Na wystawie zatytułowanej "The Air is on Fire" pokazywana jest po raz pierwszy tak ogromna kolekcja amerykańskiego reżysera. Wystawił on około 130 swoich dzieł. Mało tego, Lynch sam opracował scenografię wystawy, a także oprawę muzyczną.

Tak jak w filmach, również na obrazach i zdjęciach Lynch pokazuje mroczne sceny przemocy, ale nie stroni też od humoru. Ludzkie ciało przedstawia jako zdeformowane i nierealne. Zrozumienie znaczenia jego dzieł nie jest proste, a i on sam niczego nie ułatwia. Jak zwykle pozostawia odbiorcy rozszyfrowanie tajemnicy. Bo tajemniczość to także znak rozpoznawczy Lyncha, co doskonale wiemy choćby z jego filmów.

Na wystawie nie brakuje miniaturowych szkiców i rysunków, które reżyser "gryzmolił" na papierowych serwetkach, lub nawet na pudełkach od zapałek. Jak sam powiedział, są dla niego ważne, bo może kiedyś staną się ważnymi dziełami sztuki.