Instytut Adama Mickiewicza wydał na organizację imprezy 17 mln złotych – cały budżet rozpisany był na cztery lata przygotowań, organizacji i realizacji. Polska! Year to jedno z największych w historii przedsięwzięć promujących polską kulturę. Złożyło się na nie ponad 200 wystaw, koncertów, imprez, festiwali, które przez cały rok odbywały się w Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej.

Przy skali całego wydarzenia 17 mln złotych wystarczyło na pokrycie ok. 35 proc. wszystkich kosztów – resztę dołożyły instytucje brytyjskie, m.in. galerie, teatry, organizatorzy festiwali. Sam koncert zorganizowany w ubiegłym tygodniu pod hasłem Nigel Kennedy’s Polish Weekend kosztował polską stronę 100 tysięcy funtów, a drugie tyle dołożyli Brytyjczycy, którzy opłacili koszty organizacji, przelotów oraz promocji. "To było akurat bardzo duże przedsięwzięcie" – podkreśla koordynator Polska! Year Aneta Prasal-Wiśniewska. "Ale z reguły staramy się, żeby polski podatnik dopłacał co najwyżej 30 proc. do prezentowania polskiej sztuki najwyższej klasy."

"Polska nie jest już tylko dostawcą niedrogich cieśli, murarzy i pielęgniarek, ale przede wszystkim najwyższej próby kultury" – mówi dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza Paweł Potoroczyn. "Buduje wizerunek kreatywnego zagłębia Europy i dynamicznego społeczeństwa. To się później przekłada na inwestycje zagraniczne i atrakcyjność kraju. Jeśli chodzi o koszt budowy wizerunku, kultura jest najtańszym i najpraktyczniejszym wehikułem."

Polska! Year nie był przy tym zestawem mniej lub bardziej rozbudowanych imprez, ale działaniem planowym, które miało nie tylko przyciągnąć uwagę brytyjskich widzów, ale także pozostawić po sobie zwiększone zainteresowanie polską kulturą na Wyspach. Poprzedziły go m.in. badania prowadzone przez Wally’ego Ollinsa, jednego z najlepszych brytyjskich specjalistów od promocji marek, który na zlecenie IAM oraz Krajowej Izby Gospodarczej stworzył marketingową oprawę Polska! Year. Zaś nad stworzeniem szczegółowego programu imprezy instytut pracował z brytyjskimi kuratorami.

"To nie było czytanie poezji przy lampce wina, ale koprodukcje z zagranicznymi partnerami oraz prowadzenie dyplomacji kulturalnej. Dzięki niej tworzy się geografia więzi i osobistych kontaktów nie tylko na poziomie instytucji, ale przede wszystkim ludzi" – powiedział Paweł Potorczyn.