Podczas solowych występów korzystasz z ciekawych wizualizacji. Czy podobnie będzie wyglądał polski koncert z Pattonem?
Christian Fennesz: Nie, to będzie surowe granie, bez żadnych plastycznych fajerwerków. Całą uwagę trzeba będzie skupić na muzyce.

A jak doszło do waszej współpracy?
Zawsze uważałem Mike’a za fascynującą osobowość, więc bardzo ucieszyłem się, kiedy do mnie zadzwonił. Każdy z nas robi muzykę opierającą się na improwizacji, freestyle’u. Na scenie prowadzimy ciekawy dźwiękowy dialog. Grając na żywo, udało nam się nawet skomponować kilka piosenek.

Wielu kategoryzuje twoją twórczość jako ambient, podkreślając, że potrafisz budować napięcie, unikając - z paroma wyjątkami - wyraźnego rytmu.
Przestałem sobie zawracać głowę tym, jak ludzie oceniają i kategoryzują moją muzykę. Dotyczy to wszystkich akademickich podziałów. O swojej muzyce myślę zarówno w kontekście popkultury, jak i technologii. Według mnie jest w niej sporo rytmu, choć nie korzystam z perkusyjnych sampli i nie występuję z bębniarzem.

Grywałeś z wieloma różnymi artystami, m.in. z Davidem Sylvianem, Ryuichim Sakamotą czy Jimem O’Rourke. Czy nie tęsknisz za graniem w zespole?
Nie chciałbym prowadzić zespołu. Mój główny projekt to działanie solo, ale to cudowne mieć możliwość współpracy z różnymi ludźmi. Naprawdę ich nie wybieram, po prostu nasze ścieżki czasem się krzyżują. To szczęśliwe zbiegi okoliczności.

Nie myślałeś, by nagrać cały piosenkowy album z udziałem wokalistów?
Nagrałem już piosenkę z Davidem Sylvianem i pomagam mu teraz w pracy nad jego nową płytą. Nic więcej nie planuję. Być może kiedyś, w przyszłości o czymś takim pomyślę. W tej chwili jednak koncentruję się na innych projektach.

Czy zdarza ci się komponować w tradycyjny sposób, korzystając z gitary i pianina?
De facto cały czas komponuję w ten sposób! Myślę, że to, co robię, to niejako wypadkowa dźwiękowego designu i klasycznego pisania piosenek. Choć studiowałem muzykologię, nie działam jak klasyczny kompozytor. Tworzę bardziej intuicyjnie i impulsywnie.

Austria stała się ważnym ośrodkiem nowej muzyki elektronicznej. Poza tobą w Wiedniu działają też m.in. Pita, Famers Manual, Burkhard Stangl i wielu innych ciekawych artystów. Jak myślisz, dlaczego akurat w Wiedniu powstała taka prężna scena?
Nie mam pojęcia! Gdy jestem w Wiedniu, tak naprawdę większość czasu spędzam w domu i nigdzie nie wychodzę. Pomieszkuję też w Paryżu i jeśli gdziekolwiek prowadzę jakieś życie towarzyskie, to raczej tam. Ale oczywiście znam Pite, czyli Petera Rehberga i Burkharda, wielokrotnie razem pracowaliśmy i obaj są moimi dobrymi przyjaciółmi. Jednak elektroniczna scena to nie tylko Wiedeń. Ciekawe rzeczy dzieją się wszędzie, trzeba tylko dobrze poszukać.

Jakie są twoje najbliższe plany?
Właśnie wychodzi mój nowy singiel, a wkrótce cały album "Black Sea". 30 kwietnia premierę w wiedeńskim Konzerthaus ma też moja kompozycja "Nanook Of The North", zamówiona przez grupę Klangforum Wien. Niedługo wyjdzie też wspólna płyta ze Sparklehorse. No i rzecz jasna album koncertowy z Mikiem Pattonem.

Christian Fennesz - jedna z najwybitniejszych postaci współczesnej sceny elektronicznej. Austriak zaczynał, grając na gitarze w zespołach punkowo-noise’owych. W połowie lat 90. sięgnął po laptopa, ale gitara została dla niego źródłem sampli. Światowy rozgłos przyniosła mu płyta "Endless Summer" (2001), nagrana dla wiedeńskiej wytwórni Mego.

Mike Patton - sławę zyskał dzięki występom z Faith No More. Od czasy rozpadu tej grupy z zespołami Fantômas, Tomahawk bada muzyczne ekstrema. Nagrywał z Kronos Quartet i Johnem Zornem, z Björk i Sepulturą. Na pierwszy album swego projektu Peeping Tom zaprosił wielu mistrzów alternatywnego hip-hopu, ale także Norę Jones, Bebel Gilberto czy Massive Attack.