Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy Ian Curtis jest ikoną?

16 marca 2008, 10:21
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Na ekrany kin wszedł film "Control", ukazujący historię Joy Division. Fenomenowi zespołu przygląda się Jakup Żulczyk, który tłumaczy, czym jego Ian Curtis różni się od tego filmowego.

Ian Curtis, wokalista i tekściarz Joy Division. Postać tak martwa, że trudno sobie wyobrazić, że kiedykolwiek była żywym człowiekiem. Przynajmniej ja nie mogłem w to uwierzyć, słuchając jego zespołu pierwszy raz, w wieku bardziej niż nieletnim, z zakurzonych pirackich kaset. Ta muzyka dochodziła z wychłodzonej krypty, brzmiała, jakby grał ją ktoś zatrzaśnięty w magazynie na ciemnych rogatkach miasta. A jednocześnie tętniła człowieczeństwem jak nic innego, co słyszałem do tej pory. Głos Curtisa dobiegał zza grobu, ale oddawał jak najbardziej żywe emocje - ból, apatię, lęk, zgubienie. Wziąłem je za własne, nic dziwnego, teksty lidera, brzmienie zespołu tworzą formę tak klarowną i wyjątkową, że potrzeba trudu (albo kretynizmu i znieczulicy), aby w odpowiednim momencie życia nie przyjąć jej za wyraz-tego-wszystkiego-co-mam-w-środku. Identyczny numer wywinęła 10 lat później Nirvana. O ile jednak Kurt Cobain wyrastał z klasycznej, rockowej wściekłości i wrzasku, zespół z Manchesteru stworzył wyjątkowy, zimny świat, wystawę okropieństw, która pomimo skrajnej konfesji była kompletnym dziełem sztuki. Nie mogę wyjść z tego świata do dzisiaj.

Curtis. Postać tak żywa w obecnej kulturze, że aż trudno sobie wyobrazić, że kiedykolwiek powiesiła się w swojej kuchni po obejrzeniu filmu "Stroszek". Ale mnie do Joy Division nie przyssał mit romantycznego straceńca. Film "Control" pokazuje go właśnie w ten sposób - jako bladego, smukłego chłopca w prochowcu, który ma w sobie otchłań, ale ostatecznie spada w nią z wyjątkowo prozaicznych powodów. Mój Curtis jest zupełnie inny. Do końca życia zapamiętam go nie jako ikonę, którą jak pokazuje film Corbijna, można postawić w muzeum figur woskowych niebezpiecznie blisko Rafała Wojaczka. Zapamiętam go jako głos, jednocześnie beznamiętny i rozżarzony, dochodzący jakby z drugiej strony nieczynnej już linii telefonicznej, wypowiadający słowa-klucze, takie jak "transmisja","nieporządek", "kontrola", ‚cisza". Zapamiętam go jako autora mojej prywatnej ścieżki dźwiękowej do opowiadania "Kolonia karna" Franza Kafki. Jako człowieka, który był Tam, w bezbrzeżnie pustych, odizolowanych od cywilizacji miejscach, w których po obecności człowieka pozostały jedynie skorupy. Zachowuję pamięć o tych miejscach właśnie dzięki Curtisowi, dlatego nie zaakceptuję go jako kolejnego straceńczego, ale sympatycznego chłopaka z mnóstwem problemów.

Nagrali dwie płyty, niespełna 40 krótkich piosenek. Wystarczyło by zmienić historię muzyki. Ale każda z nich, oparta na motorycznych pochodach basu, jest zakończoną katastrofą podróżą w mrok. Bo przecież "Transmission", "She’s Lost Control" czy "Insight" nie kończą się tak po prostu, tu nie ma kod, wybrzmień, w każdym z utworów Joy Division ostatnie nabicie werbla brzmi jak odgłos zderzającej się z murem karoserii. Pomijając tragiczną przyczynę, nie mam nic przeciwko temu, że zespół pozostawił po sobie tak niewiele. I tak przesłuchanie całości jego spuścizny za jednym razem to wystarczająco wyczerpujące zajęcie. Powiedzieć, że ich płyty są depresyjne lub mroczne, znaczy być nieczułym bałwanem. Joy Division brzmi jak dyskoteka w obozie koncentracyjnym na obcej planecie, na której latem jest sto stopni mrozu.

I owszem, wielu ludzi dziś ich słucha, mają armię naśladowców, ale mnie to średnio interesuje, tak jak bardzo dobry zresztą film "Control". Joy Division do końca życia będą zabierać mnie w miejsca, do których wejście łączy się z aktem dużej odwagi i wyobraźni. Dzięki Bogu, żadna rehabilitacja Curtisa jako nowej ikony kultury masowej mi tego nie zabierze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj