Dziennik Gazeta Prawana logo

Długosz: Mam biegunowe wrażenia, bo pamiętam Ewę Demarczyk przemiłą, ale też nieprzyjemną [WYWIAD MAZURKA]

21 sierpnia 2020, 08:22
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Leszek Długosz Fot. Bartosz Siedlik
<p>Leszek Długosz Fot. Bartosz Siedlik</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Dobry jest ten stan, kiedy już niczego nie muszę, nie muszę się napinać, nie muszę zdobywać, niczego udowodniać, brać udziału w wyścigach. To co zrobiłem, to zrobiłem, więcej nie muszę.  Z Leszkiem Długoszem rozmawia Robert Mazurek.

Nie było jej tyle lat…

Ale i tak widać stratę. Wielka postać, nie widzę takiej teraz.

Na czym polegał fenomen Demarczyk?

Na potężnej sile wyrazu. Ewa miała niezwykły, magnetyczny, wbijający w fotel głos, genialnie interpretowała teksty, stworzyła niepowtarzalny image. Wszystko to razem zbudowało jej postać sceniczną, zupełnie nie do podrobienia.

Poznaliście się…

O Boże, prawie 60 lat temu, jeszcze przed moimi i jej występami w "Piwnicy pod Baranami”, na jakiejś imprezie studenckiej w klubie "Rotunda”, bodaj w 1961 r. Ewa była już wtedy gwiazdą studenckiego kabaretu "Cyrulik”.

Jaką gwiazdą, przecież miała ledwie 20 lat, dopiero zaczynała?

Ale była świetna i z miejsca stała się tam główną piosenkarką. A wtedy w "Rotundzie” śpiewała zupełnie konwencjonalne piosenki: "Nie jestem głupia”, "Kupcie szczeniaka”, jakiś włoski szlagier. Ale jak ona je śpiewała! Zrobiła na mnie ogromne wrażenie, już wtedy miała wszystko, co pokazała światu: głos, niezwykłą ekspresję, skupienie, osobowość sceniczną, no i tajemniczość.

Ty też dopiero zaczynałeś.

Byłem dobijającym się piosenkarczykiem w teatrzyku "Hefajstos” na UJ, gdzie studiowałem. Niedługo potem dołączyłem do "Piwnicy pod Baranami”, gdzie już śpiewała Ewa.

À propos, jak poznałeś Piotra Skrzyneckiego?

Przez mojego szwagra i przyjaciela Wieśka Dymnego. Moja żona, Basia, wtedy kierowniczka organizacyjna Piwnicy, i pierwsza żona Wiesława, Teresa Hrynkiewicz, były siostrami. Wiesiek był chyba najzdolniejszym człowiekiem, jakiego w życiu spotkałem, studiował na ASP, pisał scenariusze, robił scenografię, grał w filmach. Zacząłem śpiewać w Piwnicy przez niego i skończyłem w 1978 r., po jego śmierci, tak to się złożyło.

W "Piwnicy pod Baranami" poznałeś Demarczyk lepiej.

Mam biegunowe wrażenia, bo pamiętam Ewę przemiłą, przyjacielską, zabawną, prostolinijną, ale też, niestety, nieprzyjemną, gorzką, z którą lepiej było unikać kontaktów.

Występowaliście razem.

Mieliśmy wspólne recitale, w pierwszej części śpiewałem ja, w drugiej ona. Tłumaczyłem też dla niej piosenki z niemieckiego, pisałem teksty, śpiewałem z kolegami w chórku – łączyły nas różne więzy, od znajomości, koleżeństwa, po współpracę zawodową.

Jej kariera potoczyła się błyskawicznie.

CZYTAJ WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU DGP>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj