Królowa disco wdzięczy się do nastolatków
Po siedemnastu latach przerwy na scenę muzyczną powraca Donna Summer, ikona muzyki disco. Niestety, album "Crayons" jest jedynie próbą dostosowania jej do obecnych standardów popu, bez poszanowania jej legendy - czytamy w DZIENNIKU.
- Chiński niewypał
- Opera dla 200 milionów
- Posłuchaj, jak fałszuje Britney Spears
- Król popowej prowokacji
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To mogło być jedno z najważniejszych wydarzeń roku. W końcu Donna Summer to największa gwiazda muzyki popularnej lat 70., kiedy to wyśpiewała ponadczasowe "I Feel Love”, "Hot Stuff” czy "On the Radio” i u boku producenta Giorgio Morodera zrewolucjonizowała muzykę taneczną. Dziś 60-letnia dama na okładce "Crayons” wciąż wygląda szałowo, ale w nowych piosenkach brak jej charyzmy i czaru. Repertuar przygotowali dla niej m.in. Greg Kurstin (Kylie Minogue), J.R. Rotem (Rihanna), Toby Gad (Fergie). I być może "Mr Music” mogłaby wykonać Britney Spears, a "Fame” Christina Aguilera, ale nie taka dama jak Donna Summer. Wśród nijakich produkcji w stylu r’n’b, hip-hop i house pojawiają się nawet utwory z elementami latynoskimi oraz country i bluesa, jakby artystka padła ofiarą kiepskiego muzycznego publishingu. Szkoda tylko, że w tekście "The Queen Is Back” wspomina czasy świetności, skoro nie potrafi już zawojować świata muzyki pop.
Przypadek Donny Summer ilustruje przykry proces dewaluacji muzyki pop. Swoją współpracą z Giorgio Moroderem dała przykład Beyonce, Madonnie czy Kylie Minogue, które do dziś wykonują jej utwory i tak jak ona polegają na pomysłach producentów, jak Timbaland, Pharell Williams czy Jay-Z. Tymczasem, jak głosi anegdota, kiedy Brian Eno usłyszał po raz pierwszy singiel "I Feel Love”, powiedział: "To jest muzyka przyszłości - ten utwór odmieni brzmienie muzyki klubowej na następne 15 lat”. Jego słowa spełniły się, kiedy płyty disco zaczęli miksować didżeje hiphopowi, a producenci techno zaczęli tworzyć mechaniczną muzykę do tańca.
Od tego czasu nurt disco rozwija się dwutorowo. W mainstreamie i niezależnie, w klubach. Z jednej strony gwiazdy pop żerują na jego zabawowym charakterze, jak Madonna z singlem "Hung Up”. Barwny charakter tej hedonistycznej kultury i potencjał komercyjny pomógł też przebić się wielu wykonawcom z niezależnym rodowodem, jak francuscy artyści klubowi Daft Punk i ostatnio Justice, Brytyjka Roisin Murphy, która przy pracy nad ostatnim albumem "Overpowered” wzorowała się na przebojach disco, czy bandzie nowojorskich freaków z Scissor Sisters hołdujących stylistyce queer. Swoim wspomnieniem z klubowych nocy dzielił się nawet Moby, opowiadając o "Last Night”. Jednak najciekawszym świadectwem disco revivalu jest album Andy’ego Butlera "Hercules & Love Affair” wydany przez niezależną dancepunkową oficynę DFA, na którym pod stylowe brzmienia lat 70. zaśpiewali transseksualiści, m.in. Antony Hegarty i wokalista Nomi.
I właśnie Donna Summer, decydując się na comeback, powinna skorzystać z pomocy tych artystów, którzy rozwijają stylistykę disco i przywracają dawną wartość muzyce rozrywkowej w czasach miałkich produkcji house i r’n’b.

























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!