Tak się składa, że mija właśnie czternaście lat od twojego debiutu. Można powiedzieć, że przez ten czas stałeś się poetą sławnym. Czy czujesz się człowiekiem sukcesu?
Marcin Świetlicki
: Nie, proszę pana. Ani odrobinkę. Człowiek sukcesu to człowiek zniewolony przez sukces. Widziałem ich wielu w telewizji. Wcale im nie zazdroszczę. Ja postulowałbym zamiast człowieka sukcesu – sukces człowieka. A tych sukcesów zdarzyło się mi kilka. Fakt, że przeżyłem. Fakt, że coś w życiu zrobiłem. I tak dalej. Moja odpowiedź brzmi: człowiek sukcesu to ohydny mutant zaprzężony do machiny sukcesu. Ja osiągnąłem taki sukces, że bezkarnie działam poza tą machiną.

Czy żałujesz jakichś swoich tekstów lub czynów z tego okresu?
- Niczego nie żałuję. Wszystko jeszcze raz bym zrobił i napisał. Trochę się wstydzę kilku wierszy, ale byłbym i tak w stanie je obronić przed oszczercami.

Niedawno powiedziałeś w wywiadzie, że żałujesz odmowy przyjęcia paszportu „Polityki”. Czy to, że nie trafiłeś do tego towarzystwa, napawa cię smutkiem?
- To żart był, proszę pana, żart! Proszę się uspokoić. Za kogo mnie pan ma? Towarzystwo rzeczywiście obciachowe. I obciachowa celebra. Najśmieszniejsze jest to, że wybitny prozaik Jerzy Pilch mi tę odmowę paszportu doradzał. Mam na to świadków. Za jakiś niedługi czas sam rzucił się w objęcia pisma „Polityka”. Ilekroć o tym w jakimkolwiek wywiadzie opowiadam – to akurat ten fragment wypada (śmiech).

Symboliczny czterdziesty czwarty rok swojego życia spędziłeś na pisaniu powieści. Wydałeś także płytę z Bogusławem Lindą. Wydaje się, że coraz bardziej gorzkniejesz. Co jest tego powodem?
- Nie ja gorzknieję. Bohater moich wierszy, piosenek i prozy być może gorzknieje. Ja byłem gorzki już jako nastolatek.

„Napuchł, utył, posiwiał” – to często pojawiający się w powieści „Dwanaście” opis głównego bohatera. Pojawia się on tak często, że można wręcz mówić o obsesji. Tak się czujesz?
- Nie mylmy, proszę, bohatera z autorem. Jakąś tam wiedzę o literaturze wszak posiadamy. Nie pracujemy w dziale kultury kolorowego warszawskiego tygodnika, na litość boską! W książce ten motyw czemuś służy – mianowicie obśmianiu bezmyślnego okrucieństwa, ludzkiej bezmózgiej niedelikatności. To są słowa społeczeństwa, które nie ma niczego oprócz tych powierzchownych obserwacji bohaterowi do oznajmienia.

Twoja powieść jest w zamierzeniu kryminałem. Ale do tego stopnia jest nasycona treściami rozrachunkowymi, że zaczynają one dominować nad wątkiem kryminalnym. Przyjrzyjmy się po kolei twoim szyderczym wycieczkom. Czym zawinił ci „Tygodnik Powszechny”, że się tak pastwisz?
- Uważa pan, że się pastwię? Mianowicie, w którym momencie? Nie uważam, żebym się pastwił bardziej nad „Tygodnikiem” niż nad jakąkolwiek instytucją. Pracowałem tam wiele lat i wspominam dawny „Tygodnik” bardzo dobrze. Zrezygnowałem z tej pracy przy pierwszej próbie mobbingu. Oni to oczywiście tłumaczą inaczej – ale chodziło według mnie o to, że jeden z redaktorów chciał swoją narzeczoną obsadzić moje stanowisko. No to nie przyszedłem następnego dnia do pracy. I już nigdy nie przyszedłem. I tyle. Jedna, dwie złośliwości się w powieści „Dwanaście” pojawiają na temat „Tygodnika”, ale żebym się specjalnie jakoś mścił – nie uważam – proszę nie demonizować!

A Igor Mitoraj? Adam Zagajewski? Kazik Staszewski? Mandaryna?
- Niechże pan nie udaje, że nie wie, dlaczego. Z natury jestem złośliwy. I jak stykam się z czymś nieciekawym, sztucznie nadętym i nieinteligentnym – to reaguję. I tyle.

A podtatusiali uczestnicy undergroundu muzycznego lat 80. czym zawinili, że ich mordujesz?
- Powieść jest thrillerem, pan raczy o tym nie pamiętać. Nie wolno zdradzać wydarzeń stanowiących treść książki. Nie wolno łamać reguł. Zamiast rozmawiać o sprawach tak marginalnych, jak wymienione przez pana postaci – wolałbym porozmawiać o mojej miłości do powieści kryminalnej. To jest dla mnie o wiele bardziej istotne.

Dwa twoje ostatnie dzieła to płyta z Bogusławem Lindą i powieść. Skończyłeś już z pisaniem wierszy i oddałeś się kulturze popularnej, zamiast jak każdy szanujący się poeta w średnim wieku przygotowywać się do wydania dzieł zebranych?
- Płyta nagrana z panem Bogusławem Lindą i debiutancka powieść „Dwanaście” to sygnały, że jestem kompletnie nieszanującym się poetą. Że robię różne rzeczy w życiu. I jestem z tego dumny. Jesienią – wbrew krakaniu, że piszę powieść, bo nie umiem już pisać wierszy – ukaże się ich całkiem nowy zbiór. Przyjdzie i czas na dzieła zebrane, ale mam jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia.

Czy zauważasz jakieś zmiany w wymowie swoich tekstów nowych i starych?
- Nie. Nie zauważam. Natomiast napotkałem wielu matołów, którzy zauważają.

W twoich tekstach od zawsze była wyraźna nuta pewnej mizantropii? To na użytek wizerunku publicznego czy rzeczywiście jesteś mizantropem?
- Czy ja już wspominałem o różnicach pomiędzy autorem a bohaterem?

Czyli mam rozumieć, że ten wielbiony przez nieletnich wyraziciel ich uczuć i stanów ducha poeta Marcin Świetlicki, to tylko kreacja literacka. A ten, który go stworzył, to zupełnie inaczej myślący człowiek?
- Odwieczny motyw uwielbienia mnie przez nieletnich oto znowu się pojawia! To ewidentna próba zlekceważenia tego, co przez wiele lat napisałem. Kto to wymyślił? Niechże mi pan tych nieletnich, a zwłaszcza te nieletnie pokaże. Ja nie mam znajomości w tych kręgach... Strasznie pan monotonny jesteś... Powtarzam: bohater to nie autor.

No to wróćmy do treści powieści. Odniosłem otóż wrażenie, że Autor zamiast w pocie czoła straszyć czytelnika intrygą sensacyjną, podporządkowując jej wszystko inne, woli zabawę z rzeczywistością. Może należało napisać dwie powieści? Jedną dowalającą światu i drugą zupełnie fikcyjną, wywołującą tylko ciarki na grzbiecie czytelnika jak na porządny thriller przystało?
- Prawdziwy thriller to ten, w którym to realny świat jest przerażający, a nie jacyś tam przybysze z kosmosu czy wilkołaki. W mojej książce najstraszliwsza jest głupota ludzka, zło ma źródło w rzeczywistości, a nie gdzie indziej. Proszę zauważyć – najohydniejsze postaci powieści „Dwanaście” to pracownicy mediów. Azaliż nie jest tak naprawdę? A powieści napiszę jeszcze wiele i nie pan będzie mi dyktował, co mają one zawierać.

A może też pisarz pisał thriller, a jego podświadomość pisała coś innego?
- Ależ proszę bardzo – niechże pan sobie określa tę książkę, jak pan sobie życzy. Wielokrotnie stykałem się, robiąc to, co robię z takimi sądami. Pisałem wiersze – mówiono, że to nie są wiersze, tylko proza. Pisałem piosenki, mówiono, że nie są to piosenki, tylko wiersze. Czegokolwiek się tknąłem – natychmiast pojawiały się jakieś dziwne postaci szepczące, że to nie jest to, czego oczekują. Troszeczkę mam tego dosyć. Nie jestem po to, żeby wypełniać ludzkie, dosyć banalne, oczekiwania.

Doskonale przecież wiesz, że dzieło po ukazaniu się jest własnością odbiorcy. A on interpretuje je sobie jak chce. Dlaczego po 15 latach to cię irytuje?
- No, wiadomo. Odbiorca kupił sobie książkę za 29,90 zł i ma prawo zrobić z nią, co zechce. Wiadomo. To jego książka, nie moja. Ale poirytować się czasami jest zdrowo. Gdybym wszelkie irytacje dusił w sobie, już dawno jakieś wrzody bym miał. No, proszę mnie jeszcze poirytować.

No dobra, przyznam się. Ta książka mi się podoba. Ale chyba trochę inaczej niż chciałbyś, aby mi się podobała. Porozmawiajmy więc o nieporozumieniach wokół twojej twórczości. Co masz za złe „matołom”, jakie odczytania cię najbardziej irytują?
- Najgorsze jest czytanie moich tekstów jako tekstów nihilistycznych, wulgarnych, brutalnych. Ktoś kiedyś wymyślił, że jestem buntownikiem itd. I to przekleństwo się za mną wlecze. A przecież rzeczy wulgarnych i brutalnych przez całe moje twórcze życie napisałem kilka. A poza tym kilkaset subtelnych i hi, hi, hi głębokich. Być może tych kilka ostrzejszych trafiło w coś bardzo celnie, lecz nie ma się co wstydzić celności. Ale wulgarności i brutalności, jaką obserwuje się codziennie na przykład na ulicy i na scenie politycznej – nigdy nie dorównam.

O dawna, w swoich tekstach wskazywałeś, że czarny kryminał jest ci bliski. Powieść „Dwanaście”, jak ustaliliśmy, jest thrillerem, chociaż ja uważam, że więcej niż thrillerem, ale nie będę się sprzeciwiał. Czy korci cię aby pobawić się, w podobny sposób, jeszcze jakimś innym gatunkiem powieściowym?
- Och, proszę pana, korci. Najpierw napiszę kontynuację tej książki – „Trzynaście”, już jestem niemal w połowie, a potem napiszę wielką epopeję narodową. Co pan na to?

-------------------------------
Marcin Świetlicki (ur. 1961) – poeta, dziennikarz, pisarz, wokalista zespołu Świetliki. Pierwszy tomik poezji „Zimne kraje” wydał w 1992 roku. Laureat licznych nagród literackich, m.in. nagrody Kościelskich, Paszportu „Polityki” (Świetlicki odmówił przyjęcia tego wyróżnienia), kilkakrotnie nominowany do nagrody Nike. Prowadził program kulturalny „Pegaz” w TVP, wystąpił też w filmie „Anioł w Krakowie”. Ostatnio zadebiutował jako pisarz powieścią „Dwanaście”