo
większy dystans.
Brak warsztatu, dobrego rysunku, brak dobrego gestu malarskiego. Oczywiście wkurza mnie wtórność i banalizm. Nieudacznicy, którzy tak malują, twierdzą dziś, że "tak miało
być", ale to bujda, bo ten sam fotorealizm, który uprawiają, można przecież malować dobrze i źle, ale trzeba umieć.
I właśnie temu się sprzeciwiam. Może rzeczywiście, skoro tak łatwo można zrobić karierę, to porzućmy wszelkie kryteria? Ja jednak uważam, iż muszą być jakieś obiektywne sposoby oceny.
Gdyby ich nie było, nie moglibyśmy w ogóle oceniać sztuki.
Jasne, choćby piękno. Ono samo w sobie jest tematem, który warto studiować. Tylko że gdybyśmy ogłosili, że naszym celem jest pokazywanie piękna, nikt nie zwróciłby na nas uwagi, dlatego
poszliśmy w stronę polemiki.
Jeśli nawet by tak było, to pokazałoby to słabość rynku sztuki, obnażyłoby kryteria, jakimi się kieruje, czyli sława, popularność, marka, a nie jakość dzieła. Może wybrałem taką
kreację, żeby zaistnieć. Co w tym złego?
Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Wszystkie możliwości zostawiam otwarte.
*Whielki Krasnal, lider grupy artystycznej The Krasnals