Czego pragną kobiety? To pytanie, które chociaż raz w życiu z pewnością zadawał sobie każdy mężczyzna. Kobiety bowiem, jak wiadomo, pochodzą z Wenus, a mężczyźni... jedzą marsy. Jedzą i myślą o kobietach. I niektórzy nawet czasem coś wymyślą.

Ja jestem tych myśli bardzo ciekawa, bo co kobiety myślą o kobietach z grubsza wiem. Dlatego strasznie ucieszyłam się na wieść, że na rynku wkrótce ukaże się "InStyle", całkiem nowy magazyn dla kobiet, którym dowodzić będzie mężczyzna. I to nie byle jaki mężczyzna, tylko sam Piotr Zachara, wybitny znawca mody i (jak plotki donoszą) wybitny znawca kobiecych dusz.

Ale na tym nie koniec. W poniedziałek gruchnęła wiadomość, że po trzech latach Jolanta Pieńkowska odchodzi ze stanowiska redaktor naczelnej "Twojego Stylu". Zastąpi ją Jacek Szmidt, czytaj: mężczyzna. Najpierw jeden, potem dwóch i rodzi się całkiem nowa świecka tradycja.

Przyznam, że z początku mnie to mocno zaniepokoiło - bo czy nie jest to przypadkiem tradycja godząca w godność kobiet? Tradycja antyfeministyczna? A może nawet szowinistyczna? Zjadłam marsa i olśniło mnie. Przecież te nominacje to jedyna i niepowtarzalna okazja, aby dowiedzieć się wreszcie, czego pragną mężczyźni! No bo to przecież niemożliwe, żeby odpowiedzią była Ewa Sonnet z okładki magazynu CKM... Chyba niemożliwe. OK.

Całkiem prawdopodobne. Ale to jest odpowiedź tych tylko mężczyzn, którzy marsów jedzą za dużo, poziom cukru we krwi mają za duży, a wtedy z myśleniem problem. Może więc od dwóch nowych redaktorów naczelnych pism kobiecych dowiemy się przynajmniej, co-mężczyźni-myślą-że-pragną-kobiety? A to już będzie coś. Bo poziom sprzedaży szybko zweryfikuje ich myśli. A dzięki temu i mężczyźni dowiedzą się więcej o nas, i my stratne na tym nie będziemy.

Pamiętacie może Jacka Lemmona niezdarnie wijącego się w butach na obcasach w filmie "Pół żartem, pół serio"? Dustina Hoffmana, który w obcisłej kiecce podrywał koleżankę z planu w słynnej komedii "Tootsie"? A może Mela Gibsona z wrzaskiem depilującego łydki w "Czego pragną kobiety"?

Wszyscy trzej mieli poważne kłopoty z wcieleniem się w role kobiet, ale w końcu im się udało. Więcej - oni najwyraźniej pokochali te kobiety w sobie! Lemmon całkowicie zatracił się w tangu z uroczym milionerem. Hoffman stał się wręcz ikoną kobiecości, a Gibson na tyle zgłębił nasze potrzeby, że szybko okrzyknięto go specem od reklam w sektorze kobiecym. Mówiąc krótko - w roli kobiet nie tylko się sprawdzili, ale wręcz prześcignęli same kobiety. Czego i nowym redaktorom naczelnym pism dla kobiet życzę.

Ciekawe swoją drogą, czy zjawisko to działa również w drugą stronę. Gorączkowo szukam w głowie właściwego przykładu filmowego... Pustka. Najgłośniejszy przypadek to chyba "Nie czas na łzy" z Hilary Swank w roli głównej, ale wszyscy chyba wiedzą, jak tragicznie się ta historia dla bohaterki skończyła. A jeśli nie wiedzą, to nawet lepiej dla nich.

Jaki z tego morał? Życie kobiety ma większe zalety. A przynajmniej jakieś wciąż nieodkryte zalety. Przez minione dwa tysiące lat zajmowano się przecież głównie zgłębianiem męskiej psychiki, opisywaniem męskich przyjemności, potrzeb i radości. Niewiele już tam zostało chyba do odkrycia. Coś w tym jest, bo nie wyobrażam sobie nawet kobiety, która chciałaby objąć stanowisko redaktora naczelnego "Playboya". Marcin Meller może więc spać spokojnie.

I śnić o podróży na Wenus: prom kosmiczny szykuje się do lądowania, jedyny obecny na pokładzie pasażer nerwowo zapina skafander, drzwi otwierają się, Marcin z przejęcia zamyka oczy, przez głowę przemykają mu wszystkie najpiękniejsze okładki "Playboya". Robi pierwszy krok... udało się, jest już na powierzchni, rozluźniony i z błogim uśmiechem otwiera oczy, a tu... Piotr Zachara z Jackiem Szmidtem. Hurrra! Jeżeli oni żyją, to znaczy, że ja też mogę! Powodzenia, panowie.