"Dlaczego sztuki jest coraz więcej? Dlatego, że jest coraz więcej pieniędzy" - wyjaśnił mi niedawno znajomy galerzysta po powrocie z targów artystycznych w Bazylei. Zapewne ma rację, bo przybywa nie tylko sztuki, ale również ludzi, którzy chcieliby ją pokazywać i sprzedawać. W Warszawie, która jeszcze na przełomie tysiącleci była w tej dziedzinie pustynią, zakłada się ostatnio galerie. W czerwcu przybyła kolejna - Leto, która debiutuje zbiorówką "Bliskość".

Fundacja Galerii Foksal, Raster, Le Guern, Warszawski Aktyw Artystów, Program, lokal_30, Czarna Galeria, Hoża Galeria, Galeria m kwadrat - do tych wszystkich miejsc parę lat temu nie można było pójść, bo jeszcze nie istniały. Wtedy wystarczyło iść do CSW, Zachęty i Galerii Foksal, aby ogarnąć całą scenę sztuki współczesnej w stolicy 40-milionowego kraju. Dzisiaj nareszcie trzeba się więcej nachodzić. Leto to kolejny przystanek na trasie.

Galerii nie należy mylić ze sklepami z obrazami i artystycznymi gadżetami, które na wyrost używają tej nazwy. Miejsca, które ostatnio powstają, to galerie w bardziej współczesnym znaczeniu tego słowa. Nie ograniczają się do przyjmowania w komis malowideł, lecz pracują z artystami, jeżdżą na międzynarodowe targi sztuki, starają się zbijać kapitał dosłowny oraz symboliczny, budując znaczenia i konteksty sztuki. Ośmielający był przykład Rastra, którego sukces dowiódł, że w Polsce można tak działać i jednocześnie nie pójść z torbami. Pomogła także moda na polską sztukę na Zachodzie. Już sam przypadek oszałamiającej kariery Sasnala niejednemu mógł podsunąć myśl, że sensownie byłoby założyć komercyjną galerię specjalizującą się w promowaniu młodej sztuki. W końcu niewiele jest towarów, których cena w ciągu kilku lat potrafi podskoczyć kilkaset razy!

Wysyp niezależnych galerii można też skomentować prościej: nareszcie robi się normalnie. Na pytanie, czy na zagęszczającej się warszawskiej mapie galeryjnej jest jeszcze miejsce dla nowej organizacji takiej jak Leto, można odpowiedzieć: idź na Augustrasse. Na tej berlińskiej ulicy wciąż znajduje się więcej galerii niż w całej stolicy Polski.

Być może polską Augustrasse będzie kiedyś Hoża. Leto jest już czwartą działającą tam galerią (po Galerii Grafiki i Plakatu, Rastrze i Hożej). Nowe miejsce jest świetnie ulokowane, w starej, na wpół wysiedlonej kamienicy, dawnej bazie kominiarzy. Kominiarze podobno przynoszą szczęście, choć właścicielka Marta Kołakowska liczy zapewne bardziej na doświadczenie zdobyte podczas wieloletniej pracy w domu aukcyjnym.

Leto nie liczy na fart i ślepy traf, lecz trzeźwą kalkulację. Taką strategię podpowiada ostrożny charakter debiutu. "Bliskość" to pojęcie na tyle wieloznaczne i niezobowiązujące, by ukryć za nim niemalże cokolwiek. Wystawa w Leto to przede wszystkim pokaz dobrze wyglądającej sztuki, który można by zatytułować na tuzin innych sposób. Z wyjątkiem duetu Twożywo wśród uczestników nie ma wielkich gwiazd, ale nie brakuje nazwisk znanych i dobrze zakorzenionych na artystycznej scenie, by wymienić Martę Deksur czy Maćka Stępińskiego. Zgodnie z zasadą ostrożności, artyści pozbierani są z różnych bajek, tak by dla każdego znalazło się coś miłego. Nawiązujące do ikon malarstwo Ignacego Czwartosa trafi do tradycjonalistów i poszukiwaczy transcendentnych wartości, Jacek Dłużewski do amatorów malarstwa bardziej popowego i kolorowego, Marcin Łukasiewicz do partyzantów nabrzmiałej metaforą figuracji, Deskur i Stępiński do zwolenników nowoczesnej, konceptualizującej fotografii. A Twożywo - do fanów Twożywa.

Mocnym momentem pokazu jest ostatnio rzadko oglądany Iwo Rutkiewicz, który - jako jedyny - odchodzi od malarstwa i fotografii. Pokazuje zmanipulowane cyfrowo wideo oraz pracę wykonaną w tzw. technice własnej - wizerunek obwieszonego aparatami fotoreportera, haftowany złotą nicią na plastikowej zasłonce prysznicowej w psychodeliczny wzorek.

Czarnym koniem "Bliskości" może się jednak okazać młody, "nowy" malarz Radosław Szlaga. Warto zwrócić na niego uwagę - prowokacyjny, raz z premedytacją naiwny, to znów zadziorny, jest mocnym kandydatem do artystycznego rozgłosu. Wystarczy spojrzeć na jego heavymetalowo-cukierkowe "Czaszki malarzy". To najbardziej emocjonująca propozycja w galerii, która debiutuje dość zachowawczo, lokując swoją "Bliskość" bardzo blisko meanstreamowych trendów na szybko rozgrzewającym się polskim rynku sztuki.



Bliskość
Galeria Leto, Warszawa, do 17 sierpnia