W środę w Hali Stulecia we Wrocławiu odbyła się premiera nowej powieści Olgi Tokarczuk "Świata jest za dużo". W wydarzeniu uczestniczyło ponad 4 tys. czytelników twórczości polskiej noblistki. Spotkanie miało formę rozmowy z prof. Urszulą Glensk z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Tokarczuk podkreśliła, że jej najnowsza książka nie ma "ambicji bycia dokumentem". Nie chciałabym, aby czytelnicy traktowali tę książkę jako dokumentalną opowieść o powojennych latach na tzw. ziemiach odzyskanych, chociaż to jest powieść dobrze udokumentowana – mówiła pisarka.
"Ludzie, którzy to przeżywali, w większości odeszli"
Dodała, że choć pracowała z prawdziwymi opowieściami, to nie chce, aby ich literackie przedstawienia były traktowane jako prawdziwe zdarzenia. Ja próbowałam spotkać ze sobą te zdarzenia i wyciągnąć z nich wspólny mianownik – mówiła Tokarczuk. Pisarka podkreśliła, że literatura syntetyzuje doświadczenie człowieka poruszającego się w skomplikowanym świecie. Literatura scala te wszystkie rzeczy, które na co dzień widzimy osobno – powiedziała Tokarczuk.
Pracując nad nową książką, pisarka zapoznała się z wieloma opowieściami i wieloma dokumentami. Starałam się przy tym opowiadać tak, aby zachować spójność pewnych motywów (…) aby zbudować opowieść o doświadczeniach sprzed 80 lat, do których już właściwie nie mamy bezpośredniego dostępu, ponieważ ludzie, którzy to przeżywali, w większości odeszli – mówiła pisarka.
Tokarczuk: Strasznie żałuję
Tokarczuk powiedziała również, że jej najnowsza powieść powinna powstać wcześniej. Myślałam o tej powieści od początku lat dwutysięcznych, zbierałam dokumenty, rozmawiałam z ludźmi, robiłam całe dossier tej powieści, ale zawsze coś wypadało (…) i dopiero teraz, tak późno udało mi się to skompletować w całości. Strasznie żałuję, że ci ludzie, którzy mogliby jakby zaświadczyć tym opowieściom, już nie żyją. Bardzo mi brakuje też właśnie mojego teścia, mojego ojca, moich dziadków – powiedziała noblistka.
Tokarczuk pytana o postaci – bohaterów jej książki – podkreśliła, że łączy je miejsce – Dolny Śląsk. Moja książka właściwie opowiada o tym pięknym miejscu. Na starej mapie przedstawiono Śląsk jako krainę zmiennych w czasie granic – mówiła. Dodała, że każda z postaci, które pojawiają się w powieści, reprezentuje jakiś "rodzaj drogi przybycia na Dolny Śląsk i radzenia sobie z sytuacją braku zakorzenienia".
Powieść o Dolnym Śląsku i przesiedleniach
Nowa książka Tokarczuk to opowieść o Dolnym Śląsku i przesiedleniach ludności po II wojnie światowej. Pisarka zapowiedziała, że to jej ostatnia duża powieść. "Świata jest za dużo" to powieść konstelacyjna i panoptykalna. Jest w niej wszystko, co w twórczości Olgi Tokarczuk budzi najwyższy podziw. Dolny Śląsk, zwłaszcza Wrocław i Wałbrzych, stają się w niej sceną jednego z największych w historii Europy eksperymentów społecznych. Autorka, opisując jego istotę, podąża jednak dalej, poza Ziemie Zachodnie. W tej barwnej, napisanej z niespotykanym rozmachem powieści wędrujemy wraz z bohaterami po Lwowie, Drohobyczu i Buenos Aires, wzdłuż Dniestru i Odry, przez góry i niziny, kilkadziesiąt i kilkaset lat temu, i dzisiaj" - zapowiada Wydawnictwo Literackie.
Agnieszka Maj, dziennikarka, redaktorka i wydawczyni. W Dziennik.pl od 2023 roku. Wcześniej pracowała w Interii i Polska Press. Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim.
