Pierwsze strony "Biało-czerwonego" zapowiadają kolejny interwencyjny reportaż. To, że ma zacięcie socjologiczne, Bieńkowski udowodnił już poprzednią powieścią. "Nic" było analizą ciemnych stron ekonomicznej transformacji. Początkowy rozdział "Biało-czerwonego" pozornie idzie w podobnym kierunku. Czyżby laureat Nagrody Kościelskich przyszykował traktat o pracoholizmie, kolejnej wielokrotnie już opisywanej bolączce naszych czasów? Nic bardziej mylnego, to groteskowo-ironiczna dyskusja z polskim mitem męskości.

Reklama

Paweł to wzorowy mąż i ojciec, absolwent prawa, właściciel dobrze prosperującej kancelarii oraz sporego mieszkania w stołecznym apartamentowcu. Tak przynajmniej widzi sam siebie. W rzeczywistości zaś jest nieco inaczej: to szowinista o manierach troglodyty i umyśle nastolatka, bełkocący Ferdynand Kiepski, który jakimś cudem zdobył wykształcenie i pieniądze. Sukces jednak nie wystarczy, by wyzbyć się pielęgnowanego przez pokolenia i uświęconego tradycją sposobu myślenia polskiego mężczyzny. Filozofia Pawła jest nader prosta: facet rządzi światem, zarabia pieniądze, a w zamian oczekuje szacunku i posłuszeństwa. Żonie przypada rola kucharki i opiekunki do dzieci, inne kobiety są zaś wyłącznie obiektami seksualnymi. Ulubiona rozrywka? Upijanie się z kolegami na umór podczas telewizyjnej transmisji meczu piłkarskiego.

Satyra Bieńkowskiego wydaje się celowo nieskomplikowana, jakby autor chciał ośmieszyć swojego bohatera, kreując powieściową rzeczywistość na jego miarę. W ramach tej strategii kolejni pojawiający się bohaterowie są przedstawicielami konkretnych typów ludzkich: Nowoczesny Mężczyzna, Artysta będący Wiecznym Kawalerem, Prawicowy Polityk, Matka-Polka, wreszcie postać najbardziej groteskowa - Dziadek (a zarazem Ojciec w jednej osobie), śmieszny i straszny strażnik narodowowyzwoleńczej tradycji.

To czarno-białe postrzeganie świata obowiązuje w kolejnych pokoleniach. Czy można je przerwać? Autor każe próbować Studentowi, który w ramach performance’u oplótł miasto plątaniną dwukolorowych wstążek, zwrócić uwagę na zacieśniający się gorset tradycji. Z kolei Majka, żona głównego bohatera, wybiera sposób dużo bardziej bajkowy. Mimo tych prób biało-czerwony polski honor ma się świetnie. W brawurowo rozegranej ostatniej scenie pijani bohaterowie próbują ruszyć z ułańską fantazją do esencjonalnie polskiego tańca - poloneza. Diagnoza Bieńkowskiego jest dość gorzka: prawdopodobnie polskość, podobnie jak męskość, to rodzaj pułapki, z której wydostać się można tylko bezwarunkowo porzuciwszy tożsamość.



"Biało-czerwony"
Dawid Bieńkowski, W.A.B. 2007