Dziennik.plKultura

Poniedziałek, 21 maja 2012

Imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 38°C

Stefan Chwin: Obecność silnych i dobrych kobiet rozjaśnia duszę

2011-03-09 | Ostatnia aktualizacja: 23:28 | Komentarze: 0 | skomentuj
Stefan Chwin

Stefan Chwin / AKPA

Chciałem napisać książkę o drugim ukrzyżowaniu, tymczasem powstała powieść o ocaleniu od ukrzyżowania – mówi Stefan Chwin o "Pannie Ferbelin".

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Kulturowy fenomen Gdańska wydaje się pańskim źródłem niewyczerpanych inspiracji.

Stefan Chwin: To prawda. Bardzo mnie to miasto inspiruje, ale nie do jakichś zmagań z historią Pomorza, jak pisze się o mnie w encyklopediach, tylko do czegoś zupełnie innego. Nie jestem niewolnikiem gdańskich realiów i nigdy nim nie byłem. Gdański świat traktuję bardzo swobodnie jako materiał do tworzenia własnej rzeczywistości powieściowej. Trochę tak jakbym układał puzzle z rozmaitych istniejących realnie i nieistniejących realnie elementów. W podręcznikach jestem przedstawiany jako "kronikarz Gdańskiej historii", tymczasem mnie nie interesują żadne małe ojczyzny. Już w "Złotym pelikanie" przedstawiłem Gdańsk najzupełniej fantastyczny, tak by harmonizował z poetyką średniowiecznego moralitetu. Cała topografia miasta została przekształcona stosownie do potrzeb fabuły.

Trójmiejskie realia traktuje pan umownie – rzecz niby rozgrywa się w czasach pruskich, ale pojawiają się współczesne z ducha graffiti na murach czy wzmianki o gazetach, które były wydawane w latach 30. XX wieku. To kuksaniec dla tych, którzy szufladkują pana jako pisarza gdańskiego?

Tym razem Gdańsk w mojej powieści jest zwierciadłem świata. Skupiłem tutaj wydarzenia z różnych epok i miejsc na ziemi. Przeniosłem nad Motławę historię opisaną w Ewangelii, ale początkowy zamysł, by pozostać w ramach kanonu, niespodziewanie rozszerzył się na sprawy, które mnie samego zaskoczyły. Nawiązałem do wątków z moich wcześniejszych powieści, ale potem pióro poniosło mnie w stronę niespodziewaną, bardzo komplikując pierwotną opowieść. Chciałem napisać książkę o drugim ukrzyżowaniu, tymczasem powstała powieść o ocaleniu od ukrzyżowania. O ile wiem, nikt przede mną w Polsce takiej powieści nie napisał. "Pannę Ferbelin" pisałem, czując, że idę pod prąd panujących dzisiaj u nas nastrojów.

W narrację wplótł pan emblematy PRL-owskiego Gdańska – na przykład brama udekorowana kwiatami i obrazem Matki Boskiej przez strajkujących stoczniowców przypomina tę z sierpnia 1980 roku.

Historia, którą chciałem opowiedzieć, łączy w sobie odniesienia do różnych wydarzeń historycznych, ważnych i mniej ważnych. To rodzaj Wiecznego Teraz, w którym spotykają się doświadczenia ludzkie z różnych czasów. Znalazły się tu także odniesienia do wydarzeń, których byłem naocznym świadkiem i które bardzo zapadły mi w pamięć. Mam na myśli pacyfikację Gdańska w grudniu 1970 roku i wybuch "Solidarności". Oba te wydarzenia odegrały ważną rolę w moim życiu duchowym. Dziś myślę, że dużo silniejsza jest w mojej pamięci trauma masakry grudniowej niż złote światło Sierpnia 1980 roku. Kiedy widziałem na własne oczy Grudzień i Sierpień, ciągle mi chodziło po głowie pytanie: Jak by się zachował w tej sytuacji Jezus, gdyby pojawił się na ulicy Gdańska, przez nikogo nierozpoznany?

Losy powieściowego Nauczyciela rymują się z wydarzeniami sprzed dwóch tysięcy lat w Jerozolimie pod rządami Poncjusza Piłata – kaznodzieja zostaje uznany za winnego krwawego zamachu i skazany na śmierć. Dobra Nowina ciągle jest nie do przyjęcia?

Punktem wyjścia mojej powieści jest Kazanie na Górze. Dla wielu ludzi, także dzisiaj, jest to kazanie nie do przyjęcia. To, co zostało powiedziane w Kazaniu na Górze, gniewa tych, którzy za fundament życia uważają twarde prawo własności ze wszystkimi tego konsekwencjami. Są tacy, którzy uważają, że Kazanie na Górze jest wywrotowe w każdej epoce.

Inaczej niż w Biblii, nie daje pan jednoznacznej odpowiedzi, kto ma rację: ci, którzy pilnują prawa i porządku, nawet przy użyciu przemocy, czy ludzie wiary rozbudzający niepotrzebne nadzieje?

Dobrze, że pan o tym mówi, bo niektórzy recenzenci tego nie zauważają. Przesłanie ewangeliczne zawiera w sobie niepokojące tony. Ewangelia przyniosła z pewnością wiele dobra, ale była używana także jako paliwo ideologiczne dla zbrodni inkwizycji i okrucieństw wojen krzyżowych. Zapominamy zwykle, że Jezus z jednej strony mówi: "Pokój wam przynoszę, pokój wam daję", z drugiej zaś: "Nie przyniosłem wam pokoju. Przyniosłem wam miecz". W wielkiej tradycji chrześcijaństwa Jezus pojawia się raz jako niewinny Baranek, raz jako Chrystus król z mieczem w ręku. Pamiętałem o tym, tworząc postać Nauczyciela z Neustadt, który w mojej powieści nie jest postacią jednoznaczną. Treści ewangeliczne mogą posłużyć do zbudowania bardzo bezwzględnych utopii społecznych. Racje władzy, która zwróciła się przeciwko Jezusowi, nie były pozbawione sensu. W mojej powieści to jest prawdziwy konflikt różnych wizji życia. Nauki Nauczyciela z Neustadt nie są w stanie dać niczego zarządcy prowincji, prokuratorowi Hammelsowi. On buduje swoje życie na zupełnie innych zasadach, bo ma inną wizję świata niż ta, którą rysuje Kazanie na Górze. I nie jest to wcale wizja bezrozumna.

Cezary Polak
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zaufaj ekspertom i
schudnij skutecznie.

Najczęściej komentowane

«