Z nowego filmu Gibsona wynika, że podstawę cywilizacji Majów stanowiło bezsensowne okrucieństwo, przed którym nie było ucieczki – napisała w internetowym wydaniu prestiżowego amerykańskiego periodyku "Archaeology" znawczyni zarówno klasycznej, jak i współczesnej kultury środkowoamerykańskich Indian.

Reklama

Arden była zdumiona i jednocześnie przerażona tym, co zobaczyła na kinowym ekranie "Już w ciągu pierwszych dziesięciu minut projekcji zaczął mnie boleć żołądek, a potem było coraz gorzej. Trwająca 15 minut scena najazdu na wioskę zawierała wszelkie możliwe aspekty przemocy". Gibson ani na chwilę nie pozwala zapomnieć widzowi o niewyobrażalnych wprost okrucieństwach, jakich Majowie dopuszczali się na swych pobratymcach.

To epatowanie bezsensowną przemocą kończy się dopiero pięć minut przed końcem filmu – wraz z przybyciem chrześcijańskich misjonarzy. Konkluzja? "Koniec jest blisko i oto nadchodzi zbawca" – pisze Arden. Dodaje, że Gibson stworzył wysoko budżetową produkcję, obrazującą ohydny, rasistowski pogląd, że okrutni Majowie rozpaczliwie potrzebowali ratunku, bo ich cywilizacja ginęła.

Szkoda jedynie, że Gibson nie pokazał jak ów ratunek wyglądał. Masowe gwałty i morderstwa, bezbrzeżne pożądanie złota. Apokalipsa, do której nawiązuje tytuł jego filmu, rzeczywiście nadeszła, ale za sprawą przywleczonych do Ameryki przez konkwistadorów chorób. Według szacunków współczesnych badaczy ospa, na którą Indianie marli jak muchy, wybiła 80 – 90 procent wszystkich rdzennych mieszkańców Nowego Świata.

Według Arden, tworząc "Apocalypto" Gibson skupił się jedynie na jednym z wielu aspektów kultury Majów, potęgując go i czyniąc z niego główny temat swego dzieła. To trochę tak jakby całą historię starożytnego Rzymu sprowadzić do dwugodzinnego filmu o walkach gladiatorów, ukazanych z patologiczną wręcz dokładnością. Posunięcie niesprawiedliwe i głupie? Oczywiście. Dlatego też film Gibsona należy zaliczyć do dzieł propagandowych, a nie dokumentalnych.

Zwłaszcza, że jego dzieło niewiele ma wspólnego z rzeczywistością historyczną. W momencie przybycia do Ameryki Środkowej Europejczyków Majowie nie mieszkali w miastach sfilmowanych przez australijskiego reżysera. Byli ludem rolniczym, mieszkającym w niewielkich osadach. Rozkwit tzw. klasycznej cywilizacji Majów, którą ukazał Gibson miał miejsce w latach ok. 300 – 900, a więc kilkaset lat przed przybyciem do Nowego Świata Europejczyków. Jej powolny upadek nie był skutkiem ogołocenia terenów Ameryki Środkowej z drzew, lecz prawdopodobnie wynikiem wynikiem długotrwałej suszy połączonej z przeludnieniem tego regionu. Ale kto by dbał o takie detale?