"Ładna nigdy nie byłam i urody nachalnej nie miałam"
W swojej ostatniej książce, Maria Czubaszek pisze o sobie samej z charakterystycznym dla siebie dystansem i autoironią. Widz jednego z telewizyjnych programów, w którym wystąpiła, nazwał ją purchawką, a pisarka doszła do wniosku, że to najlepsze określenie jej typu urody. Jak twierdzi, nigdy nie była ładna, nawet jako mała dziewczynka. Choć miała wówczas gładką buzię i białe ząbki, wciąż wyglądała jak mała purchawka.
Czubaszek miała zastrzeżenia nie tylko do swojego wyglądu, ale także do tego, jak się nazywa. Imienia Maria nie lubiła nigdy, wolała nazywać się Alicja. Nazwisko Czubaszek przyjęte po pierwszym mężu, także nie było miłe jej uchu, choć jak przyznała, również to po drugim, czyli Karolak nie brzmiało dla niej zbyt dobrze.
"Nigdy nie miałam rodzinnych ciągot"
W "Nienachalnej z urody" znajdziemy także sporo wspomnień i refleksji na temat prywatnego i rodzinnego życia Marii Czubaszek. Pisarka wspomina na przykład, iż z dzieciństwa najbardziej zapamiętała dzień wybuchu Powstania Warszawskiego, kiedy to na dźwięk syren, wraz z babcią i rodzicami uciekła do schronu.
Czubaszek nie była domatorką i strażniczką domowego ogniska. Nie lubiła sprzątać, gotować i zajmować się wszystkim tym, co w swoim programie promowała Małgorzata Rozenek.
Pisarka niechętnie utrzymywała także jakiekolwiek relacje z rodziną:
To dotyczyło także najbliższej rodziny, czyli mieszkającej od lat w Australii siostry Ewy:
Czubaszek wyjaśnia w książce, skąd wzięła się jej niechęć do siostry. Już jako dzieci bardzo się różniły. Podczas, gdy siostra była typem ukochanej, idealnej córki, Maria była tą, która się awanturuje:
Później okazało się jednak, że to Maria opiekowała się mamą na starość, gdy siostra wyjechała do Australii za swoim kolejnym mężem. Kiedy po latach przyjechała z wizytą do Polski, Maria zaprosiła ją na kolację. Brak siostrzanej więzi szybko zaowocował kłótnią, po której Ewa wyszła trzaskając drzwiami. Po tym incydencie całkowicie zerwała kontakty nie tylko z Marią, ale i mamą, która do końca życia czekała na jakąkolwiek wiadomość od niej. Czubaszek miała o to do siostry ogromny żal.
"Prawdziwej miłości nie zaszkodzi nawet małżeństwo"
Za pierwszego męża Maria Czubaszek wyszła nie z miłości, a dla dachu nad głową. Wyrzucona z domu przez matkę, poprosiła kolegę, by przygarnął ją do siebie. Po pewnym czasie ten zaproponował ślub, by jako młode małżeństwo, mogli starać się o mieszkanie. Maria zgodziła się, choć od początku wiedziała, że to nie jest dobry pomysł:
Po porażce pierwszego małżeństwa, Maria Czubaszek przysięgła sobie, że nigdy więcej nie wyjdzie za mąż. Jej plany pokrzyżował jednak Wojciech Karolak, którego żoną była przez ponad 30 lat:
"Młodość musi się wyszumieć, a starość - wypalić"
O swojej miłości o papierosów, Maria Czubaszek mówiła często. W książce zapewnia, że nałóg ten dawał jej więcej przyjemności niż seks, który z kolei uważała za mocno przereklamowany. Palenie nie było jedynym niezdrowym nawykiem pisarki:
Nie lubiła jeść. Twierdziła, że całe życie próbowała pozbyć się tego nawyku, niestety bezskutecznie. Opracował więc sposób na to, by ta niezbędna do życia czynność jak najmniej zaprzątała jej uwagę:
Parówki w trzeciej odsłonie, choć najsmaczniejsze, przyrządzała najrzadziej, gdyż wymagał najwięcej czasu. Czubaszek zaś, zamiast stać nad kuchennym palnikiem, wolała posiedzieć przed telewizorem.
W książce "Nienachalna z urody" znajdziemy także przemyślenia Marii Czubaszek na takie tematy, jak gender, feminizm, aborcja, eutanazja, patriotyzm, czy katastrofa smoleńska. Pisarka poświęca też sporo uwagi politykom, zarówno tym, których lubiła i szanowała (Tadeusz Mazowiecki, Ryszard Petru, Lech Kaczyński, Janusz Palikot), jak i takich, których się bała (Antoni Macierewicz), którzy ją śmieszyli (premier Beata Szydło, Adam Hofman) czy przerażali (Krystyna Pawłowicz).
Książka Marii Czubaszek "Nienachalna z urody" ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.