Dziennik.pl: Sandra powraca z nową płytą - dla wielu to zaskakująca wiadomość. Jak Ty sama podchodzisz do "The Art of Love"?
Sandra: Jestem podekscytowana, bo to bardzo osobisty album. Po raz pierwszy zajęłam się wszystkim - sama napisałam słowa, znalazłam kompozytorów i producenta. Zwykle miał to na głowie mój mąż - Michael Cretu - ale tym razem był bardzo zaangażowany w projekt Enigma 6. A ja nie mogłam już dłużej czekać - każdy dzień zaczynałam bowiem od kasowania kilkuset maili od fanów, którzy urządzili specjalną akcję. Każdy z nich wysyłał wiadomość, która w temacie miała pytanie "kiedy się wreszcie ukaże twoja nowa płyta?" (śmiech)

W nagraniu "Dear God… If You Exist" można usłyszeć twoich dwóch synów - Nikitę i Sebastiana. Ciężko było ich namówić, by zaśpiewali z mamą?
Nie, oni to kochają. Gdy tylko widzą, że ja lub ich ojciec pracujemy w studiu, od razu przychodzą do nas. Spędzają tam bardzo dużo czasu. Pewnie w którymś momencie życia też zajmą się muzyką, bo widać, że to ich pasjonuje.

Sporą niespodzianką było to, że kompozytorem "Put Your Hands Around Me" jest sama Sinead O’Connor…
Sinead napisała ten utwór specjalnie dla mnie. Jestem z tego bardzo dumna, bo ona od zawsze była moją ulubioną wokalistką. Mój producent, który zna producenta Sinead O'Connor, zadzwonił i poprosił go, by Irlandka zapoznała się z moją muzyką i - jeśli to tylko możliwe - napisała coś dla mnie. Sinead posłuchała moich piosenek - zarówno tych solowych, jak i stworzonych z Enigmą, i stwierdziła, że bardzo jej się podoba mój głos. Powiedziała też, że ma nagranie, które idealnie będzie do mnie pasować... I w ten sposób "Put Your Hands Around Me" trafiło na moją płytę.

Często pojawiają się informacje, że któraś z gwiazd lat osiemdziesiątych wraca na scenę muzyczną. Nena, Kim Wilde, teraz ty… Możemy powiedzieć, że wraca moda na muzykę z tej dekady?
Być może, ale dla mnie ten album jest właśnie ucieczką od lat osiemdziesiątych. Fajnie było grać "Maria Magdalena", ale to było dwadzieścia lat temu. Jak wchodzę do studia, zamykam się na cały świat muzyczny. Nie słucham tego, co jest teraz na topie, nie słucham żadnych płyt - ani nowych, ani starych, bo to zbyt mocno mogłoby wpłynąć na to, co tworzę. Tym razem chciałam nagrać nowoczesny album pop i to się mi chyba udało.

Gdy pierwszy raz usłyszałaś "Maria Magdalena", wiedziałaś, że to będzie aż tak wielki przebój?
Nie, skąd! Podobała mi się melodia, ale nie spodziewałam się tego, że w tak szybkim czasie dotrze do tysięcy fanów na całym świecie. To, że coś się wokół mnie dzieje poczułam dopiero wtedy, gdy zadzwonił menadżer i powiedział, że mamy numer jeden w Grecji. A potem zadzwonił jeszcze raz i powiedział, że wygraliśmy też w Austrii, Włoszech i Francji. A potem zadzwonił i powiedział, że jeszcze w Niemczech, Brazylii, Japonii… (śmiech)

Właśnie, Japonia. Jesteś tam wielką gwiazdą, podobno bardzo często jeździsz do Japonii?
Tak, byłam tam już dwanaście razy. Uwielbiam ten kraj. Jest tak kompletnie inny. Tam można zupełnie zapomnieć o naszej kulturze… Ale to nie jest moje ulubione miejsce na ziemi. Najbardziej kocham Ibizę. To piękna wyspa, na której mam swój dom. To tu spędzam większość wolnego czasu.