Kilka dni temu Rosiewicz pojawił się w gmachu TVP na Woronicza. Propozycję swojego programu rozrywkowego przedstawił Maciejowi Wojciechowskiemu, dyrektorowi „Jedynki”. Rosiewicz chce w nim poprzez piosenkę i skecze komentować życie społeczno-polityczne w naszym kraju. "Mamy ten projekt i zastanawiamy się nad jego realizacją. Może pojawi się na wiosnę lub jesienią przyszłego roku" - mówi DZIENNIKOWI Wojciechowski.

Reklama

Co pchnęło Rosiewicza do TVP? Jak sam mówi: zmieniła się władza w telewizji. "Wkrótce spotykam się z prezesem TVP Bronisławem Wildsteinem. Czytałem ostatnio jego felietony i absolutnie się zgadzam z jego poglądami. Chcę mu to powiedzieć" - mówi piosenkarz.

Przez ostatnie kilka lat Rosiewicz nie miał dostępu do telewizji. Jego występów nie pokazywały ani TVP, ani Polsat czy TVN. Przygarnął go ojciec Rydzyk. Często występuje w TV Trwam i w Radiu Maryja. Ojciec Tadeusz lubi emitować jego utwory w sztandarowej audycji rozgłośni: „Rozmowach niedokończonych”.

MATEUSZ SOSNOWSKI: Już nie chce pan występować w mediach ojca Tadeusza?
ANDRZEJ ROSIEWICZ*: Nie w tym rzecz. Po prostu grupa trzymająca władzę, czyli poprzednie zarządy telewizji publicznej i te Sierockie, i Terentiewy nie pozwalały mi tam występować. Przychodziłem, pukałem, proponowałem - zero odzewu. Chciałem wystąpić na rocznicę 25-lecia „Solidarności” w Gdańsku, ale woleli Jeana-Michaela Jarre'a. Przyjechał, wziął pieniądze, parę fajerwerków było, ale czy rzucił na kolana? Teraz powiało odnową, jest nowa ekipa, więc postanowiłem znowu spróbować.

Ojciec Rydzyk wyraził zgodę?
Nie muszę pytać go o zgodę. Nie jestem jego artystą na wyłączność, choć obecnie w cv piszę o sobie: Andrzej Rosiewicz, kiedyś podpora PRL, a teraz artysta IV RP i ojca Rydzyka. On na pewno nie będzie miał nic przeciwko temu. To, jak przedstawiają go media, jest nieprawdą. On się z tego wszystkiego śmieje, z tych bzdur, które o nim się wypisuje.

Jak pan do niego trafił?
Jego ludzie do mnie zadzwonili. To było trzy, cztery lata temu. Śpiewałem piosenki patriotyczne, opowiadające o tamtejszej rzeczywistości społeczno-politycznej. Zapytali, czy nie mógłbym wystąpić w Radiu Maryja, a potem w Telewizji Trwam. Nie miałem dostępu do innych mediów, więc się zgodziłem... (w tym momencie zrywa się połączenie, oddzwaniamy). Ktoś nas nagrywa. To jak w taśmach Beger, coś im przerwało. Halo, słyszą mnie: wszystko, co do tej pory mówiłem, to kłamstwo... No dobrze, proszę kolejne pytania.

Skończyliśmy, że nie miał pan dostępu do innych mediów. Czyli ojciec Rydzyk pomógł panu?
Tak. To, co mi się zawsze podobało i podoba w jego mediach, to brak cenzury. Mogę powiedzieć to, co mi się podoba.

Ale pan śpiewa właśnie to, co podoba się ojcu Rydzykowi. Myśli pan, że gdyby zaczął krytykować jego poglądy, nadal by pan tam występował?
Ojciec Rydzyk nigdy nie miał do mnie pretensji. Raz zrobiliśmy kabaret „Afryka czeka na Ojca Rydzyka”, w którym w humorystyczny sposób mówiliśmy o ojcu Tadeuszu. Ale nie tylko o nim, także o Romanie Giertychu. Wystąpiłem w przydługich spodniach, parodiując jego zachowanie. Ojciec Tadeusz śmiał się z tego, nie miał żadnych zastrzeżeń.

Przyjmą pana projekt w TVP?
Na razie nie odrzucili. 7 listopada mam się spotkać z prezesem Bronisławem Wildsteinem. Jestem dobrej myśli. Wydaje mi się, że w tych nerwowych czasach ktoś taki jak ja, uśmiechający się do życia, przydałby się nam. Mogę być takim wentylem na tę napompowaną do bólu rzeczywistość.

Andrzej Rosiewicz ma 62 lata. Polski piosenkarz estradowy, kompozytor, gitarzysta i choreograf