Cezary Polak: Diagnoza ukraińskiego społeczeństwa, którą zawarła pani w powieści „Badania terenowe nad ukraińskim seksem”, wywołała skandal. Oskarżono panią o pornografię i kolportowanie negatywnego obrazu Ukrainy.
Oksana Zabużko*: – E! Stawiano mi wiele zarzutów, wszystkiego nie da się wymienić… Czytelnicy bardzo się podzielili. Z jednej strony zachwyt i owacje, z drugiej – gwizd, huk i szczucie – za pamięci żyjących pokoleń żaden utwór u nas nie wywołał takich kontrowersji. Mówię o tym bez dumy, bo przez długie lata prowadzona była przeciwko mnie „wojna na wyniszczenie”, z kłamstwami, pomówieniami, a dla pisarza wcale nie jest to najciekawsze doświadczenie. A jednak, dziś „Badania…” to ogólnie uznana „klasyka współczesna”, która zapoczątkowała falę „nowej literatury kobiecej” (krytycy dość złośliwie ochrzcili to pokolenie młodych autorek „córkami Zabużko”).
Latem 2006 roku w badaniach socjologicznych z okazji 15-lecia niepodległości Ukrainy czytelnicy uznali moją powieść za „książkę, która wywarła największy wpływ na społeczeństwo ukraińskie tego okresu. Przy czym, odbiór rzeczywiście się zmienił: jeżeli pod koniec lat 90. powieść ta była przede wszystkim „Biblią ukraińskiego feminizmu”, to dzisiaj, po Majdanie, jest to już, mówiąc słowami pewnego krytyka (chociaż nie ukraińskiego, lecz szwedzkiego), „książka o porachunkach z historycznymi traumami i o poszukiwaniu ukraińskiej wolności”. Nawet niektórzy nasi politycy cytowali tę książkę w przemówieniach przedwyborczych, a to już skrajny poziom profanacji dzieła literackiego… Po za tym, uspokaja mnie, że nadal tej książki nienawidzą, a to pewny znak, że ona żyje.

Czy na Ukrainie wymaga się, żeby pisarz był męczennikiem i sumieniem narodu?
Autor-męczennik już od dawna nie jest na topie. Dzisiaj króluje pisarz-burżuj, którego często pokazują w telewizji i znacznie częściej, niż o książki, pytają o to, czy zdoła wyżyć z honorariów. Pisarz został częścią przemysłu medialnego, co, oczywiście, jest fenomenem nie tylko ukraińskim. Większość telefonów, które odbieram, to prośby dziennikarzy o komentarz jakiegokolwiek nowego wydarzenia, a kiedy, bywa, spytam, co ja mam do przegranej naszej reprezentacji piłkarskiej czy do projektu legalizacji małżeństw jednopłciowych, to słyszę: „Przecież pani jest znaną osobą!”. To niby taki odrębny zawód w epoce informacji – „znana osoba”, a dlaczego znana, to już sprawa drugorzędna: czy to pięściarz Kliczko, piosenkarka Rusłana, czy pisarka Zabużko. Właśnie w takim gronie zapraszano nas na liczne konferencje prasowe, na posiedzenia rządu i nawet swego czasu prezydent Juszczenko proponował start z partyjnej listy w wyborach parlamentarnych, czego szczęśliwie odmówiłam. Do literatury to wszystko ma się nijak.

Napisała pani, że kulturą ukraińską rządzi kult zmarłych, a rytuałem narodowym jest uroczysty pochówek prochów dawnych bohaterów. To dziejowa konieczność czy bezsensowny drenaż pamięci?
To choroba kultury, która od czasów radzieckich nie zdołała przywrócić sobie żywej pamięci historycznej w pełnym wymiarze. Ukraińcy nie znają swojej spuścizny kulturalnej. Wystarczy powiedzieć, że w ciągu piętnastu lat niepodległości nie wydano żadnego, podkreślam, żadnego akademickiego wydania wielotomowego ukraińskiej klasyki! Już wyrosło pokolenie, które zna ją tylko ze szkolnych lektur. Nie tak dawno czeska tłumaczka mojej książki „Siostro, siostro” (polskie tłumaczenie książki przygotowuje wydawnictwo WAB) napotkawszy w moim tekście ukryte cytaty z dramatu Lesi Ukrainki „Kassandra”, będąc w Kijowie poprosiła w księgarni „Kassandrę”. To tak jakbyście weszli do empiku w Warszawie i spytali o „Lillę Wenedę” Słowackiego lub coś w tym rodzaju… Tymczasem kijowski sprzedawca odpowiedział jej, że coś pomyliła, bo on już od dziesięciu lat handluje książkami, a nigdy nie słyszał o takim utworze.

Stwierdziła pani, że powstanie ZSRR było pierwszą próba globalizacji. Dlaczego?
Ależ to takie proste, że aż dziw, że nikomu dotychczas na myśl nie przyszło napisać o tym grubej pracy historycznej! Proszę sobie przypomnieć, że na godle ZSRR był wizerunek kuli ziemskiej. Według teorii Lenina po zwycięstwie światowej rewolucji światowej Związkiem Radzieckim w perspektywie miała zostać cała planeta. Po tym eksperymencie pozostał straszliwy pomnik – „komunistyczny” landszaft urbanistyczny, który pokrywa piątą część lądu od Szprewy do Oceanu Spokojnego. Gdyby to zależało ode mnie, woziłabym wszystkich studentów architektury do Berlina, a stamtąd zabierałabym na półtoragodzinną przejażdżkę S-bahnem od Poczdamu do Oranienburga, żeby wpatrując się krajobraz za oknem zobaczyli jak Zachód przemienia się we Wschód. Nigdzie wyraźniej niż tam, nie da się zobaczyć, czym jest jest filozofia niszczenia w działaniu. Myślę, że najważniejszą lekcją z tej „próby globalizacji”, ceną, którą było życie milionów ludzi i dziesiątków kultur, jest to, że mamy świadomość, że globalizacja przeprowadzana w ideologicznym opakowaniu nieuchronnie prowadzi do unifikacji i burzenia odmienności. Krajobraz z centrum handlowym, stacją benzynową, McDonalds’em, który dzisiaj rozpełza się po świecie, w istocie nie jest bardziej ludzki od tego z fabrycznymi kominami i szarymi blokowiskami, on jest tylko bardziej komfortowy. Nawet językowa unifikacja prowadzona przez Brukselę wygląda mi na odbitek radzieckiej „cenzury językowej” – bardzo złagodzonej, ale jednak rozpoznawalnej, jak déja vu – która miała na celu upodobnienie wszystkich „nierosyjskich” języków ZSRR do ogólnego standardu… Pomimo wszystkich koszmarów XX wieku, ludzkość, niestety, nie zmądrzała. Gdyby pojedyncze osoby zachowywały na co dzień się tak, jak państwa na arenie politycznej, takim draniom nikt by ręki nie podał. A w polityce międzynarodowej „korporacyjny” egoizm pozostaje taką samą normą, jak w wieku XIX. W takich warunkach jesteśmy skazani powtarzać „radziecki model globalizacji” w innych formach, pod innymi hasłami, ale, obawiam się, z podobnie smutnymi skutkami zarówno dla przyrody, jak i dla kultury.

Dla wielu obywateli ZSRR polska kultura była oknem na świat. Jak dziś jest postrzegana na Ukrainie?

Oknem na świat już nie jest i, ma się rozumieć, znana jest o wiele gorzej, niż 15 – 20 lat temu, kiedy to Herbert i Szymborska, Wajda i Kieślowski należeli do obowiązkowego „zapasu kulturowego” inteligenta ukraińskiego. Moje pokolenie jeszcze wyrastało pod bardzo mocnym czarem polskiego mitu kulturalnego, natomiast dzisiejszy stosunek Ukraińców do Polski jest bardziej polityczny niż kulturowy, i to już zupełnie inny mit: rzekomo Polakom udało „się wyrwać”, bo oni mieli Wałęsę i Balcerowicza, a my, Ukraińcy, wyszliśmy z Egiptu i nadal podążamy przez pustynię...

Pani książka cieszyła się w Polsce sporą popularnością, doczekała się nawet inscenizacji teatralnej. Myśli pani, że Polacy zobaczyli w „Badaniach...” prawdę o sobie?

W polskiej recepcji zobaczyłam coś bardzo ważnego. W Polakach, nawet w większym stopniu niż w Ukraińcach, ocalało poczucie tragizmu. We współczesnej cywilizacji, która robi wszystko, żeby takie poczucie zagłuszyć i jest skierowana na produkcję psychologicznych nastolatków, jest to absolutnie bezcenny kapitał duchowy i daj wam, Boże, go zachować. Będę niecierpliwie czekać na reakcję polskiego czytelnika na moją powieść „Siostro, siostro”.

* Oksana Zabużko (rocznik 1960) jest najgłośniejszą ukraińską pisarką, poetką i eseistką. Międzynarodowy rozgłos przyniosła jej powieść „Badania terenowe nad ukraińskim seksem” (1996).