W jakim najgorszym zawodzie musiałaś pracować jako początkująca aktorka?

Jennifer Aniston: Imałam się różnych zajęć, ale zawsze lubiłam to, co robiłam. Przez miesiące rozwoziłam na rowerze przesyłki po Nowym Jorku. Na ulicy nie było łatwo, zwłaszcza z samochodami, więc dla własnego zdrowia musiałam z tego zrezygnować. Ale bardzo miło wspominam chłopaków, którzy jeździli ze mną. Słabo radziłam sobie jako telemarketerka, bo czując, że przeszkadzam, natychmiast przepraszałam i sama się rozłączałam. Beznadzieja. Często pracowałam jako recepcjonistka. Nie byłam chyba tylko pokojówką, choć w tym fachu poradziłabym sobie znakomicie, bo w dzieciństwie zarabiałam na kieszonkowe, sprzątając cały dom dwa razy w tygodniu. Najgorzej działo się po przeprowadzce do Los Angeles, gdzie też byłam posłańcem. Nikogo nie znałam i czułam się samotna w wielkim mieście.

Teraz wysłuchujesz do końca dzwoniących do ciebie telemarketerów?

Nie, bo te firmy skomputeryzowały się i już nie dzwoni do ciebie żywa osoba, tylko automat z nagraniem głosowym. A maszynie nie będzie przykro, jak rozłączysz się w pół słowa. Ona dalej będzie nawijała.

Jak bardzo twój medialny wizerunek różni się od prawdziwej Jennifer Aniston?

Całkowicie. W gazetach krążą wyssane z palca historie na mój temat, ale tak chyba musi być. Jest ich mnóstwo i nigdy się nie kończą, a niektórzy ludzie wierzą we wszystko. Za zamkniętymi drzwiami domu prowadzę inne życie. I to, co się w nim dzieje, powinno być święte.

Jest w tych historiach choć ziarnko prawdy?

Że przeszłam operację nosa? Tak, choć zrobiłam to tylko z powodów zdrowotnych, a nie z chęci udoskonalenia wyglądu. Miałam nieprawidłową przegrodę nosową. Po zabiegu po raz pierwszy od lat spałam jak dziecko. Ale piersi sobie nie powiększałam. Chociaż zabrzmi to bardzo nudno, są nadal moje. Prawdą jest też to, że wydłubuję środki z bułek, zanim je zjem, i że lunatykuję. Raz przez przypadek, będąc poza budynkiem, uruchomiłam w domu alarm. To była afera!

Czy zastanawiałaś się nad tym, że gdyby choć jedna rzecz ułożyła się w twoim życiu inaczej, żyłabyś i pracowała teraz gdzieś w małym miasteczku, daleko od Hollywood?

Pewnie. Nigdy nie spodziewałam się, że odniosę sukces jako aktorka. Jeżeli stałabym za barem do końca życia, nie miałabym z tym żadnego problemu.

Pełny wywiad z Jennifer Aniston znajdziecie w najnowszej "Kulturze TV", dodatku do DZIENNIKA.