Dziennik Gazeta Prawana logo

Zabić Stephena Kinga... Tylko po co?

2 maja 2009, 10:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zabić Stephena Kinga... Tylko po co?
Inne
Książka ''Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?'' Kaplowa reklamowana jest jako ''skrząca się humorem błyskotliwa satyra na świat wydawniczy''. Hmm... Jeżeli błyskotliwymi są ''wyrafinowane'' dowcipy, jak pani o nazwisku Rene Obsrajłeb albo tytuł cyklu filmów mistrza horroru ''W dupie Stephena Kinga'', to rzeczywiście ''dzieło'' Roberta Kaplowa skrzy się nimi niemożebnie.
"Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?'
(oryg. "Who’s killing the great writers of America?")
przeł. Magdalena Słysz
Wyd. Świat Książki 2009

p

Czy tytuł książki to ważna sprawa? Owszem, nawet bardzo. W końcu są powieści, które już samym tytułem wabią wystarczająco mocno – choćby „Sto lat samotności”, „Plugawy ptak nocy” czy z całkiem innej beczki „Kłopoty to męska specjalność”. Robert Kaplow wygrywa tytułem – „Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?” to fraza przyciągająca uwagę. Szkoda jednak, że poza tytułem i dobrym pomysłem, powieść niewiele ma do zaoferowania.

, amerykański scenarzysta i pisarz, obmyślił niezłą intrygę, . Oto uwielbiani przez rzesze czytelników twórcy giną bowiem w niewyjaśnionych okolicznościach, prawdopodobnie z rąk szaleńca. Przy tym najbardziej przebiegłym okazuje się autor „Lśnienia”, który podejmuje się samozwańczego śledztwa, by wyjaśnić krętą sprawę.

Brzmi to wszystko całkiem dobrze, więc dlaczego tak okropnie się czyta? . „Skrząca się humorem błyskotliwa satyra na świat wydawniczy” okazuje się bublem. Pisarz nakazuje nam się śmiać z tak wyrafinowanych dowcipów, jak pani o nazwisku Rene Obsrajłeb albo tytułu kolejnego cyklu filmów mistrza horroru, który miałby brzmieć „W dupie Stephena Kinga”. Do tego . Po kartkach powieści błąkają się jeszcze Gerard Depardieu i Steve Martin, którzy w kompletnie nieprzekonujący sposób stają się ważni dla rozwiązania całości. A humor jest na miarę filmów z tym drugim w roli głównej.

Może i warto docenić całkiem inteligentny pomysł autora, by ostrzem satyry pociachać cały zazdrosny, małostkowy, czasem zwyczajnie idiotyczny światek autorów i wydawców oraz licznych wielbicieli i zagorzałych wrogów literatury; szkoda tylko, że . Matt Selman, producent serialu „Simpsonowie” – jak dowiadujemy się z okładki – rzecz chwali słowami: „Dla wszystkich, którzy nienawidzą książek”. Niestety, muszę się z nim zgodzić – jeśli do tej pory nie lubiliśmy czytać, to po tej powieści nasza nienawiść się pogłębi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj