"Nazywają mnie muzykiem filmowym, ja jednak zawsze będę przede wszystkim jazzmanem" – mówił o sobie Krzysztof Komeda.

"Im więcej czasu mija od jego śmierci, tym bardziej widać, że Komeda – koncertujący jazzman i pianista staje się mniej ważny od Komedy - kompozytora, aranżera i orkiestratora" – powiedział PAP prof. Marek Hendrykowski, historyk sztuki filmowej, autor książki "Komeda" wydanej nakładem poznańskiego Wydawnictwa Miejskiego. "W tej drugiej sferze muzyk okazał się zupełnie fenomenalny" - mówił profesor. Według niego, "to była rzeczywiście wielka osobowość polskiego jazzu, ale sam Komeda wiedział, że jako pianista nigdy nie osiągnie wielkiego sukcesu".

"Jakim był artystą, wiemy dzisiaj przede wszystkim z filmów – mówił znawca kina. – Komeda to inwencja, oryginalna wyobraźnia muzyczna, niebywały talent do wymyślania melodii. Doskonale łączył muzykę z obrazem filmowym, bywał w tym rewelacyjnie twórczy, miał nieprawdopodobne oko i ucho". Jak mówił Hendrykowski, Komeda "po dwóch tygodniach od zobaczenia filmu przynosił reżyserowi genialną, doskonale pasującą do obrazu muzykę, którą następnie nagrywał w studiu z najlepszymi z najlepszych".

Krzysztof Komeda, właściwie Krzysztof Trzciński, urodził 27 kwietnia 1931 roku w Poznaniu. Naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku siedmiu lat. W 1955 roku, po uzyskaniu dyplomu poznańskiej Akademii Medycznej, podjął pracę jako laryngolog. 

Już jako student brał udział w jam sessions organizowanych w studenckich mieszkaniach po kryjomu, bo w czasach stalinizmu władze komunistyczne zakazały grania jazzu jako muzyki niezgodnej z panującymi zasadami socrealizmu.

Występował z różnymi poznańskimi grupami m.in. z zespołem dixielandowym Jerzego Grzewińskiego, grającym jazz w tradycyjnym stylu nowoorleańskim. Dixieland nie odpowiadał Komedzie, interesował go modern jazz. W tym stylu grał Komeda Sekstet, który muzyk założył w 1956 roku. Zespół Komedy stał się pierwszą polską grupą jazzową grającą muzykę nowoczesną, a jego nowatorskie wykonania utorowały drogę dla jazzu w Polsce.


Komeda zaistniał na polskiej estradzie w 1956 roku podczas I Ogólnopolskiego Festiwalu Muzyki Jazzowej w Sopocie. "Występ Sekstetu Komedy stał się wielkim wydarzeniem kulturalnym doby Odwilży i Października. W tamtym roku w sierpniu na sopockiej estradzie doszło do przełomu w polskiej kulturze, ponieważ nagle w centrum odradzającej się kultury polskiej znalazła się potępiana przez władze muzyka jazzowa" - mówił Hendrykowski. Jak zaznaczył, "zwrócono wtedy szczególną uwagę na tę szóstkę, której przewodził rudy okularnik". "Wszystkie gazety i tygodniki pełne były Komedy, stał się on w jednym tygodniu kimś niezwykle ważnym dla polskiej kultury" - przypomniał profesor.

Krzysztof Trzciński przyjął pseudonim "Komeda" jeszcze w Poznaniu w 1956 roku, rok później postanowił rozstać się z zawodem lekarza, ponieważ doszedł do wniosku, że świat muzyki i medycyny są nie do pogodzenia. "Muzyka była w moim życiu ważniejsza" – powiedział pianista. 

Jako muzyk filmowy Komeda zadebiutował w 1958 roku. Jak zaznaczył Hendrykowski, to zafascynowany muzykiem Jerzy Skolimowski polecił swojemu koledze Polańskiemu Komedę jako kompozytora do etiudy filmowej "Dwaj ludzie z szafą". "Polański zwrócił się do Komedy z duszą na ramieniu, ponieważ różnica pomiędzy znanym całej Polsce muzykiem a nikomu nieznanym adeptem reżyserii była wtedy ogromna" - mówił profesor. Jak opowiadał, Komeda zgodził się bez wahania, od tamtej chwili stale komponował do filmów Polańskiego i kilku innych reżyserów.

Roman Polański wspomina Komedę jako niezwykle nieśmiałego rudowłosego okularnika. "Kiedy poznałem go bliżej, zdałem sobie sprawę, że jego rezerwa jest oznaką chorobliwej nieśmiałości, pancerzem, pod którym kryje się łagodność i niezwykła inteligencja" – mówił reżyser.

W 1960 roku powstała muzyka do "Niewinnych czarodziejów" Andrzeja Wajdy. "W 1959 roku po filmie >>Lotna<< Wajda chciał oderwać się od kina historycznego i zająć współczesnością. Krążąc po różnych tematach i ludziach wpadł na młodego zdolnego nazwiskiem Skolimowski" – mówił autor "Komedy". Jak zaznaczył, "we trzech, wspólnie z Jerzym Andrzejewskim, rozwijali pomysł nakręcenia czegoś o młodym pokoleniu - jakie ono jest". Według Hendrykowskiego, kluczowa rola przypadła wtedy Skolimowskiemu, który wymyślił bohaterów i napisał dialogi. Pierwowzorem Bazylego, którego zagrał Tadeusz Łomnicki, był Komeda - uważa profesor. "To nie jest zwierciadlana biografia znanego muzyka, ale wiele cech bohatera, którego widzimy na ekranie, żywo przypomina sylwetkę, styl, życiorys i legendę Komedy" - mówił Hendrykowski.

W filmie Wajdy Komeda wystąpił też osobiście, grając samego siebie. "Nie tylko jego życie dostarczyło materiału fabularnego, ale również na ekranie pojawia się we własnej osobie" - zaznaczył znawca kina.


Komeda pisał muzykę m.in. do filmów Janusza Morgensterna ("Do widzenia do jutra", "Jutro premiera") i Janusza Nasfetera ("Mój stary", "Zbrodniarz i panna", "Niekochana").

W styczniu 1968 Krzysztof Komeda wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował nad muzyką do filmów "Dziecko Rosemary" Romana Polańskiego i "The Riot" Buzza Kulika. W grudniu tego roku uległ w Los Angeles ciężkiemu wypadkowi. Do kraju przewieziono go 18 kwietnia 1969 roku. Zmarł dziewięć dni później.

W ramach obchodów 80-lecia urodzin jednego z najwybitniejszych polskich jazzmanów w wielu salach koncertowych i klubach rozbrzmi muzyka Komedy, a na ekranach kin będą wyświetlane filmy, do których legendarny muzyk tworzył muzykę.

Filharmonia Poznańska zaprasza w środę do Auli Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu do wysłuchania Suity z muzyki do filmu "Nieustraszeni pogromcy wampirów" Romana Polańskiego. Podczas koncertu w Auli UAM publiczność usłyszy Orkiestrę Filharmonii Poznańskiej pod batutą Marcina Sompolińskiego i Chór Kameralny UAM. W koncercie weźmie udział Rafał Zapała - pianista, perkusista i improwizator. 

Po koncercie odbędzie się pokaz filmu, o którym opowie prof. Hendrykowski.

W Warszawie obchody 80. rocznicy urodzin będą obchodzone m.in. w Galerii Freta. Obchody rozpocznie w środę dyskusja na temat "Roli muzyki jazzowej w filmie", w której udział wezmą m.in. Zbigniew Namysłowski, Tomasz Lach i Milo Kurtis. Tego wieczoru zagrają zespoły: "Drum Freaks" Milo Kurtisa oraz Zbigniew Namysłowski Quintet. Pokazane zostaną filmy: "Niewinni czarodzieje" oraz "Drogi życia" - niemiecki dokument opowiadający o kompozytorze.