Zastanawiam się, czy wątpliwości Wojciecha Bonowicza ze wstępu do przygotowanego przez niego wyboru wierszy Marcina Świetlickiego "Nieoczywiste" mają sens. Bonowicz wskazuje bowiem na trudności w określeniu czym jest poezja religijna, ale potem przymuszony logiką przedsięwzięcia, którego się podjął (a podjął się dać wybór religijnych wierszy Świetlickiego) usiłuje stworzyć jakieś kategorie religijności poezji, tyle tylko, że dosyć wątpliwe.

Twierdzi, że poezja uznana za religijną ma "zdawać sprawę z duchowych przygód bohatera i, można tak założyć, z duchowych poszukiwań autora", że wiersze religijne "… za swój temat […] biorą sobie to, co ponad, Tajemnicę, Boga, ale też to, co »niżej« , co z Boga czy Tajemnicy pojawia się u nas i między nami. Religijne bo sięgają często, wyjątkowo często po religijną (szczególnie biblijną) symbolikę…"

No i w tym tkwi problem. Każda albowiem poezja (sztuka), która ma coś poważnego do powiedzenia o świecie, musi niejako oscylować pomiędzy "ponad" i "poniżej". Bo jest chyba tak, że poezja (sztuka), która poważnie mierzy się ze światem, po prostu natrafia na ten trop, i dzięki temu, że się go trzyma, uzyskuje swój sens, swoje znaczenie, ciężar właściwy, który jest do odnalezienia w życiu człowieka. Wielka i ważna poezja (i sztuka) dlatego jest taka, że pozwala człowiekowi owo sedno odnaleźć.

Ale czy każdą taką sztukę można nazwać religijną? Jeśli na to pytanie odpowiemy twierdząco, to może faktycznie musimy zgodzić się z Bonowiczem, że trudno jest określić poezję mianem religijnej. Ale wtedy po co pisać wstępy i wydawać wybory wierszy religijnych uznanego poety? Każdy wybór udanych wierszy dobrego poety będzie wszak wyborem jego wierszy religijnych. Jeśli z kolei na pytanie odpowiemy przecząco, to tym bardziej nie ma sensu tego robić!

Zdaję sobie sprawę, jak trudno jest mówić dzisiaj w Polsce o poezji religijnej. Mam jednak nadzieję, że dla obu - Autora wyboru i Autora wierszy - zadanie, jakie sobie postawili, nie było li tylko rodzajem manifestacji wymierzonej w poezję "słuszną" religijnie, którą sobie można spokojnie wyobrazić jako tę, która odwołuje się, wcale nie "nieoczywiście", ale wprost - do kwestii wiary religijnej. Mam też nadzieję, że w zamierzeniu obu Panów książka nie miała stać się jakimś rodzajem kościoła łagiewnickiego poezji polskiej przeciwstawianego temu drugiemu kościołowi. Mam nadzieję… ale i poczucie, że jakąś jednak ostateczną granicę powagi obaj w książce przekroczyli: i Autor, i Redaktor, i dali nam do rąk - rzecz wartą sporego namysłu. I powód do silnych przeżyć. Chciałbym to mocno podkreślić: obaj przeszli granicę, stanęli po stronie Powagi. I stąd mój podziw i aplauz.

Bez względu na to bowiem, czy będziemy podążać tropem lektury zaproponowanym przez Bonowicza, otrzymujemy książkę faktycznie innego Marcina Świetlickiego, innego od tego Marcina, do którego sam on nas przyzwyczaił: tu jest skupiony, bolesny, precyzyjny, dramatyczny, nie wiem, czy religijny (niech sobie na to pytanie odpowiada Bonowicz). Zdecydowanie jego bardziej wolę, tego z "Nieoczywistości", niż tego innego, upozowanego, udramatyzowanego, miękko-twardego faceta z trudną poetycką biografią. W "Nieoczywistości" Świetlicki wyrasta zdecydowanie na ważnego poetę języka polskiego; tego, który świetnie panuje nad frazą, tego, który potrafi celnie (a nie tylko błyskotliwie i chwytliwie) trafić w to, w co słowem swoim trafić zamierza.

Jest w tej poezji sadza, mrok, trud, ale i olśnienia, są i takie chwile, kiedy poecie udaje się zaczepić faktycznie to, co tutaj mu się przydarza; zaczepić o sens, który bytuje gdzie indziej.

Nie umiem inaczej przeczytać na przykład jednego wiersza, którego właściwie do końca nie rozumiem, ale też mam świadomość (mam nadzieję!), że w zbiorze nie znalazł się on tylko dlatego, że użyty w nim został rzeczownik "Bóg":

W listach zimno i czarno. Uświadamiam sobie:
Jedynie pośredniczę. Żalą się do Boga.
Stoję na wielkim wietrze, wiatr przewiewa przeze mnie.
Moja wina.

Wiersze takie jak ten są niezwykle poważne. Tylko czy są to wiersze religijne?
Czy jest jakaś, akurat tu, faktycznie płaszczyzna nadprzyrodzona? Bonowicz nazwie pewnie sytuację liryczną tego wiersza "nieoczywistą": tak, sytuacja jest nieoczywista: coś odsłania, faktycznie jakiś cień doświadczenia, które (dla innych!) jest odniesieniem wertykalnym, ale jakim jest ono dla tego, który pośredniczy? Oni do Boga, a on, pośredniczący, do kogo, czego się odnosi? Komu, czemu wystawia na przewiew winę? Nie umiem powiedzieć, ale umiem dostrzec jakiś ślad, nie wiem dokąd idący, czy on mi ma wystarczyć? Wystarcza na wiersz, ale czy na wiersz religijny?

Zatem nie umiem pogodzić się z podtytułem zbioru, a kiedy dokładniej wczytuję się w porażające wiersze Świetlickiego, właściwie czuję, że ten podtytuł nie jest mi potrzebny do niczego, bo jeśli jakaś - z rzadka - powstająca dzisiaj poezja jest w stanie dotrzeć do mnie, poruszyć we mnie jakieś poważne struny, to jest to na pewno tak samo poezja (nie cała, ale właśnie ta - w wyborze Bonowicza!) Marcina Świetlickiego. I kilku innych, jakże niewielu właściwie!, współczesnych poetów w Polsce. Ale czy mam ich nazywać poetami religijnymi albo autorami wierszy religijnych? Nie wydaje mi się to potrzebne.