"To się stało tak szybko… jeszcze kilka tygodni temu był z nami na planie" - mówi o śmierci Sabiniewicza wstrząśnięta Teresa Lipowska, serialowa Barbara Mostowiak z "M jak miłość". - "Mariusz zaczął chorować w tym samym czasie, kiedy mój mąż, obu odwiedzałam w szpitalu. Potem, kiedy mój mąż odszedł, to miałam nadzieję, że Mariuszowi uda się pokonać raka, przecież był młody… Cieszyliśmy się, kiedy wrócił do pracy. Był po autoprzeszczepie, czuł się znakomicie, rozpierała go energia. Coś złego zaczęło się dziać trzy tygodnie temu. Wczoraj jeszcze Dominika (Ostałowska, serialowa żona Sabiniewicza - przyp. red.) mówiła, że rozmawiała z żoną Mariusza. Było z nim źle, ale nikt nie myślał, że tak źle. To ogromna strata, był wspaniałym człowiekiem, miał tyle planów…"

Aktor zmarł w poznańskim szpitalu. "Ostatnie dni był na intensywnej terapii, nie pracowały mu nerki i był dializowany, od kilku dni był w stanie krytycznym" - mówi Michał Grudziński, kolega Sabiniewicza z Teatru Narodowego w Poznaniu.

"Do końca trzeba walczyć. Przynajmniej się starać. Jest takie określenie: odejść godnie. Nie bardzo wiedziałem, o co chodzi. Wydaje mi się, że zaczynam rozumieć to pojęcie. Rozkleić się, rozmazać jest najłatwiej" - mówił jesienią zeszłego roku o zmaganiu ze swoją chorobą w wywiadzie dla "Gali".

Walczył do końca, ale przegrał. "Wierzyliśmy, że mu się uda" - mówi Ilona Łepkowska, główna scenarzystka "M jak miłość". - "Przeżyliśmy dwa nawroty jego choroby, ale mieliśmy, tak jak on, nadzieję, że śmierć można odegnać".

Mimo zmagań z cierpieniem wciąż miał apetyt na życie: "Teraz każda chwila jest szczęściem" - mówił Sabiniewicz. Te słowa padły, gdy miał za sobą - jak się wtedy wydawało - wygraną walkę z rakiem.

Choroba wróciła po czterech latach milczenia, tuż przed samymi świętami Bożego Narodzenia 2005 roku. Sabiniewicz zniknął z "M jak miłość", kilka miesięcy przeleżał w szpitalu - przeszedł chemię, stracił włosy. Ale aktor znów stanął na nogi i po prawie roku wrócił na plan "M jak miłość".

Jednak nowotwór nie dał za wygraną. Mariusz Sabiniewicz zmarł w poznańskim szpitalu. Miał 44 lata - zostawił żonę Ilonę i dwoje dzieci: 18-letnią córkę Darię i 16-letniego syna Tomka.

Chociaż na ekranie zadebiutował w 1988 roku, w serialu "Pogranicze w ogniu", zasłynął rolą Norberta Wojciechowskiego w "M jak miłość". Wcześniej występował także w "Bożej Podszewce". Pojawił się również w serialu "Kryminalni", gdzie zagrał policyjnego negocjatora.

Przez całe życie był mocno związany z Poznaniem. Tam się urodził, tam też wrócił po studiach aktorskich w Łodzi. Został aktorem poznańskiego Teatru Nowego. Tam można było go ostatnio zobaczyć w "Kolacji na cztery ręce" i "Namiętności" Petera Nicolsa.