Robienie filmów dokumentalnych spowodowało, że jestem bardzo wyczulona na wyszukiwanie i przybliżanie czytelnikowi detali. Tylko tak można dotrzeć do sedna problemu i odnaleźć prawdziwe motywacje bohaterów. Interesuje mnie, dlaczego ludzie robią pewne rzeczy, jakie są efekty ich żądz i pragnień. Mam nadzieję, że udało mi się w "Utalentowanej" - która jest książką opartą na fikcji - zachować posmak rzeczywistości przepuszczonej przez filtr dokumentu.
Powiedziałabym, że w połowie. Część książki, ta emocjonalna, pochodzi z mojego własnego życia. Ale fabuła, wydarzenia, bohaterowie już nie. Te rzeczy są zasłyszane lub wymyślone.
Przeszłam przez fazę fascynacji cudownymi dziećmi, gdy miałam osiem - dziewięć lat. Wyrosłam z tego jakieś dwa lata później, gdy szykowałam się do nauki w szkole średniej. Kiedy przyszło do pisania książki, przypomniałam sobie to przedziwne zamiłowanie i pomyślałam, że rzeczywiście może być z tego atrakcyjny literacko temat.
Dziś jest już inaczej. Na Wyspach żyje kolejne pokolenie emigrantów - ludzi już tam urodzonych. To pokolenie profesjonalistów, którzy stali się autentycznym ucieleśnieniem marzeń swoich rodziców. Akcja powieści rozgrywa się zaś na przełomie lat 70. i 80. I choć są tysiące sposobów, by nawiązać kontakt z nowym, kulturowo odmiennym otoczeniem, Mahesh nie umie tego zrobić. On tego świata nie rozumie, ma zupełnie błędne wyobrażenie o tym, jak jest odbierany. W dodatku dręczy go brak wiary w siebie i nieufność w stosunku do innych. I choć rozpiera go duma i chce, żeby jego dzieci szły przez życie z podniesioną głową, a ludzie darzyli szacunkiem, zasługuje raczej na żal i litość.
Może dlatego, że Wyspach te realia się wciąż zmieniają. Są wymyślane wciąż na nowo przez członków danej społeczności. W Wielkiej Brytanii świat multikulturowy jest przeciwstawiany światu multirasowemu w obliczu zagrożenia "kultury narodowej". Dopóki mamy "naszą" oraz "ich" sytuację, problemy są nieuniknione. Trzeba zadać sobie pytanie, co właściwie określa ludzi po obu stronach linii każdego z tych podziałów.
Tak, postkolonializm odciska swoje piętno na wielu rodzinach, a nawet pokoleniach. To działa na zasadzie efektu domina. W mojej rodzinie wciąż opowiada się historie z okresu kolonialnego. To są prawdziwe relacje, a przekazywane kolejnym generacjom, rzeczywiście odbijają się na ich psychice. W "Utalenowanej" Rumika dziedziczy po rodzicach ich postawy i lęki, ale właśnie dzięki temu może głębiej zrozumieć ich przeszłość.
O takiej klasyfikacji zadecydują raczej sami czytelnicy. Osobiście powiedziałabym, że "Utalentowana" zawiera w sobie jakiś postkolonialny sentyment pokoleń.
Nie mam pojęcia. To tak jakbym miała odpowiedzieć na pytanie, czy jestem bardziej Brytyjką czy Hinduską. Wszystko jest kwestią dialogu między różnymi częściami mnie. One ze sobą walczą, dominuje raz jedna, raz druga - sytuacja cały czas ulega zmianie i zależy od aktualnego etapu mojego życia. Tożsamość nie jest dana raz na zawsze.