Magdalena Rigamonti: Nie śmierdzi.

Reklama
Małgorzata Nowak: Nie śmierdzi, bo rano. Dopiero po 9. Zaczyna śmierdzieć po południu, a wieczorem najbardziej. Wiem, wiem, wieś ma prawo śmierdzieć. Znam te smrody. Uczyłam się w Technikum Turystyki Wiejskiej. Byłam na praktykach w różnych gospodarstwach. Pamiętam dobrze, co czułam. Inaczej, lżej jakoś. Wszyscy wiedzą, jak śmierdzi od krów, od świń. To się da wytrzymać. Ale wtedy też wieś inaczej wyglądała.
Chodzi o to, że kiedyś było lepiej, a teraz jest gorzej?
Nie, mnie chodzi o to, że polska wieś się zmienia. Teraz często to bezmiar monokulturowych pól. Kukurydza i kukurydza. Długo zielona, na ponad 2 m wysoka. Taka, żeby nie było nic widać. Tu tylko fermy i monokultura, fermy i monokultura. Ci, co tu mieszkają od dziecka, mówią, że to teraz inny świat. O, zaraz będzie padać. Niech pada, niech pada jak najwięcej. Spłucze trochę. Wtedy mniej czuć. Chociaż przez chwilę będzie można oddychać. Potem znowu parowanie i znowu smród. Czasami tak śmierdzi, że ludzie dzwonią na policję lub do straży miejskiej, bo gdzie mają dzwonić? Ale policja nie chce przyjeżdżać, bo nie ma przepisów, nie ma ustawy, nic nie można zrobić. Tylko ten odór jest.
Teraz nie ma. Tak zwana ustawa odorowa nie została uchwalona, ale wraca, trafiła do uzgodnień międzyresortowych. Na razie według serwisu Ministerstwa Klimatu i Środowiska i sam smród, i jego szkodliwość trudno sklasyfikować.
Właśnie tak twierdzą politycy. Uważają, że odczucie smrodu jest subiektywne. Że dla jednego woń może być nieprzyjemna, dla drugiego obojętna, a trzeciemu może się podobać. I choć odór można zmierzyć, ba, są nawet do tego urządzenia, olfaktometry, to nikt się nie kwapi, żeby wprowadzić smrodowe normy, a to wszystko zamknąć w ustawę. Hałas się mierzy i smród się mierzy. Lotnisk nie buduje się w miastach, bo samoloty hałasują i przeszkadzają ludziom, fabryki Volkswagena nie postawiono na rynku we Wrześni, tylko wydzielono specjalną strefę. Jak się buduje autostradę, to też się wsie całe wysiedla, a nie każe ludziom mieszkać między jednym pasem autostrady a drugim. Do tego stawia się ekrany, wyciszenia. Hałas jest szkodliwy, bo obowiązuje ustawa, a smród nie jest, bo ustawy nie ma i fermy zwierzęce stawiają tuż obok naszych domów.
Pani tu mieszka od kilku lat. Wprowadziła się pani, kiedy fermy norek już stały, czyli już śmierdziało.
Pamiętam jeden z pierwszych dni. Przyjechaliśmy, zwaliliśmy się z tym wszystkim, z całym dobytkiem. I przyszedł wieczór. Coś robiłam w ogródku, mąż w domu, wynosił jakieś rupiecie, bo mieliśmy tu remontować, i słyszę krzyk mężczyzny: zamykać okna, bo waaaali! Myślałam, że miejscowy wariat, a to sąsiad. Oni tu się wszyscy nauczyli, że jak zaczyna trochę śmierdzieć, to znaczy, że zaraz będzie śmierdziało bardziej. Fetor będzie. Minęło 10 albo 15 minut i jak walnęło smrodem! Ale takim, którego nie znaliśmy, którego nigdy nie spotkaliśmy. Duszącym, dławiącym, kwaśnym, słodkawym też, trudnym do określenia, z niczym nieporównywalnym, strasznym, wchodzącym we wszystko, osiadającym... Sąsiad powiedział, że to norki. Dopiero wtedy zdaliśmy sobie sprawę, w co się wpakowaliśmy. Potem przyszedł sierpień i zaczęło śmierdzieć jeszcze bardziej. Inny sąsiad nas uświadomił, że norki rosną, więcej srają, więc będzie coraz gorzej.
Stos

Małgorzata Nowak jest jedną z bohaterek książki „Stos” – fotograficzno-literackiej opowieści Magdaleny i Maksymiliana Rigamontich o kobietach, które wymykają się stereotypom. Książka jest częścią Kolekcji Wrzesińskiej – wieloletniego projektu fotograficznego, w którego rezultacie powstaje artystyczne archiwum fotograficzne Miasta i Gminy Września. Ukazuje się 18 czerwca.