Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska animacja kończy dziś 60 lat

15 marca 2008, 07:58
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
TVP Kultura całą sobotę poświęci obchodom 60-lecia polskiej animacji. Zaprezentowane zostaną najlepsze filmy polskich twórców - od rewelacyjnego "Domu" Jana Lenicy z 1958 roku do nagrodzonego właśnie Oscarem "Piotrusia i Wilka" Suzie Templeton. Pokazana zostanie także nominowana do Oscara "Katedra" Tomasza Bagińskiego. Ten ostatni przekonuje w DZIENNIKU, że polska animacja przeżywa właśnie okres największego rozkwitu.

Tomasz Bagiński: Jestem zdania, że żyjemy w najlepszym dla niej momencie w historii. Nigdy animacji nie było tak dużo, nigdy nie była tak dostępna. Trudno sobie wyobrazić, że 10, 20 lat temu masy czołówek filmowych, telewizyjnych, reklamowych po prostu nie było. Do tego dochodzi internet. Animacji jest dużo i będzie jej przybywać".

Wokół nas jest coraz więcej ekranów. To, co kiedyś było drukowane, teraz zaczyna być wyświetlane. W Londynie jest na przykład pełno plansz reklamowych - monitorów. Nie wiszą tam nieruchome plakaty, tylko wszystko się porusza, żyje. Już dziś na drzwiach droższych lodówek montuje się małe monitory, za pięć lat będzie to zupełnie naturalne, że lodówka świeci, mówi, uśmiecha się.

Oczywiście, pewne gatunki animacji schodzą do nisz. Pamiętajmy, że czym innym jest animowany film komercyjny, kierowany do szerokiej publiczności czy widza dziecięcego, od filmu artystycznego, w którym często wykorzystuje się nie komputer, ale techniki tradycyjne.

Tak, trwa to już dziesięć lat i wcale nie uważam, że to gorszy rodzaj twórczości. To po prostu fajna robota. Dzięki niej mam czas na projekty artystyczne, na których trudno zarobić. Na sfinansowanie swoich pomysłów muszę zapracować gdzie indziej. Zresztą w reklamie człowiek doskonale uczy się warsztatu. Bo najważniejsze to cały czas coś robić, nieważne, że to głupia reklamówka proszku do prania. Wbrew obiegowej opinii, w świecie reklamy spotyka się bardzo sensownych ludzi. Ale nigdy nie byłem przeciwnikiem animacji tradycyjnej, to bardzo bogata dziedzina.

Co do Se-ma-fora, tam była trochę inna sytuacja. Oni też nie boją się pracy przy reklamie, podejrzewam, że mają zbliżone podejście do mojego. Jednak zapotrzebowanie na animację tradycyjną, lalkową, nie jest tak duże jak na animację komputerową. Dlatego Se-ma-for miał przez długie lata trudną sytuację finansową. Teraz być może się to zmieni. Nawet jeśli Oscar trafił do angielskich koproducentów, to rynek profesjonalny wie, gdzie ten film rzeczywiście powstał. Dzięki temu firma prawdopodobnie uzyska więcej zleceń i wyjdzie na prostą, czemu bardzo kibicuję, bo tam pracują naprawdę bardzo utalentowani ludzie. Dla mnie stosunek animacji tradycyjnej do komputerowej przypomina stosunek teatru do kina. To są różne media, oczywiście na pewnym poziomie ze sobą konkurują, bo kino wyciągnęło widzów z teatru. Ale to nie znaczy, że teatr zniknął! Stał się bardziej niszowy, ale będzie istniał nadal. Tak samo będzie z animacją tradycyjną - też będzie istnieć za sto lat, tylko będzie troszeczkę bardziej niszowa, skierowana do bardziej wyrobionego widza.

Ostatnio branża ekscytuje się animacją stereoskopową. W ubiegłym roku powstał film "Beowulf", w tym roku podobnych filmów, i to w różnych stylistykach, mniej realistycznych, będzie chyba siedem. A na rok 2009 jest planowanych bodaj 30. Ja zacząłem się mocniej interesować kinem kombinowanym, tzn. aktorskim z efektami specjalnymi, które też są odmianą animacji. Takim filmem jest na przykład "300", gdzie wszystko zostało nakręcone na tzw. green boksach, z żywymi aktorami. To jest kino, które mnie w tej chwili najbardziej interesuje. Ale nie odejdę od animacji. Przez ostatni rok pracowałem nad "Wiedzminem" i nie robiłem swoich rzeczy. "Wiedźmin" był dla mnie projektem rozwojowym, w który zdecydowałem się zainwestować swój czas, żeby się czegoś nauczyć.

Zawsze uważałem, że recepta jest prosta: trzeba mieć ciekawą historię do opowiedzenia, jak w filmie, i trochę nad nią popracować. Wtedy po prostu nie da się nie odnieść sukcesu.

Rozmawiała Dorota Chrobak

(1958) - reż. Jan Lenica,

(1968) - reż. Daniel Szczechura,

(1979) - reż. Julian Józef Antonisz.

(1980) - reż. Zbigniew Rybczyński,

(1985) - reż. Piotr Dumała,

(2000) - reż. Jerzy Kucia,

(2002) - reż. Tomasz Bagiński,

reż. Tomek Bagiński

(Peter And The Wolf) (2006) - reż. Suzie Templeton,

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj