Legenda muzyki sporo namieszała swoim występem. Początkowo Elton John wzruszył publiczność, wspominając spotkanie z Wałęsą sprzed lat, a potem zirytował oskarżeniami o nietolerancję - zwraca uwagę "Fakt".

Reklama

W połowie koncertu na scenę wkroczył były prezydent Lech Wałęsa i wręczył muzykowi Złotego Słowika za całokształt twórczości. Elton serdecznie uściskał Wałęsę i nazwał go bohaterem, czym wzbudził entuzjazm widowni. Ale zaraz potem zaatakował Polskę za przemoc wobec homoseksualistów. Przemawiał głosem natchnionym i pełnym potępienia. Zaskoczona publiczność biła brawo i gwizdała.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że wszystkiemu przypatrywał się z widowni wieloletni kochanek Eltona - David Furnish. Elton poślubił go rok temu. I choć orientacja seksualna Eltona nie jest żadną tajemnicą, robienie zdjęć jego partnerowi było surowo zakazane.

Występ trwał umówione 90 minut i ani chwili dłużej. Skandalista Elton namieszał i ulotnił się jak kamfora. Natychmiast po występie wsiadł do prywatnego samolotu i odleciał do Wielkiej Brytanii.