Fantazja numer jeden jest niewysoką kobietą o zaokrąglonych biodrach, szerokich ramionach, krótkiej szyi. Kręcone blond włosy, brwi zamalowane czarnymi kreskami, rzęsy wydłużone tuszem, zawsze w makijażu. Zadarty nos, pełne usta, rozchylone albo wydęte. Figurę podkreślają sukienki.

Fantazja numer dwa ma ciemne włosy, krótkie albo upięte. Duży, zgrabny nos, gęste długie brwi, wywinięte do góry rzęsy, nierówne zęby pokazuje w radosnym uśmiechu. Wysoka, chuda, ubrana dziewczęco, niekrzykliwie.

Pierwsza, Monroe, to marketingowy dowcip. Od cech charakteru ważniejsza jest w niej stylizacja. Jeśli chcesz się na to nabrać, spełni wszystkie twoje wyobrażenia o ideale. Druga, Hepburn, sugeruje, że w niczym nie jest lepsza od innych. Nie zajmuje się uwodzeniem. Na zdjęciach robi na drutach, karmi psy, zbiera kwiaty we własnym ogrodzie, przemawia na konferencjach organizacji dobroczynnych. "W rzeczywistości jest tysiąc razy bardziej urocza", napisała jej matka na fotografii kilkumiesięcznej Audrey.

Ich biografie dodają nowych znaczeń do tych wizerunków, dopełniają je.

"Fragmenty" Marilyn Monroe otwiera zdjęcie jej dłoni, niezgrabnej, z krótkimi palcami. Ta ręka wygląda, jakby należała raczej do pulchnego dziecka niż do ikony seksu. Pokazano ją, żeby zwrócić uwagę na linie papilarne. Podobno wyraźnie układają się w literę M. Na zdjęciu trudno to zauważyć, ale jest ono dobrą metaforą całej książki – kojarzy się z tęsknotą za ukrytymi znaczeniami, idealizowaniem rzeczy zwyczajnych albo brzydkich, niedojrzałością. Zebrane tu listy, kartki z pamiętników Marilyn, fotografie z archiwum jej przyjaciela Lee Strasberga miały sprawić, że będzie, jak pisze wydawca, "bardziej żywa niż kiedykolwiek". Tymczasem mogą niszczyć jej urok stworzony przez kino.

Istota półboska, jak motyl

Kolekcja notatek Monroe to w dużym stopniu katalog elementów jej snobizmu. "Lubię chodzić do Actors Studio i na słynne prywatne kursy w Carnegie Hall, na które tak trudno się dostać", zapisała. Są w tym zbiorze dowody na jej przyjaźnie z pisarzami, poetami, ważnymi postaciami towarzyskiego życia amerykańskiej inteligencji. Truman Capote poznał Monroe podczas zdjęć do "Asfaltowej dżungli" Johna Hustona w 1950 roku i było od tamtej pory kilka okazji, żeby się razem sfotografować. Carson McCullers, jedna z najpopularniejszych wtedy w USA autorek, po sukcesie powieści "Serce to samotny myśliwy", w 1951 roku zapoznała Monroe z Arthurem Millerem. Norman Mailer nigdy jej nie poznał, a poświęcił Marilyn dwie książki. Dylan Thomas przez wódkę z Monroe nie odbył kolacji z Chaplinem. Do tych informacji dorzucono zdjęcia, z których ma wynikać, że sama Marilyn nie była głupia. Czyta na nich Heinricha Heinego, Joyce’a, ogląda album o Goi, obcuje z podręcznikiem "O sztuce aktora" Michaiła Czechowa, ucznia Stanisławskiego, stoi przy półkach w księgarni w Los Angeles, czyta wiersze Whitmana, "Śmierć komiwojażera" swojego męża, pozuje z kilkoma innymi tomami, których okładek nie pokazuje.


Wydarzeniem w jej biografii, odnotowanym pośród innych dat, gdzieś pomiędzy urodzinami, ślubami, śmiercią, są: lektura biografii Abrahama Lincolna oraz ogłoszenie podczas konferencji poświęconej wytwórni Marilyn Monroe Productions, że aktorka zamierza zagrać Gruszeńkę w "Braciach Karamazow". Jest zbiór okładek książek z jej biblioteki – Steinbeck, Beckett, Camus, Kerouac.

Ona sama obudziła prawdziwą plagę grafomanii. Pier Paolo Passolini: "Twoja uroda, przeżytek ze świata antycznego, postulat świata przyszłego, własność świata współczesnego, stała się śmiertelną chorobą". Andre de Dienes, autor zdjęć Marilyn w 1949 roku na Long Island: "Rozpostarła szeroko ramiona, podbiegła do mnie, z twarzą zwróconą ku niebu, z rozwianymi włosami". Lee Strasberg: "Emanowała połączeniem melancholii, blasku i tęsknoty". Antonio Tabucchi, autor "Snów o snach", który napisał wstęp do "Zapisków", porównuje Monroe do motyla, nimfy, istoty półboskiej, uskrzydlonej. Jego zdaniem przyciąga do niej to samo, co Humberta Humberta pchało ku Lolicie – maniakalne pragnienie zrozumienia jej natury, a także fascynacja czysto erotyczna. "Jak potoczyłoby się życie tej kobiety, gdyby jej wygląd zamiast jaśnieć niezwykłą urodą, był po prostu banalny?" – pyta Tabucchi. Opublikowałaby swoje zapiski, popełniłaby samobójstwo. Zatem byłaby tak samo odległa, wycofana, nieokreślona, jak jest dziś.

Cele precyzowane bez końca

"Nie pasowała do całego ówczesnego Hollywood, plotek, próżności, powierzchowności" – wspominał Gregory Peck. – "Właściwie kochałem Audrey. Nie było trudno ją kochać".

Biografia Hepburn jest wyrozumiałym, dyskretnym zapisem wspomnień jej pierwszego syna, Seana Hepburna Ferrera. Pisze o matce, wcześniej dziewczynie, która dorastała podczas wojny, której ojciec odszedł w dzieciństwie, a jako nastolatka straciła kontakt z obojgiem rodziców.

Publiczny przekaz Hepburn, jej kontakt z widzami, czytelnikami, od początku stanowiły przeciwieństwo tego, jak swój wizerunek budowała Monroe. Audrey, udzielając wywiadów, zachowywała spokój, była do pewnego stopnia otwarta, jednak stanowczo odmawiała wypowiedzi na tematy, które uznawała za zbyt osobiste, nie tworzyła legend na własny temat, nie ukrywała problemów. "Tak, tata był faszystą, mama zresztą też", mówiła, pytana o ojca, który po rozstaniu z matką przystąpił do Brytyjskiej Unii Faszystów.


Monroe odpowiadała dziennikarzom lakonicznie, a jednocześnie niejasno. Prosiła o przysyłanie pytań wcześniej, żeby mogła się przygotować albo odpowiedzieć pisemnie. Fragmenty takich odpowiedzi są w zbiorze jej zapisków. Dowiadujemy się z nich, że w relacji z Arthurem Millerem postrzegała siebie jako uczennicę. Że skierowanie jej do ośrodka psychiatrycznego uznawała za oczywiste nieporozumienie.

A przede wszystkim pada jedno z najważniejszych zdań, określających jej charakter: "Nieustannie staram się precyzować moje cele". Cały zbiór jej notatek jest pamiętnikiem kobiety, która wciąż siebie dyscyplinuje, przygląda się sobie z boku. Jest w tym dużo neurotyzmu, niepewności. Notesy porzuca po zapisaniu kilku stron. Ta biografia nie zachęca do identyfikowania się z bohaterką.

Opowieść o Audrey przeciwnie. W niej w doskonałych proporcjach współistnieją spontaniczność, rozsądek, spokój, radość, smutek. Do tego wszystkiego nie zachowywała się, jakby miała coś do ukrycia, nie tworzyła wokół siebie aury tajemniczości. Biograf Hepburn Barry Paris: "Jej życie to zarazem marzenie i koszmar dla badaczy. Nie było w nim dziwactw ani szokujących tajemnic". Reżyserzy widzieli w niej kobietę dla dojrzałych mężczyzn – w "Sabrinie" Humphrey Bogart jest od niej starszy o 29 lat, Fred Astaire w "Zabawnej buzi" – o 30, Gary Cooper w "Miłości po południu" – o 28. Wszystkie jej cechy, uznawane dziś za elementy stylu, biografia wyjaśnia racjonalnie. Była chuda, bo dużą część dzieciństwa i młodości spędziła na lekcjach baletu. Skromności nauczył ją czas wojny spędzony w Holandii oraz przekonanie, że mimo arystokratycznego pochodzenia powinna liczyć przede wszystkim na siebie, nie na rodziców. Dziwny, uroczy sposób mówienia, nie był nienaturalnym szeptem, jak u Monroe, ale wynikał z pomieszania akcentów.

Nie chciała być niewolnicą własnej urody oraz sławy. Na długo zrezygnowała z grania w filmach, żeby zająć się wychowywaniem synów. Sean Hepburn Ferrer publikuje list do Audrey z prośbą od agenta literackiego, żeby napisała autobiografię. Nie zrobiła tego, za bardzo była zajęta pracą dla UNICEF-u.

Ratunku, ratunku, ratunku

Zestawienie biografii Monroe i Hepburn oznacza zderzenie roztrzęsienia z radością, buntu ze spokojem, przesady z prostotą. Marilyn piecze indyka z orzechami i kasztanami, Audrey gotuje makaron z sosem pomidorowym. Marilyn jest uzależniona od strachu, uważa samą siebie za błąd, po roku psychoanalizy pisze: "Ratunku, ratunku, ratunku. (...) Jedynym moim pragnieniem jest umrzeć". W liście do terapeuty: "Z moich oczu wypłynęły cztery nieśmiałe łzy. Niezupełnie wiem dlaczego". Audrey nie analizuje samej siebie.

Jak bardzo były różne, ostatecznie przekonują ich sny. Marilyn Monroe opisuje swój koszmar, w którym Lee Strasberg rozpruwa ją jak lalkę. "Myślał, że tyle tu znajdzie, więcej, niż mógłby sobie wymarzyć u kogokolwiek innego, tymczasem nie było absolutnie nic. Jedyne, co znalazł, to drobno pocięte trociny". Marzenia Audrey Hepburn są w jej rysunkach z 1944 roku, opublikowanych w biografii. Na jednym z nich szczupła dziewczyna w czarnym kostiumie podskakuje, unosząc nad głową kolorowe balony. Przypomina to radosny kadr z "Zabawnej buzi", choć przecież nie mogła wtedy wiedzieć, że w ogóle zagra w jakimkolwiek filmie.

FRAGMENTY. WIERSZE, ZAPISKI INTYMNE, LISTY | Marilyn Monroe | przeł. Agata Kozak | Wydawnictwo Literackie 2011 | 49,90 PLN

AUDREY HEPBURN | Sean Hepburn Ferrer | przeł. Witold Nowakowski | Albatros 2011 | 39,20 PLN