Powiedział pan kiedyś: Od czasu pracy z Andrzejem Wajdą wiem, że trzeba szukać "białych plam na czarnym tle albo czarnych na białym".

Miałem na myśli przede wszystkim potrzebę wyrazistości. Proszę przyjrzeć się bohaterom filmów Andrzeja Wajdy - zawsze są to pełnokrwiste postaci, szalenie wyraziste. Chyba najlepszym przykładem jest tu "Ziemia obiecana", gdzie nawet postaci epizodyczne, które na moment pojawiają się na ekranie, zapadają nam w pamięć. Jednak najważniejszą rzeczą, jaka przychodzi mi do głowy, gdy myślę o pracy z Wajdą, jest zaufanie, jakim on obdarza aktora z nim pracującego. Wajda utwierdza go w przekonaniu, że tylko i wyłącznie on mógł zagrać rolę, w jakiej go obsadził. Ta świadomość dodaje skrzydeł, taki stosunek do aktora szalenie mu schlebia, ale i zobowiązuje. Zagrałem w sześciu filmach Wajdy, ale pomiędzy kolejnymi tytułami - "Dantonem" realizowanym w 1982 r. a kolejnym, w którym zagrałem - "Panem Tadeuszem" z 1999 r., zdążyło upłynąć 19 lat! Ten powrót na plan filmowy Andrzeja Wajdy po latach miał charakter szczególny - był nie tylko powrotem do polskiego kina i jego wielkiego mistrza, ale i do mojej młodości, do pracy w zespole najwybitniejszych polskich aktorów, wreszcie do niepowtarzalnej atmosfery pierwszych artystycznych doświadczeń. Był powrotem do polskiego języka. Radość z pracy z Andrzejem Wajdą polega także na tym, że on opiera się w pracy na zespole - tutaj każdy, począwszy od pierwszoplanowego bohatera, a skończywszy na statyście, ma poczucie współuczestniczenia w artystycznym przedsięwzięciu. Gdy usłyszałem, że Wajda będzie ekranizował "Pana Tadeusza", od początku wiedziałem, że musi mieć pewność, iż mimo upływu czasu arcydzieło Mickiewicza jest nam bliskie. Rezultat jednak przeszedł wszelkie oczekiwania. Mam na myśli wymowę dzieła. Proszę nie zapominać, że tak naprawdę, mimo iż zrobiony jak na polskie realia z wielkim rozmachem, film pozostaje całkiem skromnym obrazem opowiadanym z punktu widzenia ludzi przegranych, opowieścią po klęsce. Przypomina mi się inny głośny film Wajdy "Krajobraz po bitwie". Dla mnie "Pan Tadeusz" to chyba nawet jeszcze bardziej niż tamten, oparty na prozie Borowskiego, film krajobraz po bitwie.

Gdy film trafił na ekrany, ku własnemu zaskoczeniu odkryliśmy, jak epopeja Mickiewicza jest wciąż aktualna. Wajda wpisał weń osobiste rozczarowanie epoką postsolidarnościową...

Myślę, że jest to związane z temperamentem Andrzeja - on wspaniale czuje czas. Obdarzony najwyższym artystycznym smakiem daleki jest jednak od uprawiania tzw. artystowskiego kina. Czuje znakomicie otaczającą rzeczywistość, to, co w niej najważniejsze. By o niej mówić, pokazywać ją, wcale nie musi sięgać po najświeższe bestsellery. Przeciwnie, ekranizuje Reymonta, Mickiewicza, wreszcie Fredrę, zakłada bohaterom kostiumy i wydawałoby się, utrudnia sobie zadanie… A jednak mówi w sposób nader czytelny, o tym wszystkim, co dotyczy naszego tu i teraz. I to jest wspaniałe. Kręci "Popioły" i opowiada o Polsce II połowy XX wieku, ekranizuje dramat Wyspiańskiego "Wesele" i znowu mówi o naszej obecnej sytuacji. Wreszcie adaptuje komedię Fredry i jak na dłoni pokazuje nasze wieczne przywary: pieniactwo, małostkowość, zazdrość o powodzenie innych. Nie potrzebuje bohaterów w dżinsach z butelką wyborowej na stole i panienkami z agencji towarzyskiej, byśmy w lot zrozumieli, że opowiadając o naszej przeszłości, jednocześnie mówi o dniu dzisiejszym. W jego adaptacjach wszystkie te dzieła są nam bliskie.

Nie zestarzał się ani trochę najwybitniejszy z filmów Wajdy "Ziemia obiecana". Ten film może dzisiaj uchodzić za realistyczny obrazek Polski z okresu raczkującego kapitalizmu.

To także opowieść o tym, że w wymazanej z mapy świata, podzielonej między zaborców Polsce końca XIX w. już wówczas istniał prawdziwy kapitalizm, który był niezwykle pozytywną, twórczą siłą, w dodatku o wymiarze międzynarodowym. To film o genezie polskiej nowoczesności. Przypowieść o przyjaźni trzech młodych ludzi odmiennych narodowości, religii i kultur, których, kto wie, można porównać do dzisiejszych młodych biznesmenów.

Pierwszym filmem, który nakręcił pan z Wajdą już poza krajem, był "Danton". Wajda zrobił świetny film, ale Francuzi pisali z rezerwą:"Historia opowiedziana w tym filmie nie jest naszą". Dlaczego?

Nie śledziłem recenzji z tamtego okresu, ale być może wielkie postaci francuskiej rewolucji pokazane przez ludzi bardziej świadomych okrucieństw komunizmu zyskują inny wymiar niż widziane oczyma tych, którzy w dobrodziejstwa komunizmu wciąż jeszcze wierzyli.

Z tego wniosek, że i "Danton" w jakimś sensie opowiadał także o sytuacji we współczesnej Polsce.

Nie można zapominać, że "Danton" realizowany był w 1982 r., a wszyscy wiemy, co wówczas działo się w Polsce… I powiem pani, że osobiście właśnie za to unikanie takich łopatologicznych fotografii rzeczywistości tak bardzo kino Wajdy cenię. Sztuka, która przemawia do mnie głębiej, naprawdę ich nie potrzebuje. Ona ma nieść nas w górę, nie ściągać do ziemi.

Ma jednak na koncie Wajda film, mówię o najbardziej utytułowanym "Człowieku z żelaza", który mimo fikcyjnych bohaterów stanowi właśnie najprawdziwszą fotografię ówczesnej rzeczywistości. Dramatycznej rzeczywistości.

Ale proszę zauważyć, że "Człowiek z żelaza", mimo iż mówił o tym, co działo się niemal na wyciągniecie ręki, jest jednak ważnym filmem historycznym. I nie powinniśmy zapominać o warunkach politycznych, w których powstawał. Jego produkcja była wyścigiem z czasem, z narastającym ryzykiem przerwania procesu wyzwalania się społeczeństwa polskiego spod tzw. władzy komunistycznej, a jego głównym celem było utrwalenie przełomowego dla Polski i jak się potem okazało dla całej Europy Wschodniej, przełomowego momentu historii.

Niektórzy zarzucają Wajdzie, że zawsze szedł z wiatrem, że układał się z każdą władzą, robił wielkie produkcje za czasów PRL, robi i teraz.

Nie zgadzam się z tą opinią. Andrzej zawsze gdy tylko pojawiała się jakaś furtka, tak długo krążył wokół niej, aż w końcu wchodził, gdzie chciał i mówił nam o Polsce tyle ważnych rzeczy, ile tylko się udawało. Zawsze wyrywał poprzedniemu systemowi, co mógł. Jego filmy kształtowały nasz opór wobec narzuconego nam komunizmu. Proszę pokazać mi drugiego reżysera w naszym kraju, którego każdy film stawałby się niemal lekturą obowiązkową dla każdego Polaka! Nie ma takiego i nie było. Jestem przekonany, że i Katyń, do którego jak wiemy, reżyser ma bardzo osobisty, emocjonalny stosunek, będzie takim filmem.