„New Super Mario Bros. Wii”
Wii, Nintendo
dystr, Nintendo, 199 PLN, fonia GB, napisy GB, 3+
Satysfakcja 8
Grafika 7
Muzyka 7



Chyba tylko Lara Croft była blisko zrzucenia wesołego, noszącego czerwoną czapeczkę hydraulika Mario z tronu największej ikony gier wideo, ale – z całym szacunkiem dla dokonań pani archeolog – z nim nie może równać się nikt. Mniejsza z tym, że wystąpił w ponad setce gier. Ważne, że wiele z nich, jak choćby przełomowe „Super Mario 64”, było powodem, dla którego ludzie kupowali nowe konsole i zaczynali interesować się interaktywnym wideo. Ten liczący 155 cm chojrak wciągnął w świat konsol także wielu Polaków, dzięki popularnemu u nas na początku lat 90. Pegasusowi (klonowi ośmiobitowego Nintendo Entertainment System). Wydane w 1985 roku „Super Mario Bros.” nie bez powodu trafiło na drugie miejsce listy dwustu najważniejszych gier wszech czasów wybranych pod koniec ubiegłego roku przez największy na świecie magazyn o grach „Game Informer”.

Nowy, przeznaczony na Nintendo Wii tytuł niewiele różni się od pierwowzoru w kwestii założeń, więc dodanie „New” do starej nazwy wydaje się uczciwe. To do bólu infantylna gra platformowa. Skaczemy na żółwie, z poziomu na poziom, uderzamy głową w znaki zapytania, by zmieniły się w monety lub przedmioty. A wszystko po to, by uratować księżniczkę. Zasady pozostają te same od dwudziestu pięciu lat – jeśli spadniemy w przepaść, umieramy. A jeśli dotkniemy wroga... módlmy się, byśmy byli pod zbawiennym wpływem grzybów lub roślin dających supermoce [redakcja stanowczo zaprzecza wszelkim niezdrowym skojarzeniom, jakie mogą co niektórym przyjść przy tych słowach do głowy – dop. stan. zaprz. red.], bo inaczej też umieramy. Jeśli nie umrzemy – pędzimy wciąż w prawo [tu z kolei odcinamy się od możliwych nadinterpretacji o charakterze politycznym – dop. red.].


Sęk w tym, że mimo wylewającej się z telewizora słodyczy gra wcale nie jest przeznaczona dla najmłodszych. Wysoki poziom trudności sprawia, że „New Super Mario Bros. Wii” da frajdę raczej tym, którzy pamiętają pierwowzór i przez lata ćwiczyli zręczność w podobnych grach. A że dwuwymiarowe platformówki, w których pędzimy w prawo lub lewo, to gatunek na wymarciu (w ostatnich latach tylko „LittleBigPlanet” i „Trine” były godne uwagi), tym bardziej warto zagrać. Tutaj trzeba wyliczać skoki co do piksela, nierzadko kilka pod rząd, na ruchomych platformach, ślizgając się, unikając jednocześnie lecących w naszą stronę rakiet. Niektóre poziomy wymagają wielu podejść, ale satysfakcja jest wielka.

Byłoby dużą stratą, gdyby w „New Super Mario Bros. Wii” nie dało się grać z dzieciakami, ale na szczęście znaleziono sposób – jest tryb kooperacji, do czterech osób w zespole. A sposobów na pomoc młodemu w trudniejszych momentach jest masa – można wziąć jego postać na ręce i przeskoczyć wspólnie jakiś fragment czy po prostu przerzucić ją na drugą stronę przepaści. Można odstąpić przedmiot, który pomoże: strój pingwina, by nie ślizgać się na lodzie, lub śmigło pozwalające wyżej podlecieć.


Doświadczeni, pamiętający jeszcze dwuwymiarowe „Mario” weterani mogą zmierzyć się w wyzwaniach. Pamiętajmy jednak, że rozbijanie przez dwóch dorosłych mężczyzn pośladkami skrzynki, uciekanie przed śledzącymi wzrokiem bombami, trzęsienie nerwowo wiilotem, by podnieść zamrożony przed chwilą, plujący ogniem kwiat, i wchodzenie do komina to okoliczności, w których nie wszyscy chcą dać się przyłapać osłupiałej żonie.

Samemu czy z kimś – jeśli lubimy taki gatunek, gra się świetnie. Innowacji tu niewiele, ale wrażenia są tak intensywne, że przez ponad osiemdziesiąt poziomów nie ma sekundy nudy.