Spółka z Polski ma zapłacić prawie 3 mln zł za plagiat!
Spółka Macroconcert ma przeprosić twórców francuskiego musicalu "Notre Dame de Paris" i zapłacić im rekordową sumę ponad 2,9 mln zł za bezprawne wykorzystanie piosenek oraz choreografii w swej produkcji pt. "Notre Dame - l'histoire" - orzekł sąd gospodarczy.
- Były europoseł wygrał z "Polską". Dostanie sto tysięcy złotych
- Były wydawca "Wprost" odetchnął. Nie zapłaci fortuny córce Cimoszewicza
- Plagiat prezydenta? Doktorat skopiował, ale oczyścili go z zarzutu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W wydanym ostatnio wyroku sąd ocenił, że pozwana spółka dopuściła się naruszenia praw autorskich twórców musicalu. Zakazał jej reklamowania i wystawiania produkcji "Notre Dame - l'histoire", którą uznał za bezprawną adaptację oryginału, a także poszczególnych piosenek, tekstów, czy elementów jego choreografii. Pozwani mają też przeprosić autorów oryginału w dwóch gazetach i na swojej stronie internetowej za dopuszczenie się nieuczciwej konkurencji.
Sąd zasądził też od pozwanych prawie 2,8 mln zł odszkodowania i zadośćuczynienia za naruszone prawa autorskie oraz nakazał im zwrot ponad 100 tys. zł kosztów procesu. Zasądzona suma odszkodowania i zadośćuczynienia należy do najwyższych w naszym kraju.
Jak dowiedziała się PAP w sądzie, wyrok ma charakter zaoczny, bo pozwana spółka nie dopełniła formalności i nie doręczyła nawet powodom odpowiedzi na pozew. Przegrany może złożyć sprzeciw od tego rozstrzygnięcia. Spółka Macroconcert, która według źródeł PAP jest w likwidacji, zamierza skorzystać z możliwości złożenia sprzeciwu.
Powodem jest francuska spółka NDP Project, będąca właścicielką praw do znanego musicalu Luca Plamondona i Richarda Cocciante pt. "Notre Dame de Paris", wystawianego od lat w wielu państwach świata z udziałem znanych artystów, m.in. Garou. Zarzucili oni firmie Makroconcert, pod szyldem której przygotowano polską adaptację musicalu noszącą tytuł "Notre Dame l'histoire", plagiat i naruszenie ich praw autorskich. Od grudnia 2009 r. adaptacja ta jest wystawiana na różnych scenach w kraju - także w Sali Kongresowej w Warszawie.
Jak twierdzą prawnicy Francuzów, doszło do niedozwolonej adaptacji/przeróbki musicalu jako utworu sceniczno-muzycznego, a ponadto w polskiej adaptacji dokonano bezprawnego przejęcia do widowiska kluczowych, najbardziej rozpoznawalnych, a przez to najbardziej atrakcyjnych, elementów musicalu - czyli warstwy słownej i warstwy muzycznej z bezprawnym uzupełnieniem widowiska o elementy nowe, choć stanowiące adaptację lub przeróbkę elementów oryginalnych.
Na żądanie NDP Project Sąd Okręgowy w Warszawie pod koniec października zeszłego roku wydał postanowienie o tzw. zabezpieczeniu powództwa, w myśl którego na czas procesu Makroconcertowi nie wolno wystawiać ani nawet reklamować musicalu "Notre Dame l'histoire". Mimo to Macroconcert wystawił swój musical jeszcze w grudniu.
Pozwana spółka twierdziła, że jej musical to co innego niż "Notre Dame de Paris", a ponadto - wskazano - wykupiono w ZAIKS zgodę na wykorzystanie w ich widowisku poszczególnych piosenek. Jak przekonywała Magdalena Poskart z Makroconcertu, nie było konieczności wykupienia wielkich praw teatralnych na spektakl jako całość. Tym też Makroconcert tłumaczy, że nie zwracał się o licencję najprawdopodobniej u francuskiej spółki +NDP Project+. Pomimo jednak usilnych starań nie udało nam się skontaktować z tym podmiotem, wszystko wskazywało na to, że jest to spółka tylko +na papierze+ - napisała Poskart.
Utrzymuje ona, że spektakl "Notre Dame l'histoire" nie jest opracowaniem musicalu ani tym bardziej jego plagiatem, ponieważ ogranicza się jedynie do koncertowego wykonania (w oryginale!) niektórych piosenek z tego musicalu, nie korzysta natomiast z innych elementów tego musicalu, tj. ze scenografii, kostiumów czy choreografii.
W innej głośnej sprawie z ostatnich lat dotyczącej praw autorskich, w 2006 r. warszawski sąd przyznał całość tych praw do książek Pawła Jasienicy jego córce. Syn drugiej żony pisarza - która donosiła na niego jako agentka SB - mógł na mocy decyzji sądu tylko zachować księgozbiór po Jasienicy. Spór o prawa autorskie po znanym autorze esejów historycznych uniemożliwiał przez kilka lat wydawanie jego książek. Sąd uznał wniosek Ewy Beynar-Czeczott, która chciała odebrania praw synowi drugiej żony ojca Neny O'Bretenny, która jako agentka "Ewa" donosiła m.in. w 1968 r. na pisarza.
Z kolei w 2000 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Aleksander Kwaśniewski ma przeprosić spadkobierców Jana Izydora Sztaudyngera za wykorzystanie bez ich zgody jego fraszki w prezydenckiej kampanii wyborczej w 1995 r. Wówczas w łódzkim komitecie wyborczym Kwaśniewskiego rozdawany był plan lekcji z wizerunkiem i podpisem kandydata, na którym - bez zgody spadkobierców autora - umieszczona była fraszka Sztaudyngera: Uwaga, profesorzy,/ geniusze często uczą się najgorzej!. W porównaniu z oryginałem tej wydanej po raz pierwszy w Krakowie w 1975 r. w tomiku "Piórka" fraszki, zmieniono jej interpunkcję i pominięto tytuł: "Studencka przestroga".
Źródło: PAP






















































~christ2012-02-11 18:25
mysle, ze Wiesio 13 bicz... znajdzie wlasciwa recepte jak problem rozwiazac.c
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!