PAP: - Koncert odbywa się pod hasłem "Muzyka dla dobrego świata". Jak brzmi taka muzyka, czy pan przygotował specjalny program, wyjątkowe utwory na środowy koncert?

Tomasz Stańko: - Opracowałem specjalny projekt i zaprosiłem odpowiedni skład zespołu. Projekt ten wiąże się z czymś odmiennym w mojej twórczości. Mam poczucie, że jestem na początku nowej drogi. Zaczynam od jutrzejszego koncertu. Intrygował mnie zawsze pomysł, aby zagrać z towarzyszeniem dwóch keyboardów, aby mojej trąbce towarzyszyło bardziej elektroniczne brzmienie. I teraz właśnie to realizuję, moją wizję elektrycznej muzyki.

PAP: - W nowym projekcie towarzyszą panu nowi muzycy.

Tomasz Stańko:- Zaprosiłem wspaniałego keyboardzistę z Nowego Jorku, Craige'a Taborna. Do tej pory był awangardowym pianistą, który grywał bardzo nowoczesne struktury, ale też chętnie korzystał z keyboardów i organów hammonda. On gra świetnie i stale się rozwija. Mogłem się o tym przekonać, gdy niedawno występowaliśmy razem w nowojorskim Markin Hall. Drugim nowojorczykiem w zespole jest znakomity perkusista Joey Baron, według mnie jeden z największych bębniarzy. Wystąpi z nami też Dominik Wania, młodziutki pianista, który teraz gra na keyboardach, oraz kontrabasista z mojego dawnego zespołu - Sławomir Kurkiewicz. Dzięki tym muzykom i instrumentom chcę uzyskać specyficzne brzmienie moich nowych kompozycji. W programie koncertu będą też moje dawne utwory, ale właściwie nowe ich wersje, inaczej zaaranżowane. Niektóre utwory gram od 40 lat, a wciąż przybierają świeżą formę. Jest to częścią mojego warsztatu, że utwory te ewoluują, żyją cały czas, są programami do improwizacji.


PAP:- Muzyka dla dobrego świata - jak podkreślają organizatorzy koncertu z Muzeum Historii Żydów Polskich - nawiązuje do jednego z podstawowych pojęć judaizmu - tikun olam, czyli naprawiania świata. Pojęcie to rozpowszechniło się za sprawą XVI-wiecznego mistyka żydowskiego Izaaka Lurii. Świat nie jest doskonały, dlatego trzeba starać się go ulepszyć przez edukację, filantropię, sztukę, muzykę. Czy to znajdzie odbicie w programie pana koncertu?

Tomasz Stańko: - Literacki kontekst jest ważny, bo daje inspirację. Muzyka jednak jest dla mnie sztuką abstrakcyjną i nie przekłada się właściwie na język literacki. Tytuł koncertu ma znaczenie bardziej symboliczne i pod tym wezwaniem będziemy grali. Przecież nie chodzi o nic innego jak o tolerancję.

PAP: - Rozumiem, że idea powstania Muzeum Historii Żydów Polskich jest panu bliska.

Tomasz Stańko: - Najbliższa. Jestem Polakiem, moim językiem jest polski. Mam różne korzenie, różną krew w sobie, także żydowską krew ze strony babki. Ale generalnie się czuję Tomaszem Stańko. Czekam na świat, gdy cała kula ziemska będzie naszą ojczyzną. Czuję tożsamość z różnymi miejscami na ziemi. Dlatego mi się tak świetnie mieszka w Nowym Jorku, gdzie na ulicach widać ludzi wielu ras, z różnych krajów świata. Tam widać, jak jesteśmy sobie bliscy, choć wyglądamy odmiennie. Widać, że nasze codzienne sprawy są podobne, że pochodzimy z jednego pnia. Dlatego wszelkie pomysły, placówki takie jak Muzeum Historii Żydów Polskich, chronią nie tylko pamięć, ale budują wzajemny szacunek, uczą tolerancji.


PAP: Od lat jest pan związany z wytwórnią fonograficzną ECM w Niemczech, mówi się nawet, że jest pan doskonałym reprezentantem stylu lansowanego przez tę firmę. Jak pan, jako artysta polski, europejski, odnajduje się w Stanach Zjednoczonych?

Tomasz Stańko: - Jestem stąd, moja edukacja muzyczna i moja twórczość związane są z Polską i z tą częścią Europy, ale jestem muzykiem jazzowym, a jazz jest stamtąd, z Ameryki, i wbrew niektórym opiniom "wcale nie zmienił adresu". To Nowy Jork jest mekką jazzu, a nie Paryż. Ale muzyka europejska, także jazzowa, też odnajduje swoją tożsamość, więc nie przeciwstawiałbym Europy - Stanom; świat się dziś zbliżył do siebie.

PAP: Jak określiłby pan swój obecny styl?

Tomasz Stańko: - Brzmienie mojej trąbki jest dla mnie bardzo istotne, wiele nań wpływa. Porównałbym kształtowanie się stylu do płynącej rzeki: woda w niej taka sama, ale wciąż zmienia się krajobraz wraz z nim zmienia się moja muzyka. Zależy ona od miejsca, od ludzi, z którymi gram. Jedno jest pewne: moja muzyka jest coraz bardziej komunikatywna.


PAP: - Sale na pańskich koncertach są pełne, płyty się znakomicie sprzedają, skoro jest tak dobrze, dlaczego w niedawno wydanej autobiografii "Desperado" napisał pan "żyłem jak diabeł". Sądząc po tym, co się wokół pana muzyki dzieje, nie taki diabeł straszny...

Tomasz Stańko:- Lubiłem żyć ostro i nie wstydziłem się tego. Potem w sposób bezkompromisowy wyzwalałem się z mroków i nałogów. Odszedłem od tego. Zawsze jednak byłem wierny sobie. I chyba osiągnąłem pewną harmonię, a ta, jak wiadomo, dla muzyka jest ważna.

Rozmawiała: Anna Bernat