(aka "Urmel Voll In Fahrt")
Niemcy 2008; reż: Reinhard Klooss; dystrybucja: Monolith; czas 84 min; Premiera 27 lutego
p
Kontrowersyjna fabuła, jak najwięcej stapstickowych dowcipów i łopatologiczny morał – taką receptę na filmy dla małych dzieci przyjęli niemieccy twórcy i . Druga część przygód dinozaura – który wraz ze zmianą polskiego dystrybutora ich filmów zmienił również imię z Dyzio na Dino – ma jeszcze mniej sensu niż jej poprzedniczka.
Dina vel. Dyzia wymyślił 50 lat temu pisarz , którego książki były popularne na świecie, ale nie przyjęły się na naszym rynku. Jego bohater jest brakującym ogniwem między dinozaurami a współczesnymi zwierzętami. Wykluł się z zachowanego w górze lodowej prehistorycznego jaja na wyspie zamieszkanej przez szalonego naukowca oraz grupę zwierząt władających ludzką mową. W poprzedniej części filmowych przygód dinozaura na jego życie dybał pewnien zły myśliwy. W drugiej odsłonie będzie to właściciel parku rozrywki, którego cisną inwestorzy z bliżej nieokreślonych krajów arabskich. Łaknący sławy i cierpiący z powodu pojawienia się młodszej siostry – pandy (sic!) Babu – Dino sam postanawia opuścić przyjazną wyspę i wyruszyć w świat.
Akcja ratunkowa otworzy dinozaurowi oczy na uczucia przyjaciół i doprowadzi go do jakże uroczej konstatacji, że „rodziny się nie wybiera”. W finale zaś i panda i jej brat dinozaur, i ich opiekunka świnka (echa poprawności politycznej w tej multizwierzęcej mieszance?) padną sobie w ramiona.
Animacja na co najwyżej przeciętnym poziomie, niedorastająca nawet do niektórych telewizyjnych produkcji, a co dopiero do rewelacyjnych filmów Pixara, nie zachęca do obejrzenia „Wyspy dinozaura 2”. Zaś swądek bawarskiego humoru unoszący się na całym filmem i z nieznanych powodów sepleniąca połowa bohaterów skutecznie odstrasza nawet dzieci.
Druga gwiazdka wyłącznie za postać niezbyt rozgarniętego buldoga Otto.