Dziennik Gazeta Prawana logo

Zwierzęta w trudnej sytuacji życiowej

2 czerwca 2008, 12:32
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Nie mogłem porozmawiać z bezdomnymi psami i z żółwiami błotnymi. Ale starałem się je zrozumieć, jak najlepiej potrafię" - mówi Mikołaj Łoziński, który wydał właśnie"Bajki dla Idy".

Pierwszą bajkę napisałem na dziewiąte urodziny Idy, córki mojego brata. Miałem mało pieniędzy, kupiłem jej grę komputerową, ale trochę badziewną. Było mi wstyd, więc dałem jeszcze historię o żółwiu błotnym Karolu. Potem przyszły następne: o psie, muszce, bakterii i gwarku. Męczyłem się przy pisaniu"Reisefieber" i myślałem chyba, że dla dzieci będzie łatwiej. Szybko zrozumiałem, że nie mam racji.

Może dlatego, że pierwszy raz pisałem dla dzieci, a one są wyczulone na najmniejszy fałsz, nieszczerość w historii. A niestety nie mogłem skonsultować się z moimi bohaterami: muchami, bakteriami i bezdomnymi psami.

To historia pieska, którego właściciele się rozstają. Starałem się z tej perspektywy spojrzeć na rozwód rodziców, może nawet go zaakceptować. Myślę, że ważne tematy nie są zarezerwowane tylko dla dorosłych. A dzieci chcą poznać tajemnice świata, nawet te mniej przyjemne.

Nie mam pojęcia, ale na pewno nie będę nikogo do niczego zmuszać.

Bez przesady. To historia zbuntowanej muszki, która chce dorosnąć i wylecieć z mieszkania, po którym jej rodzina lata od zawsze. Życie muszki zmienia się, kiedy rodzice zostają złapani na lep i wyrzuceni do śmieci.

Na każdym poziomie starałem się wczuć w muchę, bakterię czy żółwia. Spróbowałem napisać pięć historii o zwierzętach w trudnej sytuacji życiowej - właściciele psa się rozstają, właścicielka żółwia porzuca go dla myszki komputerowej, gwarek zostaje porwany dla okupu, a bakteria coraz gorzej czuje się w laboratorium.

Kiedyś często się nad tym zastanawiałem. Wyobrażałem sobie, że gdzieś jest inny, może lepszy świat. Podobnie myśli bakteria codziennie badana pod mikroskopem przez Wielkie Oko i polewana różnymi chemikaliami. Czuje też, że nikt jej nie szanuje. Nie jest nawet informowana o wynikach badań. Dlatego chce zmienić swoje życie, uciec z laboratorium, zawalczyć o siebie. A może dzieci wychowywane pod Wielkim Okiem rodziców też czasem mają dość?

Kiedy na urodziny dałem jej pierwszą historię o żółwiu, nic nie powiedziała. Po paru dniach przekazała przez swojego tatę, że dziękuje, a bajka jest OK. Przy następnych była bardziej śmiała, mówiła, co mam zmienić. Prosiła, żebym przerobił"Bakterię", bo nie rozumiała pierwszej wersji.

Na szczęście. Inaczej chyba musiałbym usunąć jej imię z okładki. Kilka dni temu przyniosłem Idzie gotową książkę. Nie wiedziała, jaki będzie miała tytuł, a ja nie miałem pomysłu, jak jej ją dać. Nie chciałem, żeby wyszło patetycznie. Kiedy nie patrzyła, położyłem"Bajki dla Idy" na parapecie. Potem wszyscy siedzieliśmy przy stole i powiedziałem:"Ida, podaj mi to z parapetu". Kiedy wzięła książkę do ręki, mój brat powiedział:"Córeczko, to chyba dla ciebie?". Wtedy spojrzała na okładkę, zaszkliły jej się oczy, podeszła do mnie i mocno pocałowała. Bardzo się wzruszyłem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj