Dziennik Gazeta Prawana logo

Przejmujący ''Hohaj'' z banalnym finałem

28 marca 2009, 08:21
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Przejmujący ''Hohaj'' z banalnym finałem
Inne
''Hohaj'' szwedzkiej pisarki Elisabeth Rynell to rzecz tyleż brutalna, co sentymentalna. To lektura przygnębiająca - czasem aż za bardzo. Autorka najpierw buduje wiarygodne portrety bohaterów, by potem zniszczyć je w przypływie piramidalnej chęci destrukcji - o książce, która właśnie ukazała się w Polsce pisze Max Fuzowski z DZIENNIKA.
"Hohaj"
przeł. Ewa Mrozek-Sadowska
Wyd. Słowo/obraz terytoria 2009
Ocena 4/6

p

Gdyby sądzić książkę po kilkunastu pierwszych stronicach lub opisie na okładce, można byłoby dojść do wniosku, że to aspirujące do miana literatury ambitnej kobiece czytadło, mdławy i raczej sentymentalny wyciskacz łez. „Hohaj” jednak zaskakuje. Pozytywnie. To . W żadnym razie nie mogłaby posłużyć za podstawę scenariusza dla amerykańskiego melodramatu. Można sobie ją za to wyobrazić jako świetny, wysmakowany film w klimacie „Żelar” czeskiego reżysera Ondřeja Trojana. To kameralna proza, której autorka stawia nacisk w równym stopniu na fabułę, jak i na słowo.

Główna bohaterka po śmierci ukochanego ucieka w norweską głuszę. Szuka w niej ukojenia, lecz niespodziewanie trafia na miłosną historię sprzed kilkudziesięciu lat – . Ta dwójka została w różny, lecz równie bolesny sposób doświadczona przez życie. W Inie, młodej dziewczynie, bitej i gwałconej przez ojca, egzystującej w poczuciu beznadziei, zaczyna rodzić się poczucie własnej godności. Aron poszukuje odkupienia za dawne, popełnione w rodzinnym domu grzechy. Sposób, w jaki Rynell pisze o losach tej pary, wydaje się nietuzinkowy, nowatorski. Mówiąc o gwałcie, nie kładzie nacisku na samo doświadczenie, nieludzki wymiar czynu, cielesne czy nawet psychiczne cierpienie, lecz próbuje uchwycić niezmierzoną samotność i wyobcowanie ofiary.

Podobnie jest z innymi wydarzeniami – żadne z nich nie stanowi jedynie czynności, gestu. Niemal wszystko w „Hohaj” ma dużo głębszy wymiar. Służy opisaniu bohaterów, ich relacji i złożoności psychiki. W końcu zaś I tu szwedzka autorka zawodzi. O ile bowiem wszelkie cierpienia sprowadzane do tej pory na głowy postaci były uzasadnione wyższym literackim celem, stawały się pochodną przemyślanej koncepcji, o tyle w finale stają się tanim chwytem, prostym odwróceniem happy endów w słabych romansidłach.

To zwątpienie Rynell w miłość i szczęście po pierwsze nie wydaje się szczere, po drugie zaś pozbawione jest tej wiarygodności, która stanowi atut całej powieści. Rzecz jasna, nie chodzi o przymus szczęśliwych zakończeń, lecz o sposób, w jaki pisarka manipuluje stworzonymi przez siebie postaciami. Początkowo tkwią w matni codzienności, są ofiarami toksycznych rodzin i własnego, niekoniecznie słusznego, wyobrażenia o rzeczywistości. Gdy jednak przychodzi do sfinalizowania całej historii, stają się nieoczekiwanie marionetkami w rękach ślepego losu. Nigdy wprawdzie nie decydowali w pełni o swoim życiu, lecz ten brak wyboru pozostawał uzasadniony. Niestety finał powieści wydaje się zbudowany wbrew logice utworu. I na tym traci niestety cała książka.

Dramat "Hohaj" znajdziesz w sklepie >

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj