PAP: - Skąd pomysł na płytę "L'Amore"?

Marek Torzewski: - Jednym z powodów, dla których nagrałem ten album jest to, że stosunkowo niedawno obchodziliśmy z żoną 25. rocznicę ślubu. Oboje jesteśmy romantykami, kochamy Włochy, był to pierwszy kraj, do którego wybraliśmy się razem. Chciałem tą płytą zrobić prezent żonie, córce i samemu sobie. Chciałem podzielić się również energetyczną pulsacją, jaka znajduje się w tej muzyce, która pachnie morzem, słońcem i miłością.

PAP: - Większość piosenek na płycie to włoskie szlagiery. Skąd taki dobór repertuaru? Włosi najlepiej śpiewają o miłości?

M.T.: - We Włoszech uczucia przyjmują najwyższe formy, są jak kontrastujące ze sobą barwy. Włoska miłość przyjmuje dwa kolory - biel i czerń, czyli albo się kogoś kocha bezgranicznie, albo wcale. Nie ma nic pośrodku. Jeśli chociażby spojrzeć na literaturę muzyczną, nie tylko te piosenki, które znalazły się na mojej płycie, ale również to, co zostało skomponowane przez Verdiego czy Pucciniego, to okazuje się, ze oni też komponowali właśnie o miłości. Włosi potrafią w piękny sposób przekładać emocje na nuty.

PAP: - Skąd ta umiejętność Włochów?

M.T.: - Genialność ich twórczości opiera się na prostocie. Zawsze rzeczy najprostsze są najtrudniejsze do wykonania. Na mojej płycie są piosenki, które mają po 50 a nawet 60 lat, a nie tracą na popularności. Te utwory, np."Che Sera Sera" albo "Volare" są wieczne. Ich autorzy pozostawili po sobie spuściznę, która będzie trwała jeszcze wiele, wiele lat. Miną kolejne gwiazdki, minie Lady Gaga a ta muzyka pozostanie.


PAP: - Na płycie "L'Amore" znajdują się również dwa polskie utwory.

M.T.: - Jestem na scenie już przeszło 25 lat. Sztuka jest zajęciem bardzo indywidualnym i to do artysty należy poszukiwanie nowych dróg, rozwijanie się. Chciałem pokazać poprzez te utwory, że facet, który dysponuje głosem klasycznym nie jest tylko i wyłącznie przyspawany do śpiewania muzyki tzw. poważnej. Nie chcę ograniczać się do tylko jednego nurtu muzycznego, jestem otwarty na zmiany, a po latach pracy artystycznej mogę sobie pozwolić na zabawę z muzyką i poszukiwanie czegoś nowego. Co więcej, największą satysfakcję sprawia mi śpiewanie z córką w duecie. Na tej płycie nagraliśmy wspólnie piosenkę "Un Nuovo Bacio".

PAP: - Wspomniał pan, że obchodził ostatnio z małżonką 25.rocznicę ślubu. Jaki jest przepis na udane małżeństwo?

M.T.: - Jan Wołek napisał dla mnie piosenkę "Magnes dusz", w której śpiewam: "Czemu Bóg, dobry Bóg, nie skrzyżował naszych dróg?". Ja cieszę się, że skrzyżowały się drogi moja i mojej ukochanej Basi i żyjemy już ze sobą ponad 25 lat. Chodzi właśnie o to przyciąganie. Nie znam sposobu na udane małżeństwo, bo tego nie da się ot tak zdefiniować i wytłumaczyć. Wiem jednak, że spotkanie moje i Basi nie było przypadkowe. Tak musiało być.

PAP: - Jak spędzają państwo walentynki?

M.T.: - Dla nas walentynki to nie jest jakiś szczególny dzień. Żeby drugiemu człowiekowi powiedzieć, że się go kocha nie potrzeba specjalnego święta. Z drugiej strony, w tym pośpiechu dnia codziennego dobrze, że one są, bo jest to pretekst, żeby fajnie spędzić dzień i powiedzieć to, na co czasami nie ma odpowiedniej chwili albo brakuje czasu lub odwagi na wyznanie drugiej osobie miłości.

Marek Torzewski to polski tenor od lat żyjący w Belgii. Śpiewak w 1985 zadebiutował w Teatro alla Scala w Mediolanie pod dyrekcją Claudio Abbado. W 1986 wyemigrował do Belgii i został solistą Teatru Królewskiego de la Monnaie w Brukseli. W latach 1992-2003 występował jako solista na scenach operowych m.in. Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Portugalii i innych.

Marek Torzewski jest autorem i wykonawcą utworu "Do przodu Polsko", który stał się m.in. hymnem polskiej reprezentacji piłkarskiej.

Rozmawiała Agata Żurawska (PAP Life)