„»Orphans...« to szorstkie i czułe melodie. Rumby o syrenach, nowoorleańskie shuffles o katastrofach kolejowych, tarantelle o owadach i madrygały o tonięciu. To przestraszone, złe kawałki o ekstazie i melancholii. Kawałki, które miały twarde dzieciństwo. Kawałki o wątpliwym pochodzeniu, wyrwane z rąk okrutnego losu, a teraz oczekujące odrobiny czułości. Nie bójcie się przygarnąć ich do waszych domów. One nie gryzą. Potrzebują tylko uwagi” – tymi słowami Tom Waits reklamuje swój nowy, trzypłytowy album, który ukaże się 20 listopada.

Reklama

Waitsowskie „sierotki” zostały pogrupowane na trzech płytach według znajdującego się w podtytule klucza. Tak więc „Brawlers” zawiera utwory bluesowe i knajpiane, „Bawlers” – celtyckie i folkowe ballady, walce, kołysanki i lamenty, a „Bastards” – muzykę udziwnioną, nawiązującą do industrialnego stylu płyty „Bone Machine” (1992). Wydawnictwo zawiera w sumie 54. białe kruki z dyskografii amerykańskiego barda, z czego 24 to covery punkowych szlagierów The Ramones, bluesów Daniela Johnstona i Leadbelly’ego, bitnickich hymnów Jacka Kerouaca i Charlesa Bukowskiego oraz songów Kurta Weilla i Bertolta Brechta, a także kompozycje nagrane dla filmu i teatru. Pozostała trzydziestka to niepublikowane dotąd songi. W dużej mierze to właśnie one nadały entuzjastyczny ton recenzji „Orphans...” w brytyjskim magazynie muzycznym „Mojo”. Jej autor określił barda mianem „Rembrandta współczesnej muzyki”. To obok uznania w oczach i uszach Boba Dylana, który nazwał Waitsa jednym ze swoich cichych bohaterów, największe wyróżnienie, jakie spotkało Waitsa. Tak przynajmniej uważa sam wyróżniony. Ale ma też całą masę innych laurów... Do tej pory wielokrotnie bywał nominowany do najbardziej prestiżowych nagród muzycznych. Dwukrotnie zdobył Grammy (1992, 1999) raz tytuł „najbardziej wpływowego artysty wszech czasów” (wg telewizji VH1). I raz, wraz z żoną, Kathleen Brennan, jednym ze „100 najlepszych żyjących autorów piosenek” (wg amerykańskiego magazynu „Paste”). Bez wynalezionego przez niego miejskiego folku trudno wyobrazić sobie twórczość Nicka Cave’a czy P.J. Harvey. Jego piosenki śpiewali m.in.: Bruce Springsteen („Jersey Girl”), Rod Stewart („Downtown Train”), Johnny Cash („Down There By the Train”), Elvis Costello („More Than Rain”), zespoły Los Lobos („Jockey Full of Bourbon”) i The Ramones („I Don’t Wanna Grow Up”). Ostatnio nagranie płyty z coverami songów Waitsa zapowiedziała najseksowniejsza kobieta na ziemi, aktorka Scarlett Johansson.

„Orphans...” przynosi przełom w karierze muzyka, który jako jedyny na świecie ma czelność twierdzić, że pijany jest fortepian, nie on. Co najważniejsze, Waits nie kłamie. W wywiadzie opublikowanym przed trzema tygodniami na łamach „Guardiana” przyznał się, że od 10 lat nie miał w ustach alkoholu. Wyznanie to szokuje zarówno w konfrontacji z trampowskim emploi Waitsa, jak i barwą jego głosu, o której krytycy pisali, że brzmi tak, jakby „najpierw nasączono Waitsa w beczce z bourbonem, potem przez kilka miesięcy suszono w palarni, a na koniec przez dobrych kilka mil ciągnięto za samochodem”.

Na „Orphans...” to właśnie ten charakterystyczny pełen ekspresji głos osiąga wyżyny. „Dyszę najlepiej, jak potrafię” – mówi Waits. I dodaje, też ekspresyjnie: „Wściekam się, szlocham, szepczę, jęczę, sapię, śpiewam scatem, bulgoczę, szaleję, gwiżdżę i uwodzę. Mogę brzmieć jak dziewczynka, Baba-Jaga, elektrofon Theremina, klaun, lekarz albo zbrodniarz. Bywam plemienny i ironiczny. Albo niezrównoważony. Mój głos jest moim instrumentem”.

Jego i tylko jego. Bo Waits nie zamierza śpiewać, jak mu zagrają. W połowie września przekonała się o tym agencja reklamowa McCann Erickson Deutschland, która w skandynawskiej reklamie Opla wykorzysała jego piosenkę. „Rozumiem, że najwyższym komplementem, jaki ma nasza dzisiejsza kultura dla artysty, jest obecność w reklamie. Ja jednak wiele razy odmawiałem tego wątpliwego zaszczytu i wciąż pozostaję nieugięty. Nie mam ochoty goły jak święty turecki mruczeć w nowym samochodzie. Skoro sąd nie może wpływać na moją obecność w radiu, dlaczego miałby wpływać na moją obecność w reklamie?” – pisał w swoim pozwie Waits.
Wprawdzie wyrok jeszcze nie zapadł, ale jest wielce prawdopodobne, że tak jak poprzednio Frito Lay (1988), Levi’s (1993) i Audi, które w 2000 roku w przygotowanym na rynek hiszpański spocie wykorzystało głos o bliźniaczo podobnej do Waitsa barwie, również i frankfurckich speców od reklamy operacja ta będzie kosztować kilka milionów dolarów odszkodowania. Procesy o naruszenie praw autorskich ciągną się miesiącami, zanim więc Waits odniesie sukces w sali sądowej, wróżę mu zwycięstwo w wielu muzycznych podsumowaniach tego roku.