Najwybitniejszy żyjący polski malarz i plakacista Franciszek Starowieyski (77 l.) trafił do jednego z warszawskich szpitali kardiologicznych - donosi "Fakt". "Jednym krokiem byłem po tamtej stronie" - przyznaje wybitny twórca.
"Zaczęło się w niedzielę z samego rana. Nie mogłem zatamować krwi, która zaczęła płynąć mi z nosa" - mówi Starowieyski w rozmowie z "Faktem". Wielki artysta leży w trzyosobowej sali. Jest blady i osłabiony. Chodzenie sprawia mu wielką trudność. Ma też problemy ze wzrokiem. Mówi, że w wyniku krwotoku stracił bardzo dużo krwi.
"Krew płynęła mi z nosa przez cały dzień. Z niewielkimi przerwami. Dopiero wieczorem zatamował ją lekarz" - opowiada malarz.
Lekarze nie wiedzą, czym spowodowany był krwotok artysty. Wciąż trwają badania.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|