Działalności muzeum zagraża lokalne stowarzyszenie "Pro Schloss". Jego władze od kilku tygodni silnie lobbują u władz Rapperswilu za urządzeniem muzeum miejskiego w rapperswilskim zamku, który - podniesiony z ruin przez emigrantów z powstania styczniowego - od ponad wieku jest siedzibą polskiego muzeum. Gdyby te plany udało się zrealizować, musiałoby ono poszukać sobie innego lokum. "Nie wyobrażam sobie tego" - mówi DZIENNIKOWI dyrektor muzeum Anna Buchmann. To właśnie ona rozpoczęła akcję protestacyjną w obronie placówki, którą od 1975 r. zarządza Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Szwajcarskiej.

Przygotowaną przez dyrektorkę petycję do władz Rapperswilu z prośbą o zachowanie muzeum w dawnym miejscu podpisało już dwa tysiące osób. Kolejne dziesięć tysięcy zebrał pewien mieszkający w Stanach Zjednoczonych Polak, który otworzył stronę internetową poświęconą ratowaniu muzeum.

Echa sporu o muzeum szybko odtarły też do kraju. Do obrony zbiorów w Rapperswilu włączyło się ministerstwo kultury. Wiceminister kultury Tomasz Merta w ostatni piątek pojechał do Szwajcarii i osobiście interweniował u władz miasta za pozostawieniem muzeum w dawnej siedzibie. Zdaniem Merty, szanse na to są spore, jednak decyzja w sprawie przyszłości placówki należy do radnych Rapperswilu, którzy w tej kwestii mają się zebrać jutro.

Ruiny średniowiecznego zamku w położonym na północy Szwajcarii Rapperswilu polscy emigranci wydzierżawili od lokalnych władz w 1868 r. Po trwającej kilkanaśce lat renowacji znalazła się w nim największa, liczącą ponad 100 tys. druków, biblioteka polska na emigracji. Do ogromnego zbioru książek, dokumentów i dzieł sztuki ofiarowywanych przez emigrantów dolączyła w 1895 urna z sercem Tadeusza Kościuszki. W 1927 r. część zbiorów przewieziono do Polski, jednak większość z nich spłonęła w Powstaniu Warszawskim.