"Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?'
(oryg. "Who’s killing the great writers of America?")
przeł. Magdalena Słysz
Wyd. Świat Książki 2009
p
Czy tytuł książki to ważna sprawa? Owszem, nawet bardzo. W końcu są powieści, które już samym tytułem wabią wystarczająco mocno – choćby „Sto lat samotności”, „Plugawy ptak nocy” czy z całkiem innej beczki „Kłopoty to męska specjalność”. Robert Kaplow wygrywa tytułem – „Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?” to fraza przyciągająca uwagę. Szkoda jednak, że poza tytułem i dobrym pomysłem, powieść niewiele ma do zaoferowania.
, amerykański scenarzysta i pisarz, obmyślił niezłą intrygę, . Oto uwielbiani przez rzesze czytelników twórcy giną bowiem w niewyjaśnionych okolicznościach, prawdopodobnie z rąk szaleńca. Przy tym najbardziej przebiegłym okazuje się autor „Lśnienia”, który podejmuje się samozwańczego śledztwa, by wyjaśnić krętą sprawę.
Brzmi to wszystko całkiem dobrze, więc dlaczego tak okropnie się czyta? . „Skrząca się humorem błyskotliwa satyra na świat wydawniczy” okazuje się bublem. Pisarz nakazuje nam się śmiać z tak wyrafinowanych dowcipów, jak pani o nazwisku Rene Obsrajłeb albo tytułu kolejnego cyklu filmów mistrza horroru, który miałby brzmieć „W dupie Stephena Kinga”. Do tego . Po kartkach powieści błąkają się jeszcze Gerard Depardieu i Steve Martin, którzy w kompletnie nieprzekonujący sposób stają się ważni dla rozwiązania całości. A humor jest na miarę filmów z tym drugim w roli głównej.
Może i warto docenić całkiem inteligentny pomysł autora, by ostrzem satyry pociachać cały zazdrosny, małostkowy, czasem zwyczajnie idiotyczny światek autorów i wydawców oraz licznych wielbicieli i zagorzałych wrogów literatury; szkoda tylko, że . Matt Selman, producent serialu „Simpsonowie” – jak dowiadujemy się z okładki – rzecz chwali słowami: „Dla wszystkich, którzy nienawidzą książek”. Niestety, muszę się z nim zgodzić – jeśli do tej pory nie lubiliśmy czytać, to po tej powieści nasza nienawiść się pogłębi.