Pierwszą bajkę napisałem na dziewiąte urodziny Idy, córki mojego brata. Miałem mało pieniędzy, kupiłem jej grę komputerową, ale trochę badziewną. Było mi wstyd, więc dałem jeszcze historię o żółwiu błotnym Karolu. Potem przyszły następne: o psie, muszce, bakterii i gwarku. Męczyłem się przy pisaniu"Reisefieber" i myślałem chyba, że dla dzieci będzie łatwiej. Szybko zrozumiałem, że nie mam racji.
Może dlatego, że pierwszy raz pisałem dla dzieci, a one są wyczulone na najmniejszy fałsz, nieszczerość w historii. A niestety nie mogłem skonsultować się z moimi bohaterami: muchami, bakteriami i bezdomnymi psami.
To historia pieska, którego właściciele się rozstają. Starałem się z tej perspektywy spojrzeć na rozwód rodziców, może nawet go zaakceptować. Myślę, że ważne tematy nie są zarezerwowane tylko dla dorosłych. A dzieci chcą poznać tajemnice świata, nawet te mniej przyjemne.
Nie mam pojęcia, ale na pewno nie będę nikogo do niczego zmuszać.
Bez przesady. To historia zbuntowanej muszki, która chce dorosnąć i wylecieć z mieszkania, po którym jej rodzina lata od zawsze. Życie muszki zmienia się, kiedy rodzice zostają złapani na lep i wyrzuceni do śmieci.
Na każdym poziomie starałem się wczuć w muchę, bakterię czy żółwia. Spróbowałem napisać pięć historii o zwierzętach w trudnej sytuacji życiowej - właściciele psa się rozstają, właścicielka żółwia porzuca go dla myszki komputerowej, gwarek zostaje porwany dla okupu, a bakteria coraz gorzej czuje się w laboratorium.
Kiedyś często się nad tym zastanawiałem. Wyobrażałem sobie, że gdzieś jest inny, może lepszy świat. Podobnie myśli bakteria codziennie badana pod mikroskopem przez Wielkie Oko i polewana różnymi chemikaliami. Czuje też, że nikt jej nie szanuje. Nie jest nawet informowana o wynikach badań. Dlatego chce zmienić swoje życie, uciec z laboratorium, zawalczyć o siebie. A może dzieci wychowywane pod Wielkim Okiem rodziców też czasem mają dość?
Kiedy na urodziny dałem jej pierwszą historię o żółwiu, nic nie powiedziała. Po paru dniach przekazała przez swojego tatę, że dziękuje, a bajka jest OK. Przy następnych była bardziej śmiała, mówiła, co mam zmienić. Prosiła, żebym przerobił"Bakterię", bo nie rozumiała pierwszej wersji.
Na szczęście. Inaczej chyba musiałbym usunąć jej imię z okładki. Kilka dni temu przyniosłem Idzie gotową książkę. Nie wiedziała, jaki będzie miała tytuł, a ja nie miałem pomysłu, jak jej ją dać. Nie chciałem, żeby wyszło patetycznie. Kiedy nie patrzyła, położyłem"Bajki dla Idy" na parapecie. Potem wszyscy siedzieliśmy przy stole i powiedziałem:"Ida, podaj mi to z parapetu". Kiedy wzięła książkę do ręki, mój brat powiedział:"Córeczko, to chyba dla ciebie?". Wtedy spojrzała na okładkę, zaszkliły jej się oczy, podeszła do mnie i mocno pocałowała. Bardzo się wzruszyłem.