: Znamy się jak łyse konie, lubimy ze sobą pracować, ale tęsknić...? Rozmawiamy ze sobą co dzień po kilka razy przez telefon, więc nie ma jak! (śmiech) Po 12 latach wracamy po prostu do robienia spektaklu w podstawowym składzie.
Zdecydowanie tak.
Myślę, że Montownia osiągnęła dojrzałość. Zmieniliśmy się od czasów, kiedy byliśmy absolutnie bezkompromisowi, a na rzecz Montowni rezygnowaliśmy z filmów, seriali. Mamy za sobą też czas, kiedy stworzyliśmy własną siedzibę, a życie zmusiło nas, aby zajmować czas zupełnie innymi sprawami, niż byśmy chcieli. Nieraz okazywało się choćby, że - jeśli nie zrobimy czegoś - nie będziemy mieć na czynsz. Bywało też, że zmuszaliśmy się do robienia i grania spektakli. W tej chwili mamy za sobą ponad 20 premier. Mamy markę, ale jesteśmy niezależni. I okazało się, że możemy istnieć bez siedziby - grać w różnych teatrach.
RR: Był moment, kiedy baliśmy się że wróg przyjdzie od środka - że rozwiążemy Montownię nie z braku pieniędzy czy z powodu problemów z siedzibą, ale sami się sobą znudzimy, wypalimy. Tymczasem przewartościowaliśmy wszystko. Zgodnie z zasadą „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Dziś każdy z nas realizuje się zawodowo na różne sposoby. Jednocześnie mamy siebie, czyli bazę.
Poza tyloma latami spędzonymi wspólnie to samo poczucie humoru i dystans do rzeczywistości.
Montownia jest wolnością - wolnością wyboru, strategii, sposobów działania. Paradoksalnie wróciliśmy do sytuacji sprzed 12 lat.
Ogromne. Spektakl „Utwór sentymentalny na czterech aktorów” będzie grany zupełnie bez słów. Bardzo ważne jest więc pozawerbalne, intuicyjne porozumienie. A my - czy chcemy czy nie - już od dawna je mamy. Ten spektakl robimy od początku do końca sami.
Do tego stopnia, że każdy z nas sam wymyślił, kogo chce zagrać i każdy z nas sam stworzył sobie postać... Taka otwartość w pracy, a jednocześnie uzupełnianie się w niej nie byłyby możliwe z dopiero co poznającymi się aktorami.
Cieplak, rozmawiając z nami po raz pierwszy, powiedział, że nigdy nie myślał o Montowni jak o teatrze typowym, gdzie pracuje się od do. Nasze próby nie wyglądają więc i nigdy w pracy z Cieplakiem nie wyglądały jak w typowym teatrze.
Wszystko, dosłownie wszystko robimy razem. Przy „Raju utraconym” razem szukaliśmy rozwiązań scenicznych, razem pompowaliśmy balony, które były elementem scenografii. W „Historii o narodzeniu Jezusa...” razem malowaliśmy figurki. Teraz w pięciu walimy młotkami, budując scenografię. Jest to - pomijając różne przyziemne czynniki, które o tym zadecydowały - nasza i Piotra metoda pracy.
Na początku nie ma nic - nie ma scenariusza, bohaterów. Jest tylko pomysł, który razem rozwijamy.
Bo jest to świat męski. Kobieta występuje tu tylko jako marzenie, sen... Istnieje w ich sercach, myślach, ale nie fizycznie. Jednak relacja damsko-męska jest tylko jednym z wielu aspektów męskiego świata... To są cztery historie, czterech różnych facetów. Codzienność, podróże, banalne czynności, wzloty i upadki. Nie mają imion. I mogliby żyć w każdej szerokości geograficznej. Fabuła obejmuje sześć dni i pięć nocy. A historie dzieją się poza konkretnym miejscem i czasem historycznym.
Na pewno jest to o świecie mężczyzn. O samotności facetów. Ale o samotności... z wyboru. I o kruchości tego męskiego świata.
Może jest to o kondycji męskości w XXI wieku... Ale może równie silnie o kruchości życia w ogóle? Albo ulotności teatru? Piotrek powiedział metaforycznie, że jest to historia świata „czterech panów z wydzieranki” - czyli takiego świata, który przy byle mocniejszym dmuchnięciu wiatru po prostu się rozpada...
Mój bohater to człowiek, który nie wiadomo, gdzie śpi, gdzie mieszka... Jego esencją jest to, że pojawia się i znika, żyje przygodą...
Mój zaś ma dom i bardzo zorganizowany tryb życia. Główny akcent jego aktywności odbywa się w nocy. Jeśli nazwałbym to, co robi, nieustannym polowaniem, nie byłbym daleko od sedna... (śmiech)
A mój bohater mieszka pod rynną, nie interesuje go, czy pada deszcz, czy świeci słońce. Żyje niczym lump...
Mój zaś to człowiek, który boi się świata zewnętrznego. Tylko w obrębie własnego domu czuje się najbezpieczniej. Któregoś dnia jednak w jego życiu wydarza się coś takiego - jak i u każdego z czterech panów - co wywraca wszystko do góry nogami...